Wstyd za 1600 brutto

Wstyd za 1600 brutto

Dla dziennikarza eksperyment, dla emeryta codzienność

– Dopiero 11. dzień – pisze Rafał na blogu – a ja już widzę dziury w kieszeniach, już mogę wkładać w nie palce… Liczę miedziaki w dłoni… nie robiłem tego przez kilka dni, pogubiłem się.

Jałmużna na psa

Tych dni ma być tylko 31, jak to w lipcu, ale w połowie miesiąca, czyli 15 lipca, z 1600 zł brutto, a więc 1436 zł na rękę, zostało „testującemu” życie emeryta 40-letniemu Rafałowi Betlejewskiemu 168 zł. A już cisną się kolejne wydatki. Pomagająca mu bezinteresownie Irena, chora na raka, poszła na targ i za 47 zł kupiła całą siatkę warzyw, które powinny wystarczyć do końca miesiąca. Rafał popatrzył na to z uznaniem i wyliczył, że on, kupując „normalnie”, wydałby na to samo ponad setkę. Ale Irena ma wiedzę i praktykę, a on popełnia mnóstwo błędów.
Oczywiście wszystko zaczęło się od sztywnych wydatków, czyli 676 zł czynszu za mieszkanie i 130 zł za telefon. A tu okazało się, że 12-letni kundelek Niuniek, który został wzięty ze schroniska 11 lat temu, ma jakiś problem z kręgosłupem, drżą mu łapy. Wizyta u weterynarza odsłoniła smutną prawdę – Rafał zapłacił 47 zł za badanie i zastrzyk przeciwbólowy, po czym dowiedział się, że cała kuracja będzie kosztować 335 zł. Rafał nie ma już tyle pieniędzy, ale pojawił się starszy mężczyzna, który zaoferował 400 zł na leczenie psa.

Dorabianie na pierogach

Teraz Rafał ma dylemat, bo jeszcze nigdy nie żebrał i nie przyjmował jałmużny. Czy wziąć te pieniądze od kogoś, kto wcale nie ma za dużo?
– Człowiek dorosły nie powinien mieć takich dylematów – mówi – czy jeść, czy leczyć swojego psa. To w zasadzie ociera się o tragedię.
Rafał jest dziennikarzem Polskiego Radia RDC i w swoim normalnym życiu szybko by sobie poradził z takim problemem. Przyjąłby dodatkowe zamówienie, napisał jakiś artykuł, a przede wszystkim wziął ze zgromadzonych na koncie oszczędności. Ale jako „emeryt” ma tylko ustaloną ściśle kwotę, mniej więcej średnią polską emeryturę (najwięcej seniorów pobiera co miesiąc między 1200 a 1800 zł brutto) i możliwości manewru są ograniczone. Myślał już o tym, aby siąść z gitarą na chodniku i zbierać do kapelusza. Udało mu się też wspólnie z inną emerytką zrobić trochę pierogów i sprzedać je za 120 zł. Dodatkowe 80 zł przyniosło trafne obstawienie wyników mundialu, ale to i tak wciąż za mało na leczenie Niuńka. – Wstyd mi brać od kogoś pieniądze – mówi ponownie. – To sytuacja upokarzająca.
Decyzję trzeba jednak podjąć dziś lub jutro, nie można odwlekać w nieskończoność.
Pokolenie 1600

Całą akcję w formie performance’u o nazwie Pokolenie 1600 wymyśliła Krystyna Kulesza z Fundacji Senior Economicus. Fundacja istnieje trzy lata i zajmuje się różnymi problemami osób starszych, pomaga, udziela porad prawnych, ma też rozmaite koncepcje zmian ułatwiających życie emerytom czy rencistom, którzy np. chcą dorobić do głodowych zasiłków. Dlaczego straż miejska przegania staruszkę sprzedającą maliny ze swojego ogródka? Czy nie lepiej zainstalować „parkomaty” podobne do tych dla kierowców? Pokolenie 1600 to pierwsza taka duża akcja fundacji. Wynajęto Rafała Betlejewskiego, który przez miesiąc robi za emeryta za wypłaconą mu kwotę 1600 zł, oczywiście po potrąceniu podatku. Promuje się ten pomysł w mediach, nie tylko w radiu RDC, ale również na specjalnym blogu: pokolenie1600.blogspot.com. Będzie wizyta w studiu TVP 2 i TVP 1, a na zakończenie akcji 31 lipca w Teatrze WarSawy odbędzie się debata, do której zaproszeni mają być m.in. minister finansów, ale też minister Radosław Sikorski. Rafał myśli, że z codziennych raportów na blogu i wpisów internautów może powstać książka.
Dlaczego do tego performance’u w formie dziennikarskiej prowokacji wybrano właśnie Rafała, a nie autentycznego emeryta z grupy 1600? – Jestem medium – mówi Rafał. – Mam językiem i problemami ludzi starszych przemówić do wyobraźni ludziom młodszym, którzy też za jakiś czas znajdą się w podobnej sytuacji, a może jeszcze gorszej, bo perspektywy systemu emerytalnego w Polsce nie są optymistyczne. Trzeba więc wytworzyć pewne przyzwyczajenia i opracować poradniki dla ludzi, którzy za skromne kwoty będą musieli jakoś przeżyć. Widzę, że to ogromna sztuka, wymagająca nie tylko rezygnacji z wielu przyjemności, które ja mam codziennie, ale i prowadzenia skomplikowanej buchalterii, rozwiązywania zadań logistycznych i matematycznych. Trzeba się wyzbyć wstydu, a przede wszystkim wykazać konsekwencją i wytrwałością. Chwała emerytom i emerytkom, którzy mi pomagają i uczą zasad postępowania. Sam bym sobie nie poradził.

Wydanie: 30/2014

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy