Zasypywanie zatoki

Zasypywanie zatoki

zrodlo Pomorski Zespol Parkow Krajobrazowych Nadmorski Park Krajobrazowy

Przy kempingach nad Zatoką Pucką trwa proceder samowolnego powiększania plaż 4 sierpnia, początek tropikalnych upałów. Na ścieżce rowerowej biegnącej wzdłuż notorycznie zakorkowanej drogi na Hel różnokolorowy tłum wczasowiczów dźwiga parasole, dmuchane koła ratunkowe, deski. Ruch zaczyna się już za Władysławowem, u nasady półwyspu, po lewej jest Biedronka i zejście nad morze, a po prawej tor gokartowy, zaraz za nim ciągną się kempingi nad Zatoką Pucką. Najwyższa Izba Kontroli w opublikowanym niedawno raporcie o ochronie brzegów morskich stwierdza skandaliczne nadużycia na tych kempingach, polegające m.in. na samowolnym kształtowaniu przebiegu linii brzegowej. W latach 1997-2013 samowolnie powiększono powierzchnię plaż przy kempingach o ponad 7 ha. Kontrolerzy znaleźli tam również obiekty wybudowane bez wymaganych pozwoleń lub zgłoszeń. – Nielegalne poszerzenie dotyczy plaż Zatoki Puckiej, chodzi o teren na wysokości kempingów zlokalizowanych między Władysławowem a Chałupami – wyjaśnia Hanna Dzikowska, regionalna dyrektor ochrony środowiska w Gdańsku. – Naturalna szerokość plaż nad Zatoką Pucką jest niewielka. W celu uzyskania nowych powierzchni na znacznej długości brzegu zniszczono szuwary. Dno Zatoki Puckiej, w pobliżu brzegu, to miejsce występowania łąk podwodnych, wrażliwych na wszelkie działania związane z mechanicznym przemieszczaniem piasku na dnie. Brzeg zatoki to także miejsce odkładania się kidziny, która jest bazą pokarmową dla ptaków w okresie migracji. Całkowicie obumarły zasypane siedliska przyrodnicze. Z terenów kempingów zniknęły niektóre gatunki roślin i zwierząt, w tym objęte ścisłą ochroną, zmniejszyła się też liczebność niektórych gatunków ptaków. Skierowano pięć zawiadomień do prokuratury. – Cztery osoby powiększały plaże w latach 2004-2011, jedna w latach 2007-2014 – informuje prokurator Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. Sprawy trafiły do wydziału zamiejscowego w Pucku Sądu Rejonowego w Wejherowie. Martwe zakazy Już na pierwszym kempingu przyczepy stoją znacznie bliżej brzegu niż 20 m, za pasem niskich wydm, jak to nakazują przepisy. Niektóre przyczepy mocno wysłużone, między nimi dziesiątki samochodów. Na płytkich wodach tęczowy las surfingowych żagli. Czasem tylko cichutko przemknie pojedynczy kajak. Kormorany jak czarne posążki przycupnęły na kamieniach z dala od tego szumu. Na horyzoncie szaleją motorówki. Ich ryk niesie się po wodzie. O te motorówki pytam dzierżawcę następnego kempingu. – Tutaj pływać nie wolno ani skuterami wodnymi, ani motorówkami, chociażby ze względów bezpieczeństwa. Dopiero od Kuźnicy można – tłumaczy. Na temat powiększania plaż wypowiada się niechętnie. – Wszystko reguluje morze, natura nie jest naruszana – ucina. Na plaży kempingu w Chałupach czekam, aż kolejny skuter podpłynie do brzegu. Zagaduję kierującego nim mężczyznę, czy wie, że jest zakaz. – Jak to, nie można pływać?! Tylko wzdłuż Ryfu Mew nie można – rzuca oburzony i rusza z impetem na zatokę, ciągnąc za sobą dużą falę. – Teoretycznie jest zakaz, ale nikt go nie egzekwuje – mówi szef kempingu. – Tylko czasem przyjeżdża policja czy straż morska, a akwen jest duży… Nie jestem zwolennikiem sportów motorowodnych, bo powodują hałas i nie są bezpieczne. Inna sprawa, że bez sportów wodnych cały ten region nie wyżyje. Przy kempingowym pomoście naliczyłam 15 motorówek i skuterów, niektóre z logo kempingu. – Motorówek i skuterów nie wypożyczamy – zapewnia mnie jednak jego szef. Podobno sprzęt należy do szkółek wodnych, które mogą go używać. Dla wygody surferów wprost na plaży ustawiono wysoką wiatę, z całym tym plastikowym bałaganem wokół i sztucznymi palemkami w tle. Wędrując brzegiem zatoki z Władysławowa do Chałup, nierzadko można trafić na wyciągnięty na plażę skuter albo zaparkowaną w szuwarach przyczepkę do skutera lub motorówki. Inną osobliwością są ogromne tarasy przy przyczepach zbudowane wprost na okalającej plażę wydmie. Niektóre eleganckie, pokryte wykładziną, z kompletem mebli wypoczynkowych. – Ludzie urządzają je sobie prywatnie – wyrywa się kobiecie pracującej w recepcji jednego z kempingów. Od strony szosy kempingi ogrodzone są wysokimi płotami. W środku jak w mieście: bankomaty, bary, restauracje, sklepy od warzywniaka po monopolowy. Według przepisów na 1 ha powinno przypadać 150 wczasowiczów. Ale to tylko teoria. Gdy próbuję podpytać, ilu ich jest,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2015, 36/2015

Kategorie: Ekologia