Wspólne dobro… nasza Ojczyzna

Wspólne dobro… nasza Ojczyzna

„Mówi się, że Polska cierpi. Ale kto zważył na szali bezmiar ludzkich cierpień, udręk i łez, których udało się uniknąć?” – gen. Wojciech Jaruzelski

„Przybywam, ażeby być z moimi Rodakami, w szczególnie trudnym momencie dziejów Polski po II wojnie światowej” – Jan Paweł II

Mija 35 lat od chwili wypowiedzenia powyższych sentencji w Belwederze, podczas uroczystych przemówień powitalnych na rozpoczęcie II pielgrzymki w Polsce. Był to czas szczególny: trwał zawieszony stan wojenny, minęły 2 lata od zamachu na placu św. Piotra, toczyło się śledztwo w sprawie tzw. wątku bułgarskiego – obawy o bezpieczeństwo Gościa i pielgrzymów w niezbyt „spokojnej” Polsce były wyczuwalne nie tylko u władzy, choć nie były nagłaśniane. Od lat są bagatelizowane, czasami pokazywane jako działanie „na złość”.

Papież chciał odwiedzić Polskę w sierpniu 1982 r., z okazji jubileuszu 600-lecia Obrazu Matki Boskiej na Jasnej Górze. Biskupi polscy, co oczywiste, byli zdania, iż druga pielgrzymka „stanie się znakiem łaski Bożej i spotęguje jedność Polaków między sobą”. Grupy opozycyjne były przeciwne, gdyż – jak mówiono – służyłaby legitymizacji trwającego stanu wojennego, a nie interesom społecznym. Władza, podobnie jak biskupi, widziała w niej wiele pożytku, ale wewnętrzna sytuacja wskazywała, iż byłaby przedwczesną. Generał 21 lipca 1982 r. w Sejmie mówił: „Rząd uważa, iż aby wizyta przyniosła owocne dla państwa i narodu skutki, powinna być starannie przygotowana. Przede wszystkim zaistnieć muszą dla niej właściwe warunki. Należą do nich w szczególności: spokój w kraju, ustanie działań zagrażających bezpieczeństwu państwa, osiągnięcie niezbędnego stopnia normalizacji. Takie warunki przyjęcia Papieża odpowiadać będą powadze i doniosłemu znaczeniu tej wizyty”.

Komunikat PAP z 8 listopada 1982 r. informował, że „Premier i Prymas dokonali przeglądu aktualnej sytuacji w kraju i wyrazili wspólną troskę o zachowanie i umocnienie spokoju, ładu społecznego i sumiennej pracy. Przyjęli też założenie dotyczące przygotowań do drugiej wizyty Papieża Jana Pawła II w Polsce w przyszłym roku. Władze państwa i Konferencja Episkopatu Polski zaproszą oficjalnie Jego Świątobliwość do rozpoczęcia pielgrzymki w Polsce w dniu 18 czerwca 1983 r.” (faktycznie Papież przybył 16 czerwca).

Do kogo faktycznie przybywał Papież?

Czytając różnego rodzaju publikacje, w tym prasowe i opracowania traktujące o przygotowaniu i przebiegu tej – na swój sposób szczególnej – pielgrzymki, jak pewna nić przewija się pytanie (może naiwne i dziwne), do kogo faktycznie przybywał Papież? Generał powitanie Gościa rozpoczął słowami: „Witam serdecznie Waszą Świątobliwość w Ojczyźnie Polaków – w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Po raz wtóry pątniczy gościniec przywiódł głowę Kościoła rzymskokatolickiego w rodzinne strony, na polską ziemię. Z niej się wszyscy wywodzimy. Ona jest naszą matką”. Papież na Okęciu klęcząc całuje ojczystą ziemię, a później mówi: „to jakby pocałunek złożony na rękach matki – albowiem Ojczyzna jest naszą matką ziemską. Polska jest matką szczególną”. Proszę, zwróćcie Państwo uwagę na słowa – „Ojczyzna Polaków”, „polska ziemia jest naszą matką”. Obaj Wielcy Polacy używają tych samych słów! Wiem, ktoś może się żachnąć, że znaczyły co innego. Opozycja, Solidarność odczytała je jako powitanie Papieża właśnie i tylko z nią, ponad głowami „dzierżących władzę”. Wtedy i dziś nie pamięta, iż do stanu wojennego sama przyłożyła rękę. Odpowiem, że dla milionów miały tę samą, wspólną, jednaką konotację: Polak, rodak, brat… Papież odpowiadając na słowa powitania m.in. mówił: „Przybywam, ażeby być z moimi Rodakami, w szczególnie trudnym momencie dziejów Polski po II wojnie światowej. Równocześnie nie tracę nadziei, że ten trudny moment może stać się drogą do społecznej odnowy, której początek stanowią umowy społeczne zawarte przez przedstawicieli władzy państwowej z przedstawicielami świata pracy”.

Proszę, wczytajcie się Państwo w sens i znaczenie tych słów Papieża. Zwróćcie uwagę, że przybywa do Rodaków, nie czyniąc żadnych rozróżnień. Tymi Rodakami dla Gościa są m.in. towarzysze – Jaruzelski, Kiszczak, Barcikowski, Rakowski, także Zofia Grzyb i Jerzy Romanik, członkowie Solidarności i zarazem członkowie Biura Politycznego KC PZPR, oraz niewątpliwie Anna Walentynowicz, Lech Wałęsa, bracia Kaczyńscy i inni członkowie Solidarności, partyjni i bezpartyjni, wszyscy Polacy, bez względu na wyznawane wartości i przekonania polityczne.

Cierpienie nie jeden ma wymiar

Był to „trudny moment dziejów”, trwał zawieszony stan wojenny. Papież wiedział, co mówi, znał okoliczności jego wprowadzenia, m.in. ze źródeł zachodnich. Generał, witając Gościa, mówił: „Znany powszechnie bieg wydarzeń sprawił, że podjęliśmy dramatycznie trudną, lecz konieczną decyzję… w drodze ostatecznego wyboru… Mówi się, że Polska cierpi. Ale kto zważył na szali bezmiar ludzkich cierpień, udręk i łez, których udało się uniknąć?”. Kto dziś, po 35 latach może podać dowody podważające tę ocenę? Czy nie jest miarodajną opinia Polaków, którzy na znane próby degradacji Generała w ponad 50% odpowiedzi w sondażu internetowym wskazali na konieczność stanu wojennego (co nigdy i nigdzie nie oznaczało aprobaty jego dolegliwości, a właśnie zrozumienie ówczesnej sytuacji i ciężaru tej decyzji w wielu wymiarach, tak dla Generała, jak i milionów Polaków)?

Cierpienie ma wiele wymiarów, znaczeń, co wszyscy wiemy. Wtedy głównie szło o osoby internowane i ich rodziny, ograniczenia wewnętrznych swobód obywatelskich, na czele z destrukcyjną działalnością Solidarności, czego przywrócenia domagali się jej członkowie prezentując np. transparenty i wznosząc okrzyki. W ustach Papieża oznaczały wzywanie do stołu rozmów, odczytywane przez tłumy jednostronnie, jako wezwanie dla władzy. Papież dobrze wiedział, iż Jego wysiłki w doprowadzeniu do porozumienia z Solidarnością przez Spotkanie Trzech okazały się fiaskiem, bynajmniej nie z winy władzy. Postawmy tu sobie pytanie – czy władze Solidarności, wprawdzie zdelegalizowanej, chciały rozmawiać z władzą? Kto odważy się dziś na obiektywną, udokumentowaną tego ocenę? Starsi Polacy pamiętają jej zachowania, postawy, nie było w nich pokory, chęci porozumienia… Generał w Belwederze otwarcie mówił Papieżowi: „w obecnej chwili nie nawiązaliśmy kontaktów z Solidarnością, zwolniliśmy osoby internowane”, oraz że trzeba poczekać „aż gorące głowy ochłoną”. Można to dziś odczytać jako brak uniżoności, postawę wyczekującą. Właśnie internowani – było ich 10552, w tym prawie 3 tys. dwu-, a nawet trzykrotnie. Stefan Niesiołowski-Myszkiewicz w stanie wojennym był internowany dwa razy, po pół roku: w Jaworze i Darłówek. Wspomina: „Była to niewola, ale jej warunki były bardzo dobre, nieporównywalne z więzieniem. I korzystając z okazji, dziękuję za to gen. Jaruzelskiemu. Bez żadnej ironii. Doceniam to, że nie chciał nadużywać przemocy ponad potrzebę. Nie było żadnego upokarzania internowanych, żadnego przymusu w stosunku do rodzin. Jedyną represją był brak wolności… Okrągły Stół i pierwsze wolne wybory były dla mnie prawdziwym zaskoczeniem” („Trybuna” z 31.01-1.02.09); ocenę pozostawiam Państwu. Do tego należy dodać ok. 40 tys. rozmów przeprowadzonych z osobami podejmującymi podziemne działania opozycyjne. Ktoś zapyta – o czym to świadczy? Odpowiedź ma kilka wątków. Z dystansu czasu widać jeszcze wyraźniej, że początkowo można było znacznie mniej osób internować, szczególnie spośród lokalnych aktywistów Solidarności. Zabrakło tu czytelnych wytycznych Kierownictwa MSW. Nad rozsądkiem funkcjonariuszy SB i MO przeważyły różne animozje, niskie pobudki i „chęć uciszenia” opornych, co w sumie dało efekt odwrotny do celu. Generał mówił o tym w kilku wywiadach, napisał w książkach, np. „Stan wojenny”, wielokrotnie przepraszał publicznie za doznane krzywdy i upokorzenia, zaś niektóre osoby imiennie, np. Izabelę Cywińską.

Podane wyżej liczby świadczą o skali nienawiści i zapiekłości tych prawie 3 tys. osób. Nie chcieli, nie potrafili zrozumieć konieczności respektu dla wprowadzonego prawa – decyzji Rady Państwa o stanie wojennym. Że musi im się podporządkować każdy, dosłownie także każdy aktywista, członek Solidarności. Nie chcieli, nie potrafili zrozumieć, że użycie siły, wyjście wojska na ulice kończy wszelkie dyskusje i protesty – nawet najbardziej słuszne, a jednocześnie chroni nie tylko Polskę, także ich, działaczy Solidarności, przed „sąsiedzką pomocą”. Dla nich byłaby to najprawdopodobniej „syberyjska wycieczka”. Ryszard Reiff na posiedzeniu SKOK mówił, iż „trzeba byłoby wywieźć 1,5 miliona na 2-3 lata”. Wyraźnie powiem – wielu działaczy jest współwinnych temu stanowi, choć nie chcą się przyznać, może czynią to w „skrytości ducha”.

Teraz ta pielgrzymka – słuszne oczekiwanie wielu uczciwych członków Solidarności, milionów Polaków na słowa Papieża o cierpieniu, o bólu i pragnieniu duchowej ulgi, pocieszenia, czego im nigdy i nigdzie nie szczędził. Słowa te, adresowane do osób rzeczywiście skrzywdzonych, przykryły, wręcz na swój sposób „uświęciły” tamto zaślepienie, zacietrzewienie nienawiścią. Kardynał Józef Glemp przyznał w wywiadzie: „Ludzie przesadzali w eksponowaniu swoich cierpień. Wywierano naciski na biskupów, aby na sesjach Episkopatu wygłaszali przemówienia, napisane przez inne osoby. Ja do tego nie dopuściłem. Sprawdziliśmy, że zarzuty były nieprawdziwe: że ludzi nie skalpowano, nie biczowano. Mówiono o wydarzeniach wyimaginowanych, aby rozpalać nienawiść”.

W jednym z wywiadów Generał m.in. mówił: „Gdy Papież pielgrzymował po kraju – my, władze, zaczęliśmy dostrzegać pewne niepokojące rzeczy, które mogły zdestabilizować sytuację… Nasz Gość był w bardzo trudnym położeniu, pod presją tłumów, które oczekiwały, że poprowadzi je na barykady… czuł silne przekonanie, że musi poprzeć ruch, wszystkie te narodowe i społeczne dążenia, które utrzymywały przy życiu jej członków… nie chciał zrobić niczego, co mogłoby zmącić spokój i stabilizację, ale jedno słowo, rzucone przypadkowo mogło spowodować całkiem nową sytuację”. Pytany przez dziennikarzy przyznał, iż „13 grudnia Papież-Polak odczuł z wielkim bólem, tym bardziej, że nie mógł wówczas znać wszystkich, poprzedzających go okoliczności, faktów, zagrożeń. Potrafił jednak zrozumieć intencje oraz uwarunkowania, w jakich przyszło nam żyć i działać. Jako »człowiek stanu wojennego« odczułem to bardzo osobiście”.

„Doczernianie” stanu wojennego, nie tylko podczas tej, ale wszystkich pielgrzymek Papieża oraz przy niemal każdej okazji, trwa u nas już 35 lat. Może nadejdzie czas, by prawda o tej ciemnej stronie działaczy Solidarności, którzy też poprzez transparenty domagali się od Papieża uznania ich nienawiści i obłudy za „dobre cierpienie”, uzyskała możliwie obiektywną ocenę, rzeczywisty wymiar.

Nadzieja na odnowę

Papież mówi o nadziei na „społeczną odnowę, której początek stanowią umowy społeczne zawarte przez przedstawicieli władzy państwowej z przedstawicielami świata pracy”. Właśnie – zwróćcie Państwo uwagę na ten „początek”, umowy społeczne, inaczej mówiąc podpisane 21 postulatów. Sięgnijcie Państwo do ich treści i sami oceńcie, jak i kiedy zostały zrealizowane. A nie zapomnijcie przy tym głęboko zastanowić się, jakimi sposobami Solidarność przyczyniała się do ich realizacji, jak wspierała rząd, władze w ich spełnianiu. Dla ułatwienia Państwu refleksji przypomnę, że 6 marca 1981 r. Sejm na wniosek rządu powołał Nadzwyczajną Komisję Sejmu ds. kontroli realizacji porozumień sierpniowo-wrześniowych. Wszystkich, którzy dają wiarę rozpowiadanym i od lat powtarzanym różnym insynuacjom, pomówieniom i oskarżeniom władzy, że bojkotowała realizację 21 postulatów – odsyłam do jej protokołów. Przewodniczył światowej sławy uczony, prof. Jan Szczepański. Profesor już w lipcu 1981 r. informował Sejm, że skutki ok. 700 lokalnych, głównie wystrajkowanych umów dwukrotnie przekroczyły dochód narodowy (proszę wskazać gospodarkę, kraj na świecie, który mógłby je szybko zrealizować; warto zastanowić się, jak wyglądałoby to dziś, w 2018 r.). Lawina pieniądza pustoszyła rynek. Związana z tym panika poprzez wykupywanie „na zapas” pojawiających się niektórych towarów pogłębiała niedobory. Szalała spekulacja. W konsekwencji niekończące się kolejki, puste półki, brak elementarnych artykułów, zakłócenia nawet w zaopatrzeniu kartkowym. W tym miejscu trzeba przypomnieć długotrwałe protesty i strajki, żądające niezwłocznego wprowadzenia np. wszystkich wolnych sobót. Komisja ta w 1981 r. odbyła 13 posiedzeń, a protokoły liczą 296 stron. Rząd swoje sprawozdanie z realizacji tych porozumień opublikował w czerwcu 1981 r. (liczy 50 stron). Szczegółowe sprawozdania za kolejne lata, tj. 1982-1985, każdego roku były publikowane w sierpniu (są do wglądu w „Trybunie Ludu”). Zachęcam świat nauki, polityki i publicystyki, którym idee Solidarności są bliskie, by – mówiąc wprost – wzięli do ręki kalkulatory oraz te dokumenty, naukowe opracowania, pokryte kurzem archiwalnym i zechcieli skrupulatnie policzyć, skalkulować możliwości realizacyjne ówczesnej gospodarki w zakresie 21 postulatów.

Dla wielu Polaków, szczególnie starszego pokolenia, pouczającą lekcją historii i prawdy o Solidarności może być jej rola i postawa w uszanowaniu apelu Premiera-Generała o 90 spokojnych dni na podjęcie wdrożenia pakietu 10 punktów zamierzeń. Nie zapomnijcie Państwo sięgnąć pamięcią do tzw. wydarzeń bydgoskich (marzec 1981 r.) w roli wiodącej z Janem Rulewskim, czy tzw. białego marszu matek z dziećmi w Łodzi, nie mówiąc o innych, jakże „patriotycznych” protestach. W encyklice Laborem exercens (1983) Papież zwraca się do związków zawodowych w następującym fragmencie: „…Trzeba podkreślić, że strajk pozostaje poniekąd środkiem ostatecznym. Nie można go nadużywać… zwłaszcza dla rozgrywek politycznych. Nie należy nigdy zapominać o tym, że nieodzowne usługi dla życia społecznego winny być zawsze zabezpieczone, w razie konieczności nawet przy pomocy odpowiednich środków prawnych. Nadużywanie strajku może prowadzić do paraliżowania całego życia społeczno-ekonomicznego, co jest sprzeczne z wymogami dobra wspólnego społeczeństwa” 15 września 1981 r. biskupi polscy przestrzegają przed konfrontacją (po pierwszej części zjazdu Solidarności widać było, na co się zanosi): „W ostatnich tygodniach napięcia doszły do takiego stanu, że trzeba ponownie odnaleźć drogę do wspólnego stołu obrad i szukać rozwiązań, które uzyskają społeczną akceptację.(…) Nie można doprowadzać do konfrontacji, która naraża nas wszystkich na wielkie niebezpieczeństwa”. Ten fragment komunikatu z Konferencji Episkopatu Polski parę dni później powtórzył dosłownie Jan Paweł II, zwracając się do Polaków w Castel Gandolfo. Mówił: „Sprawy doniosłe i trudne, o jakie chodzi (…) muszą być rozwiązywane na drodze dialogu, a nie na drodze konfrontacji” („Tygodnik Powszechny”, nr 39 z 27.09.1981). Niech i te słowa posłużą Państwu do refleksji.

Warto dziś zastanowić się nad taką sentencją Generała: „Porozumienie narodowe jest Polsce niezbędne. Ostatni okres przyniósł znaczący w tej mierze postęp. Będziemy nadal zmierzać tą drogą. Różnice światopoglądowe nie są na niej przeszkodą. Ojczysty dom jest wspólnym dziełem wszystkich, którzy go wznosili i wznoszą. Podstawowe dziś podziały istnieją między tymi, którzy kraj budują i tymi, którzy w tym budowaniu przeszkadzają. Nasze prawo nie karze za poglądy. Zabrania jedynie antypaństwowych, sprzecznych z Konstytucją działań. Kto je uprawia lub popiera, kto prowadzi nieuczciwą grę, ten nie zasługuje na wiarę”. Papież wysłuchał uważnie.

Generał witając Gościa m.in. mówił: „Odnowa w życiu państwowym, społecznym, gospodarczym – staje się prawnie i faktycznie nieodwracalna. Leży nam głęboko na sercu zdrowie moralne narodu, zwalczanie przywar i złoczynienia, troska o młodzież, o rodzinę, o matkę i dziecko (nawiązał do rozpoczętej budowy Szpitala Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi) …Borykamy się z przeciwnościami. Dotkliwe są ludzkie bolączki. Niemało jeszcze urazów i goryczy… Rozumiemy niepokój Papieża-Polaka o losy ojczystego kraju. Z wielką powagą traktujemy nacechowane duchem miłosierdzia i patriotycznym zatroskaniem myśli i apele”. Zapytam – czy dziś jest ich mniej, gdzie szukać wyjaśnień obecnego stanu, wciąż rosnącej nienawiści, zemsty i społecznego niezadowolenia. Mając pełną świadomość tej sytuacji, Generał otwarcie przyznał: „Nie szukamy jednak łatwych usprawiedliwień. Własne błędy oceniamy z bezprzykładną szczerością, choć nie tylko władza zawiniła”… Kończył ten wątek deklaracją: „Potwierdzam naszą wolę zniesienia stanu wojennego, a także zastosowania humanitarnoprawnych rozwiązań. Jeśli sytuacja w kraju rozwinie się pomyślnie, może to nastąpić nawet w nieodległym terminie”. Podczas rozmowy z Papieżem w Krakowie zamiar ten powtórzył. Wiemy, iż miesiąc później stan wojenny został zniesiony.

Przyznać należy, iż mimo deklaracji Episkopatu i wsparcia Papieża, proces budowy porozumienia przez Patriotyczny Ruch Odrodzenia Narodowego (PRON) grzęzł w miejscu, gdyż „opór materii” (czytaj: sprzeciw „panny S”), dyskretnie aprobowany przez hierarchów Kościoła i jawnie przez część księży na „patriotycznych nabożeństwach” – dał mizerny efekt. Na nic zdało się przewodnictwo Jana Dobraczyńskiego, działacza katolickiego i pisarza, oraz wsparcie kilku organizacji katolickich. Na tym polu nadzieja Papieża na „społeczną odnowę” pozostała szlachetnym pragnieniem. Episkopat po tej pielgrzymce miał i konsekwentnie realizował inne cele. Jednym z nich było budownictwo sakralne. Kto z Państwa pamięta uciążliwość niedoborów i reglamentację różnych materiałów budowlanych, wyposażenia budynków, w tym dotkliwe braki mebli? Ludzie chcieli budować domy, poprawiać swój byt. Pamiętam z autopsji kilka przykładów, gdzie pierwszeństwo na te materiały dla Kościoła wywoływało wiele goryczy i potępiających władze ocen, co nie mogło sprzyjać „społecznej odnowie”. Kiedyś, w latach 90. zapytałem Generała, czy słyszał opinię, że jest „budowniczym kościołów”. Znał ją, podzielił się i innymi ocenami, niezbyt o sobie pochlebnymi. A tak dla własnej ciekawości, sprawdźcie Państwo, ile kościołów było w Polsce przed wojną, ile było zniszczonych przez hitlerowców i odbudowanych przez pogardzanych „komuchów”. Ile ich wybudowano, wraz z obiektami towarzyszącymi, np. plebaniami, w latach 80. To będzie pouczająca lekcja, zwłaszcza w roku obchodów 100-lecia Niepodległości.

Natomiast Rada Konsultacyjna, poparta przez Episkopat, z inspiracji Papieża spełniła istotną rolę, w czym zasługi najbliższego kręgu osób Generała są widoczne. Niech więc nikogo nie zdziwią słowa Papieża z listu do Generała: „Panie prezydencie – niejednokrotnie wracam myślą do treści naszych rozmów. Widzę, że dobro Rzeczypospolitej i jej Obywateli stało się dobrem nadrzędnym. Nie przestaję modlić się i życzyć władzom oraz całemu narodowi, by wokół tego dobra skupił swoje siły i całą dobrą wolę”. (22.11.1989). Zastanówcie się Państwo, to przecież swoista ocena władzy dekady lat 80. na czele z Generałem. Ale także zachęta dla naukowców i Państwa do rzetelnej analizy i oceny, kto i jak ze strony Solidarności „wokół tego dobra skupił swoje siły i całą dobrą wolę”.

Życie w prawdzie

Na Stadionie Dziesięciolecia, który nie wiedzieć czemu opozycja nazwała na tę okoliczność Stadionem Praskim, Papież do zgromadzonych wiernych m.in. mówił: „Człowiek jest powołany do odnoszenia zwycięstwa… Do zwycięstwa nad tym, co krępuje naszą wolę i czyni ją poddaną złu. Zwycięstwo takie oznacza życie w prawdzie, prawość sumienia, miłość bliźniego, zdolność przebaczania, rozwój duchowy naszego człowieczeństwa”. Natomiast w Częstochowie objaśnia słowo „czuwam”. Pyta: „co znaczy czuwanie? To znaczy, że staram się być człowiekiem sumienia. Że tego sumienia nie zagłuszam i nie zniekształcam. Nazywam po imieniu dobro i zło, a nie zamazuję. Wypracowuję w sobie dobro, a ze zła staram się poprawić, przezwyciężając je w sobie”.

Wybaczcie Państwo, nie jestem kaznodzieją i nie podejmę się interpretacji tych słów. Zwrócę tylko – ku osobistej Państwa refleksji – uwagę, inspirując choćby takimi pytaniami. Czym, w świetle i rozumieniu cytowanych słów, była próba pośmiertnej degradacji Generała i innych osób, „zwycięstwo” jakiej „prawdy” miała potwierdzić? Czym jest ustawa represyjna, z 2016 r., ograniczająca ponad 50 tys. funkcjonariuszy MSW i żołnierzy emerytury i renty? Przyznam, iż w skrytości ducha liczyłem, iż po przesłuchaniu 28 lutego w UE, zorganizowanym przez posłów Krystynę Łybacką, prof. Bogusława Liberadzkiego i Janusza Zemke, sytuacja ulegnie choćby „lekkiej” poprawie. Zabrali głos m.in. Piotr Wróbel, który rozbił mafię pruszkowską, zwerbował „Masę”, likwidował największe hurtownie amfetaminy, ma obniżoną emeryturę; Wojciech Raczuk, ranny sześcioma kulami w pościgu za bandytą (inwalida II grupy), ma obniżoną rentę do 854 zł, a jego żona, telefonistka w MSW ma obniżoną emeryturę do 1 tys. zł; Ewa Macek, wdowa po inwalidzie II grupy, też inwalidka, ma rentę po mężu obniżoną do kwoty 854 zł. W liście do Prymasa Polski wspomniałem Barbarę Karaśkiewicz, cierpiącą cukrzycę, ma obniżoną emeryturę do 1070 zł. Jakże byłem naiwny (nie pierwszy raz) licząc, że władza kierowana przez matkę księdza Tymoteusza i „cicha sugestia” Episkopatu dla własnego, „ludzkiego” wizerunku cofnie chociaż niektóre zabójcze decyzje. Wydaje się, iż szybciej „kamienie zaczną mówić”, jak nauczał Chrystus, niż zmiękną kamienne serca władzy i Episkopatu. Przy innej okazji Jan Paweł II w swoim nauczaniu m.in. pyta i wyjaśnia: „Jakże człowiek może miłować Boga, którego nie widzi, jeśli nie miłuje brata, którego widzi? Brata, pod tym samym dachem, przy tym samym warsztacie pracy, na tej samej ziemi ojczystej…”. Zapamiętajcie Państwo te postawy, reakcję Sejmu na 250 tys. podpisów pod projektem ustawy zamieniającej tę hańbiącą nas – wyborców.

Wymowne płyty

Kraków, ponad 2,5-godzinna, szczera rozmowa pozwoliła podnieść kilka wątków. Spośród nich, w kontekście nauk płynących z tej pielgrzymki, szczególnie istotne są dwa. Papież wspomniał wizytę w Oświęcimiu, mówiąc: „Kiedy byłem w Auschwitz, zatrzymałem się dłużej przy dwóch płytach nagrobkowych: żydowskiej i rosyjskiej. Chciałem dać wyraz szacunku zarówno dla narodu żydowskiego, jak i rosyjskiego, dla jego bohaterskiej walki z hitleryzmem” (Generał podzielił się refleksjami z Syberii i walk frontowych). Proszę, zestawcie Państwo ten znamienny fakt sprzed 35 lat z dzisiejszą rzeczywistością, sytuacją wokół zmienionej ustawy o IPN, wywołującej – oględnie mówiąc – cierpkie międzynarodowe dyskusje o postawie Polaków podczas ostatniej wojny wobec Holokaustu. Komu w Polsce i do czego jest to potrzebne. Papież, mający wielu kolegów ze szkolnych lat i przyjaciół wśród Żydów, zapewne nie spodziewał się tak rażącego błędu władzy. A co myśleć o trwającym już kilka lat procederze niszczenia pomników radzieckich żołnierzy. Jesteśmy chyba jedynym narodem europejskim, który swe człowieczeństwo i deklarowane przywiązanie do wiary chrześcijańskiej – za aprobatą Episkopatu – spotwarza w tak nikczemny sposób. Trudno tu uniknąć refleksji, wręcz upokarzającego wstydu. Co myśleć o tym fakcie, jak go rozumieć w tę rocznicę pielgrzymki, poradźcie Państwo – Czytelnicy.

„Socjalizm z ludzką twarzą”

Serdeczna, otwarta i szczera rozmowa obu Wielkich Polaków w Krakowie pozwoliła Papieżowi – w kontekście biedy i niedostatku, jakie zobaczył w Meksyku – wypowiedzieć taką ocenę: „Generale, proszę się nie obrazić, ale ja nie mam nic przeciwko socjalizmowi – pragnę jedynie socjalizmu z ludzką twarzą”. Skąd taka myśl, do tego w stanie wojennym, ciśnie się pytanie. Ważna część dorosłego życia Karola Wojtyły upłynęła w Ojczyźnie rządzonej przez dziś obsypywanych taką nienawiścią „komunistów”. Mało kto wie, że bp Karol Wojtyła wymykał się na spotkania z I Sekretarzem KW PZPR w Krakowie, Lucjanem Motyką. Jako późniejszy minister kultury, być może pięknym literackim językiem, z artystyczną dykcją czytał przyszłemu Papieżowi co ciekawsze fragmenty dzieł Marksa, Engelsa, może i Lenina. A zasłuchany bp Wojtyła śnił o upadku PRL, o III RP. Dość żartów, Wojtyła prowadził te rozmowy z własnej inicjatywy, korzystał z sugestii Lucjana Motyki, co obopólnie wpływało na ocenę i możliwe zmiany tamtej rzeczywistości krakowskiej. Warto wspomnieć, iż za rządów bp. Wojtyły był budowany m.in. Kościół w Mistrzejowicach, z którym perypetie doczekały się filmowego obrazu. Nie ulega wątpliwości, iż „echa” tych rozmów trafiały do Warszawy, znał je kard. Stefan Wyszyński i zaufane osoby w Biurze Politycznym. Że tak było, Lucjan Motyka zaaranżował spotkanie z Zenonem Kliszką (odbyło się w Dolinie Chochołowskiej). Kilka lat później optował, „sugerował” Kołu Poselskiemu „Znak” (Jerzy Zawieyski) powierzenie Wojtyle funkcji metropolity krakowskiego. Niewielu rozumiało jego żart, że ma swojego człowieka w Rzymie. Przyjaciel Papieża od lat seminaryjnych, ks. prof. Józef Tischner wyznał dziennikarzowi, że nie zna nikogo, kto po przeczytaniu dzieł Marksa przestał chodzić do Kościoła – ale zna takich, którzy przestali po rozmowie ze swoim proboszczem. Odnieście to Państwo do dzisiejszej „wiedzy statystycznej”, skąd też wiadomo, że 36,7% uczęszcza na nabożeństwa niedzielne. Czy to nie chichot Historii?

Oczywistym jest, iż Papież nie tylko znał, ale i często, nawet ostro piętnował różne błędy i wynaturzenia ustroju socjalistycznego. Jak mówił Generał: „Papież akceptował ustrój w »krystalicznej formie«, wytykał jego wykoślawienia”. Na ustrój ten, na lata PRL patrzył przez pryzmat człowieka jako jednostki i społeczeństwa jako zbiorowości, realizacji – jak mówił – naturalnych praw i wolności. Porównywał do innych ustrojów, wspomnianego wyżej Meksyku, państw Ameryki Łacińskiej, krajów kapitalistycznych, także europejskich. Jednak nie przeszkadzało to w obiektywnej – podkreślam – ocenie PRL, jej dorobku i niedostatków. Niech więc nikogo nie dziwi, że dyplomatycznymi kanałami wspierał wybór Generała na urząd Prezydenta Polski. Że czytelnie opowiedział się za akcesją (referendum) Polski do UE.

Kilka podniesionych tu wątków – na zakończenie – skłania i do takiej konstatacji, by upamiętnić w 100-lecie odzyskanej Niepodległości, prezentując okres PRL, także w sensie wizyt duszpasterskich Jana Pawła II, wynikających wniosków i nauk dla Polski i Polaków.

„Trybuna”, 15-17 czerwca 2018 r.

Wydanie:

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy