Wzrost zakażeń o 178%

Wzrost zakażeń o 178%

„Mamy 29 100 nowych i potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem”, przekazało Ministerstwo Zdrowia. W porównaniu z zeszłym poniedziałkiem to wzrost o 178%. Rząd nie ma pomysłu, jak wybrnąć z sytuacji, więc premier zaprasza do rozmów opozycję.

W sobotę przekroczona została granica 40 tys. zakażeń. Tak złego wyniku nie mieliśmy od początku pandemii w Polsce. 24 stycznia odnotowano 29 100 zakażeń. Tydzień temu było ich 10 455. To prawie trzykrotny wzrost, porównując z poprzednim poniedziałkiem.

Na wtorek 25 stycznia premier Mateusz Morawiecki zapowiedział spotkanie z opozycją w sprawie sytuacji kryzysowej związanej z V falą pandemii w Polsce, które ma się odbyć w KPRM. „Na spotkaniu zostanie omówiona aktualna sytuacja epidemiczna oraz poruszone zostaną kwestie wdrażania dalszych rozwiązań prawnych i systemowych w celu walki z pandemią”, przekazało Business Insiderowi źródło w KPRM.

Nie brak złośliwych głosów ze strony przedstawicieli opozycji na tę propozycję. Donald Tusk napisał na swoim Twitterze: „Mateusz pragnie osobiście wysłuchać zdania opozycji. Chyba rzeczywiście zablokowali im Pegasusa. Takie komentarze również nie zapowiadają konstruktywnej dyskusji po żadnej ze stron, a jedynie kolejną polityczną przepychankę.

Rzecznik praw obywatelskich prof. Marcin Wiącek przygląda się natomiast działalności oddziałów covidowych, na których, według informacji „Gazety Wyborczej”, umierają prawie wszyscy chorzy podłączeni do respiratorów. Jak wskazywał dziennik, jednym z powodów nawet czterokrotnie większej umieralności na koronawirusa w Polsce niż na Zachodzie mają być zaniechania rządzących. Jednym z nich ma być „brak jakiegokolwiek monitorowania efektywności leczenia w poszczególnych szpitalach”. Wiącek wysłał w tej sprawie pismo do Ministerstwa Zdrowia.

Obecnie na kwarantannie przebywa ponad 800 tys. Polaków. To więcej osób niż mieszkańców ma aglomeracja trójmiejska. Gwałtownie wzrastająca liczba zachorowań i izolacji ma widoczny wpływ na gospodarkę. Być może właśnie dlatego na wspólnej konferencji ministra zdrowia i premiera zapowiedziano skrócenie czasu kwarantanny z 10 do 7 dni od 25 stycznia. Dodatkowo zapowiedziano, że od 27 stycznia będzie można wykonać test antygenowy na COVID-19 w większości aptek.

Jest to rozwiązanie, które krytykuje wielu specjalistów. Po pierwsze, testowanie w aptekach może stanowić spore zagrożenie dla zdrowia farmaceutów. Testy antygenowe nie są tak dokładne jak PCR, a samo MZ zaleca korzystanie z testów antygenowych tylko u pacjentów z objawami. Te występują po ok. 7 dniach od zakażenia. Potencjalnie mamy więc zagrożenie w postaci zakażonych chodzących do apteki zamiast do specjalnego punktu.

Do tego dochodzi chaos informacyjny. W dotychczasowych zaleceniach Ministerstwa Zdrowia o odbywaniu kwarantanny mogliśmy się dowiedzieć, że osoby, które miały kontakt z zakażonym, mają kwarantannę, z której nie zwalnia negatywny wynik testu. Dlaczego? Ponieważ objawy COVID-19 pojawiają się po 6-7 dniach od zakażenia. Zarządzająca oddziałem covidowym anestezjolożka komentuje ten ruch MZ: „Niestety, ludzie testują się tuż po dowiedzeniu się, że mieli kontakt z zakażonym, nie czekając na wystąpienie objawów. Trafiają na nasz oddział zdziwieni, że przecież test wyszedł negatywny. W tym czasie niestety rozsiewają też wirusa”.

fot. Martin Sanchez / Unsplash

Wydanie:

Kategorie: Z dnia na dzień

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy