Żeby szybciej wrócić z gór

Żeby szybciej wrócić z gór

Andrzej Bargiel seen during a training session in La Grave, France on January 28. 2018 // Kin Marcin/Red Bull Content Pool // SI201805160249 // Usage for editorial use only //

Skoro najbardziej niebezpieczne jest schodzenie ze szczytów wydaje się logiczne, że lepiej zjechać – Nie lubię schodzić ze szczytu na nogach – mówi zakopianka Anna Tybor. W 2021 r. jako pierwsza kobieta na świecie zjechała bez tlenu z Manaslu (8163 m) na nartach. – We wspinaczce z nartami najprzyjemniejszy jest zjazd, bo krótko trwa – chętnie powtarzał Słoweniec Davo Karničar, który zjechał z Everestu (8848 m). Również Andrzej Bargiel z Łętowni, pierwszy człowiek, który zjechał na nartach z K2 (8611 m), mówi, że męczy go schodzenie i noclegi na dużych wysokościach. Jego zjazd bez tlenu z wierzchołka najtrudniejszej góry Ziemi zaczął się 22 lipca 2018 r. przed godz. 12 i skończył w bazie już o 18.30. Schodzenie z K2 wymaga zaś biwaku, a wypadki najczęściej zdarzają się w długotrwałym zejściu. Zjeżdżając z K2, Andrzej Bargiel minął kilku wspinaczy, którzy, trzymając się poręczówek, mozolnie wchodzili na szczyt, by z równie wielkim wysiłkiem z niego schodzić. Nie znaczy to, że używanie nart stanowi wygodniejszą alternatywę. Niebezpieczne zjazdy po stokach o nachyleniu przekraczającym 50 st. wymagają odporności psychicznej, najwyższej koncentracji i doskonałej kondycji. Gdy się trafi na zmrożoną szreń, trzeba skręcać podskokami, co na dużych wysokościach jest morderczym wysiłkiem, albo jechać na tyłach nart, co potęguje ryzyko. Wspinacze mogą iść utartym szlakiem, wpięci w poręczówkę – narciarze siłą rzeczy zjeżdżają zakosami, po nieznanym terenie, gdzie grozi im wpadnięcie w szczelinę albo zsunięcie się z deską śnieżną. A wcześniej muszą wtargać narty na plecach i przypiąć je na szczycie, co nie jest proste na ośmiotysięczniku. – Po drodze są urwiska i przepaście, jeden błąd i spadam kilkaset metrów – mówił Andrzej Bargiel o swojej trasie z K2. Jego zjazdu z drugiego szczytu Ziemi już nic nie przebije i zapewne przez dziesiątki lat nie da się go powtórzyć. Góry wysokie są rozległymi masywami, ale jedyna droga możliwa do pokonania na nartach wiedzie niekiedy przez zabójczo strome żleby, zwężające się do zaledwie 2 m. Taka właśnie – Kuluarem Lhotse – była trasa Amerykanów Hilaree Nelson i Jima Morrisona, którzy we wrześniu 2018 r. jako pierwsi zjechali z tego szczytu (8516 m), wspomagając się jednak tlenem. Oprócz kijków warto mieć w ręku czekan, by wbić go w śnieg w chwili upadku, nim prędkość stanie się niemożliwa do opanowania. Gdy ściana zbliża się do pionu, można tylko zsuwać się na nartach bokiem, trzymając się poręczówki (tak zrobił Andrzej Bargiel na K2). Zdarzają się też bardzo ostre, strome i przepaściste granie, gdzie nie wolno upaść, bo się zginie. Taki jest trawers Messnera (wysokość ok. 7000 m), łączący na K2 drogę Kukuczki i Piotrowskiego z drogą Basków. W 2017 r. Andrzej Bargiel i Janusz Gołąb nie zdobyli K2, ale niemal metr po metrze przepatrzyli zbocza przez lunetę i doszli do wniosku, że tylko ten trawers umożliwi nieprzerwany zjazd z wierzchołka do bazy bez odpinania nart. Sam Messner, choć trawers nosi jego nazwisko, nie odważył się nim przejść. Jako pierwszy pokonał go – na nartach – właśnie Andrzej Bargiel 22 lipca 2018 r. Parę dni wcześniej, w wyjściu aklimatyzacyjnym, przezornie przejechał na próbę trawers Messnera z asekuracją. – To najtrudniejszy zjazd na Ziemi – uważa Janusz Gołąb, zdobywca K2 w 2014 r., który w 2018 r. dotarł do obozu III i tam czekał na zjeżdżającego Bargiela. Nie dla spadochroniarzy Wysokogórskie narciarstwo ekstremalne ma niedługą historię. Gdy w 1964 r. zdobyto (latem) ostatni ośmiotysięcznik, wspinaczom zaświtało, że można by zjeżdżać z nich na nartach. Najpierw w 1970 r. z Everestu spróbował Japończyk Yuichiro Miura. Bilans ekspedycji był tragiczny. W lawinie zginęło sześciu Szerpów, siódmego zabił spadający serak, jeden z Japończyków zmarł na serce. Uparty Miura nie przerwał wyprawy, ale narty przypiął na wysokości niespełna 8000 m. Zjechał na ok. 6000 m, stracił panowanie nad nartami i przy bardzo dużej szybkości, nie umiejąc ani zwolnić, ani skręcić, otworzył spadochron ratunkowy. Zatrzymał się z jego pomocą, lecz, zaplątany w linki, nie mógł zejść w bezpieczniejsze miejsce i trzeba mu było pomóc. W następnych latach Miura trzykrotnie wszedł na Everest, ostatni raz w 2013 r. jako 80-latek, pozostając do dziś jego najstarszym zdobywcą. Planuje czwarte wejście

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2021, 52/2021

Kategorie: Obserwacje