Dariusz Barski cierpi katusze, bo nie jest już prokuratorem krajowym
12 stycznia minęły dwa lata od usunięcia przez Adama Bodnara Dariusza Barskiego z funkcji prokuratora krajowego. Według ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Barski, niedoszły poseł PiS, świadek na ślubie Zbigniewa Ziobry i ojciec chrzestny jego syna, został przywrócony przez swojego przyjaciela ze stanu spoczynku do służby czynnej na podstawie nieobowiązujących przepisów, a tym samym nie mógł być legalnym prokuratorem krajowym.
Z okazji rocznicy „obalenia” Barski pojawił się w Pałacu Prezydenckim na audiencji u Karola Nawrockiego. Zdaniem głowy państwa kumpel ściganego przez wymiar sprawiedliwości byłego ministra „jest jedynym legalnym prokuratorem krajowym”, który „został przez rząd bezprawnie i siłowo pozbawiony możliwości wykonywania funkcji”, co jest „atakiem na konstytucyjne fundamenty ustroju państwa”.
Klawe życie emeryta
Mało kto już dziś o tym pamięta, ale Barski w 2010 r., mając zaledwie 42 lata, przeszedł w stan spoczynku, czyli na prokuratorską emeryturę z wynagrodzeniem w wysokości ostatniej pensji (ok. 14 tys. zł). Jak to możliwe, skoro wiek emerytalny prokuratorów (mężczyzn) to 65 lat, a związane z tym uposażenie wynosi 75% wynagrodzenia?
Gdy w 2010 r. oddzielono Prokuraturę Generalną od Ministerstwa Sprawiedliwości, Andrzej Seremet dostał w spadku po poprzednikach ponad 70 prokuratorów Prokuratury Krajowej. Zgodnie z przepisami prokurator generalny mógł zdecydować, którego z nich powołać do nowej Prokuratury Generalnej, a komu zaproponować pracę w jednostce niższego szczebla. Jednak 26 prokuratorów, którzy nie otrzymali nominacji do Prokuratury Generalnej, nie wyraziło chęci ścigania przestępców w prokuraturach apelacyjnych i okręgowych. Wykorzystali przepis pozwalający (bez względu na wiek) przejść w stan spoczynku z zachowaniem 100% dotychczasowego wynagrodzenia.
Nie wiadomo, kto wybranym prokuratorom załatwił tak lukratywne świadczenia za nicnierobienie. W pierwotnym projekcie ustawy reformującej prokuraturę nie było wspomnianego przepisu i dopiero na etapie prac w Sejmie (prawdopodobnie w podkomisji) któryś poseł zrobił tzw. wrzutkę – na tyle sprytnie,
