Wybory 2019. Jak skruszyć mur?

Wybory 2019. Jak skruszyć mur?

Największe spory toczą się wewnątrz dawnego obozu solidarnościowego. Te podziały się uaktywniły i utrwaliły

Dr hab. Wawrzyniec Konarski – profesor i rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula w Warszawie

Czy sondaże wyborcze, które wciąż się pojawiają, uczciwie pokazują nasze preferencje? Czy niezdecydowani, a jest ich kilkanaście procent, mogą wpłynąć na wynik wyborów?
– Mogą. Tylko że opozycja prowadzi walkę o tę grupę w sposób szalenie sztampowy i nieskuteczny. Bo oto pojawiają się sytuacje o charakterze aferalnym, jak ta z prezesem Banasiem, a wcześniej dotyczyło to dwóch wież, których budowę negocjował prezes Kaczyński z panem Birgfellnerem. Mieliśmy też aferę z nieruchomościami premiera Morawieckiego czy z lotami marszałka Kuchcińskiego. I to wszystko nie odniosło oczekiwanego przez opozycję skutku. Opozycja te sprawy mocno nagłaśniała, a sondaże dla rządzących w dalszym ciągu były bardzo wysokie. Pokazał to również wynik wyborów do Parlamentu Europejskiego. Dlatego taktyka odnoszenia się bardzo entuzjastycznie do różnych enuncjacji, które mają pogrążyć ekipę rządzącą, w praktyce się nie sprawdza.

Dlaczego?
– Dlatego, że wyborcy prawicy są społecznością plemienną i z założenia nie reagują na niekorzystne dla PiS fakty. Są za PiS i na tym kończy się rozmowa. Nie interesują ich afery, chyba że dotyczą PO.

A wyborcy niezdecydowani?
– Oni są bardzo mocno zatomizowani i dość chwiejni. Dziś najważniejszą kwestią jest to, w jaki sposób wyrwać z marazmu tę grupę, o wiele liczniejszą, która zwykle w Polsce w ogóle nie bierze udziału w wyborach. Ostrożnie licząc, 35-40% osób dorosłych w Polsce w ogóle nie widzi sensu głosowania na jakąkolwiek partię. To jest olbrzymia grupa do politycznego zagospodarowania.

Mamy pęknięcie…

Jest jeszcze Kościół, który pokochał politykę.
– Kościół to instytucja hierarchiczna czy też feudalna, a równocześnie to ogół osób zwanych Ludem Bożym. Eksponowani przez media publiczne, czyli tzw. narodowe, są głównie ci hierarchowie, którzy bardzo mocno wspierają linię obozu Zjednoczonej Prawicy. Natomiast Kościół jest wewnętrznie podzielony, choć na poziomie hierarchii jest to ukrywane. W rzeczywistości także i tam trwa dyskusja. Kościół rozumiany instytucjonalnie w celu ukrycia wewnętrznych pęknięć szuka przeciwnika, którym mógłby się posłużyć, żeby podtrzymać swoją zwartość. Ta sytuacja jest widoczna jak na dłoni.

A wewnątrz Kościoła, wśród wierzących?
– Tu pęknięcie jest oczywiste i trudno to ukryć. Mamy tu z jednej strony ludzi, który żyją w dużych miastach, deklarują katolicyzm, ale jednocześnie są szczerymi demokratami i nie bardzo zgadzają się z formułą, która sprowadzałaby się do narzucania im poglądów. Z drugiej – kontrola Kościoła jest silna na obszarze Polski prowincjonalnej. Mamy więc pęknięcie, które jest niebezpieczne dla społeczeństwa. Animozje, które są efektem uprawianego przez polityków, ale i przez hierarchów, teatru politycznego, stały się czymś, z czym zaczęliśmy się utożsamiać. Z punktu widzenia komfortu społecznego nie ma to sensu, gdyż ten teatr nie powinien antagonizować społeczeństwa na tak dużą skalę, stwarzającą zagrożenie.

Ale ten teatr istnieje i ma się dobrze. Kaczyński wciąż opowiada, że walczy z postkomuną.
– Próba dzielenia Polaków na zasadzie używania zbitek słów postkomuna i postsolidarność kompletnie się nie udała. Największe spory toczą się dzisiaj wewnątrz dawnego obozu solidarnościowego. Te podziały się uaktywniły i niestety utrwaliły. Natomiast pewne pozostałości tego, co nazywaliśmy kiedyś postkomuną, bardzo dobrze dogadują się z tą grupą dawnej opozycji, która reprezentuje racjonalne podejście do uprawiania polityki.

Czyli z częścią PO…
– Ale też całkiem dobrze dogadują się z ludźmi z pokolenia milenialsów, którzy stworzyli Partię Razem. Na zasadzie „bliższa koszula ciału” też jakiś sojusz udało się stworzyć. A przecież niewiele wspólnego mają ze sobą ludzie, którzy uważają się za bardzo lewicowych pod względem światopoglądowym czy obyczajowym, z tymi, którzy mają taką biografię jak Czarzasty i jego, a więc i moje, pokolenie. Czyli z tymi, którzy pamiętają czasy PRL i przyznają się do pewnych uwikłań. Ta sytuacja pokazuje, że cała dyskusja o postkomunie i postsolidarności jest dyskusją bez sensu. Tylko że prezes Kaczyński robi to w sposób absolutnie świadomy, ponieważ zna regułę divide et impera i wie świetnie, że takie celowe napuszczanie na siebie ludzi może być skuteczną bronią polityczną.

Niekwestionowany wódz

Na czym polega fenomen Kaczyńskiego? Na umiejętności manipulowania ludźmi? Napuszczania jednych na drugich?
– Jego fenomen polega na tym, że stał się niekwestionowanym wodzem swojej partii czy wręcz guru swoich wyznawców. Zarazem zajął pozycję regulatora polskiego życia politycznego, nie piastując żadnej istotnej funkcji. To jest wizerunkowy majstersztyk. Tylko że ten majstersztyk, mam wrażenie, może się sprowadzić do reguły, że im gorzej, tym lepiej. W tym sensie, że im ostrzej będzie się mówić o rzekomych zagrożeniach dla zdrowego pnia polskiego społeczeństwa, którego wyrazem ma być PiS, tym mocniej trzeba akcentować, że jest w Polsce wiele osób, które – jak określają to rządzący – są przeciwnikami takich wartości jak suwerenność, wolność wyboru, wolność religijna itd. Takie i podobne słowa używane są przez prezesa i jego akolitów właśnie po to, żeby podgrzewać atmosferę zagrożenia.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 41/2019, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 41/2019

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy