Zero tolerancji dla Giertycha

Zero tolerancji dla Giertycha

Absurd goni absurd. Dobrze, że przynajmniej satyra ma się nieźle. Ostatnio uśmiałem się z rysunkowego żartu Henryka Sawki: „Wydadzą Mazura, jak my wydamy Giertycha”. Tego, niestety, nie da się zrobić. A szkoda, bo skazani jesteśmy na popisy ignoranta, któremu PiS powierzyło losy 6,5 mln uczniów i pół miliona nauczycieli. Po tym, co Giertych mówi i robi, człowiek jest szczęśliwy, że już nie podlega jego jurysdykcji. Ma on bowiem wręcz niebywały talent do głoszenia absurdalnych teorii. Szczęście w nieszczęściu, że lawina giertychowych pomysłów charakteryzuje się tak ogromną zmiennością, że dosłownie od rana do wieczora Giertych mówi co innego. A jakżeż ten minister lubi mówić. Uwielbia mówienie, znacznie gorzej idzie mu słuchanie. Zrobił już więcej konferencji prasowych niż cały rząd, który przecież też języka nie oszczędza. A jak już mówi, to gotów jest powiedzieć wszystko, byle tylko medialnie zaistnieć. Byle zdobyć poklask tej części wyborców, na której mu naprawdę zależy. Zna wyniki badań opinii publicznej i świadomie mówi przede wszystkim do tych, którzy szukają prostych recept, którzy by istnieć, potrzebują wroga. Przemawia do ludzi nieufnych, o poglądach autorytarnych i roszczeniowych. W jego wystąpieniach nie doszukamy się ducha porozumienia, szacunku dla adwersarzy i potrzeby konsultacji. Dla niego uczeń to faktyczny lub potencjalny młodociany przestępca albo i bandyta, a nauczyciel to obibok, który nie potrafi tej hałastry wziąć za twarz. Świadomie nawiązuje do kampanii Giulianiego, burmistrza Nowego Jorku, „Zero tolerancji”. Sęk w tym, że Giertych to nie Giuliani, co ważniejsze – Giuliani zrobił tę akcję przeciwko przestępcom, a Giertych tymi metodami chce rozwiązać problemy wychowawcze z uczniami.
Nie cofa się przy tym przed kłamstwami. Celowo atakuje liberalne wychowanie jako przyczynę wielkiego zła w oświacie. Gdyby chociaż biedaczyna coś wiedział o szkołach, które te zasady wprowadziły. Gdyby między wystąpieniami i konferencjami znalazł trochę czasu i wstąpił na przykład do szkoły, która jest w Warszawie, niedaleko zresztą MEN, czyli do XX Społecznego Gimnazjum przy Raszyńskiej, to zobaczyłby tablicę ze zbiorem zasad i praw uczniowskich pod nazwą „Zero tolerancji dla przemocy”, która jest tam od wielu lat. Mógłby też od dyrektor Krystyny Starczewskiej dowiedzieć się, jak przez lata ten program działa i czy nie warto byłoby go upowszechnić w innych szkołach. Podobnych szkół, mądrych nauczycieli i dyrektorów jest zresztą wielu. Szkoda, że to nie oni decydują dziś o wychowaniu Polaków.
Giertych nie wie o ich pracy. Nie wie też o wielu innych sprawach, które dla każdego ministra edukacji powinny być oczywiste. Nie wie na przykład o tym, że najczęściej sprawcy przemocy w szkole są ofiarami przemocy w domu. Nie wie, że w Polsce liczba przestępstw w gimnazjach rośnie znacznie wolniej niż średnia w kraju. Nie wie, że zarządzana przez niego oświata praktycznie na nic nie ma pieniędzy. Że nie ma pieniędzy na mniejsze klasy, na zajęcia pozalekcyjne, na świetlice terapeutyczne, na psychologów itd.
Dla ludzi profesjonalnie zajmujących się edukacją niekompetencja i zadufanie Giertycha są porażające. „Porażające” to zresztą ulubione słowo rządu, stosowane przy opisie tego, czego i tak się później nie dowiemy.
Dla uczniów i ich rodziców prawdziwie porażające mogą być za to skutki rządów Giertycha.

Wydanie: 46/2006

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy