Zrzucajmy ręczniki!

Zrzucajmy ręczniki!

Z budżetu obywatelskiego w Warszawie zbudowano saunę na wodzie

Ledwo co minęła siódma. W niedzielę na warszawskich ulicach pusto. Czy ktoś przyszedł o tej porze do sauny Wisła? Co innego godzina ósma, bo wtedy sauna jest za darmo. Godziny bezpłatne, a codziennie jest ich sześć, już w grudniu były zarezerwowane nawet na większość styczniowych dni. Warszawianie pokochali nowy przybytek zbudowany ze środków z budżetu obywatelskiego i oddany do użytku pod koniec listopada.

Port Czerniakowski to miejsce tajemnicze. Większość bywalców bulwarów nadwiślańskich zna tylko odcinek najbliższy nurtowi Wisły. Ukryty przed wzrokiem spacerowiczów i balangowiczów jest końcowy odcinek, rozszerzony niczym jezioro, z kołyszącymi się na wodzie domami. Tu właśnie zacumowano jedyną w kraju pływającą saunę. Dziś rano nie tylko ziemia, chodniki i ulice są śliskie, pomost prowadzący do sauny też. Wiktoria, saunowa recepcjonistka, tak śpieszyła się do pracy, że o mało nie zjechała po nim jak na sankach. Na dole na szczęście wpadła w ręce Olgi i Marii, które przyszły wcześniej, żeby nie uronić nawet minuty z opłaconego czasu.

Są tu po raz pierwszy. Właśnie w niedzielę postanowiły zrobić sobie babski poranek, dla zdrowia i poprawy humoru. Przed chwilą zakończyły sesję w saunie, rozgrzane i rozemocjonowane, zakręcone tylko w ręczniki, ale w wełnianych czapkach, wybiegły na chłód. A ich miejsce zajęła para młodych ludzi. – Czy my się nie znamy? – pyta Olga. No i proszę, oczywiście, że się znamy. Kto by pomyślał, że o tej porze spotkam tu znajomą. Obie saunowiczki dają się namówić na minisesję zdjęciową. A potem, rozciągnięte na fotelach podgrzewanych daleką podczerwienią (FIR), proszą, by im nie przeszkadzać, bo chcą bujać w obłokach do chilloutowej muzyki. Czy przyjdą tu znów? Jasne!

90 stopni na wywiad

Wychodząc z domu, w ostatniej chwili wrzuciłam do torby dwa ręczniki, klapki oraz paszport covidowy, w saunie konieczny. Te przedmioty tak na wszelki wypadek, bo może akurat o ósmej zwolni się darmowe miejsce w saunie. No i się zwolniło! Nie jedno, ale sześć. Terminy nieodpłatne są rezerwowane w tempie błyskawicy, ale zdarza się, że ludzie nie przychodzą. Skoro nie tracą pieniędzy, szkoda im czasu na telefon. Recepcjoniści w dniu saunowania wydzwaniają więc do osób, które zarezerwowały termin.

Wiktoria sprawdza paszport covidowy i upewnia się, czy mam ręczniki, bo mogę je wypożyczyć za opłatą. – A to okno w saunie to oczywiście lustro weneckie – bardziej stwierdzam, niż pytam. Wiktoria zaprzecza. – Ale proszę się nie martwić, z brzegów nie można zajrzeć do wnętrza – uspokaja. Parę minut później owinięta w ręcznik wkraczam do sauny. Zerkam na temperaturę – 90 st. W środku Magda i Wojciech. Oboje przed trzydziestką. Są inżynierami. Można było się spodziewać, że w niedzielę o ósmej rano w saunie zastanę ludzi zdyscyplinowanych.

– My i tak wstajemy wcześnie, bo budzi nas pies – wyjaśniają. Dla mnie to najdziwniejszy wywiad, bo, po pierwsze, w saunie, po drugie – bez bielizny, a po trzecie – z rozmówcami zakrytymi tylko co nieco. A w tej saunie nic się nie ukryje, skoro wnętrze rozświetlają promienie słońca.

Oboje są amatorami sauny. Większym Wojciech. On często odwiedza saunę przy siłowni i tak kończy trening. – Magda znalazła informację o tej saunie przez Instagram i zabukowała dla nas darmową godzinę – wyjaśnia Wojciech. – To był jedyny dostępny termin. Jesteśmy tu pierwszy raz.

Recepcjonistka Wiktoria twierdzi, że niektórzy wybierają sesję właśnie o siódmej, bo po siódmej jest wschód słońca i w ładne dni mogą obserwować, jak wstaje dzień. To trochę takie małe słoneczne szaleństwo, jakie ogarnia ludzi na Ibizie, tylko że tam, w San Antonio, balowicze zbierają się, by obserwować zachód. – Mnie sauna kojarzy się z sezonem jesienno-zimowym. Wtedy też chętnie korzystam z morsowania, bo sauna idzie z nim w parze – wyjaśnia Wojciech. Magda aż się wzdryga na słowo morsowanie. – Ja nie biorę udziału w takich kąpielach, bo jestem ciepłolubna – mówi. – Czasem jedynie towarzyszę mojemu chłopakowi, wspieram go. On miał nadzieję, że dziś w Porcie Czerniakowskim będzie mógł sobie pomorsować, zamiast schładzać się pod prysznicem. Ale tu kąpiel jest zabroniona. Ja jestem zadowolona, że tu przyszliśmy. Dla mnie to frajda, że jednocześnie z terapią ciepłem można tu mieć fototerapię, bo w saunie jest okno.

Rozmawiają, ale zerkają ukradkiem na przymocowaną do ściany klepsydrę, która odmierza czas, żeby nie przesadzić z saunowaniem. Wojciech orzeka, że musi się ochłodzić. Magda jeszcze nie czuje dyskomfortu. Kiedy minie bezpłatna godzina w saunie, oboje zdecydują, czy zapłacić 25 zł za godzinną sesję na podgrzewanych fotelach. Czytali, że mają regeneracyjne właściwości.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 1/2022, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. Ewa Borecka

Wydanie: 1/2022

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy