Żywe lekarstwo

Eksperymentalna terapia immunologiczna ocaliła dziewczynkę chorą na białaczkę

Mała Emily „Emma” Whitehead z Pensylwanii wiedziała, że może umrzeć. W wieku pięciu lat zachorowała na nowotwór krwi – białaczkę limfoblastyczną. Lekarze robili wszystko, aby ocalić życie dziecka, ale rak wydawał się niezwyciężony.
W marcu 2011 r. po chemioterapii Emily zapytała mamę: „Co zrobimy, jeśli rak powróci?”. „Nadal będziemy z nim walczyć”, odpowiedziała kobieta. „Ale może pewnego dnia stanę się już tak słaba, że będę chciała odejść. Zapragnę, żeby wszystko się skończyło, żebym już nie czuła niczego”, odrzekła smutno dziewczynka.
Choroba powróciła po pierwszej chemioterapii, zaatakowała też po drugiej. Onkolodzy postanowili umieścić Emily w szpitalu dziecięcym w Filadelfii i poddać eksperymentalnej terapii immunologicznej – CTL019. Z uwagi na dramatyczny stan pacjentki nie było nic do stracenia. Rodzice jedynaczki, Kari i Tom, wyrazili zgodę.
Jak powiedział dr Michael Kalos z Abramson Cancer Centre uniwersytetu stanu Pensylwania, koncepcja terapii, polegająca na umieszczeniu we krwi chorego zmienionych genetycznie limfocytów T, znana jest od pół wieku, a testy na ludziach prowadzi się w różnych ośrodkach od 20 lat. Sukcesy tej metody długo pozostawały ograniczone, przede wszystkim dlatego, że zmodyfikowane limfocyty T przeważnie nie utrzymywały się w organizmach pacjentów.

Wirus HIV jako taksówka

Sytuację zmieniło zastosowanie wirusów z rodziny HIV, powodujących AIDS. Zostały one przekształcone w taki sposób, że stały się nieaktywne i nie wywołują choroby. Jako retrowirusy świetnie nadają się na taksówki genetyczne. Przenikają do komórek, w których umieszczają swój materiał genetyczny. Materiał ten już w nich pozostaje, także po podziałach, w wyniku których powstają nowe komórki.
We krwi chorych na białaczkę limfocyty typu B ulegają złośliwym przemianom. Przestają wytwarzać immunoglobuliny, przeciwciała odpornościowe, hamują również produkcję immunoglobulin przez zdrowe limfocyty B. Konsekwencją są niebezpieczne infekcje, z którymi organizm nie podejmuje walki.
Podczas terapii CTL019 ze szpiku kostnego pacjenta pobrane zostają miliony komórek układu odpornościowego – limfocytów T, niszczących komórki szkodliwe dla organizmu, np. nowotworowe czy zaatakowane przez wirusy. Limfocyty T powstają w czerwonym szpiku kostnym i dojrzewają w grasicy. W pobranych komórkach za pomocą nieaktywnego wirusa HIV umieszczany jest gen powodujący tworzenie się receptora rozpoznającego białko CD19, występujące na powierzchni większości limfocytów B.
Zmienione w ten sposób limfocyty T stają się prawdziwymi seryjnymi zabójcami, jak to określił dr Carl June. Likwidują zawierające białko CD19 limfocyty B, niestety, zarówno rakowe, jak i zdrowe. Terapia ma bardzo ostre efekty uboczne – towarzyszy jej gwałtowna reakcja układu odpornościowego, zwana burzą cytokinową. Występują wtedy dreszcze, wysoka gorączka, zawroty głowy, a w płucach chorego może się pojawić płyn.
Zespół badaczy z Abramson Cancer Centre, na którego czele stoi dr Carl June, pierwsze wyniki swoich eksperymentów terapeutycznych przedstawił w sierpniu 2011 r. Trzech pacjentów zostało wyleczonych, stan czterech innych się poprawił. W dwóch przypadkach metoda CTL019 nie zadziałała.
17 kwietnia 2012 r. ciężko chorej Emily Whitehead podano zmodyfikowane limfocyty T. Organizm zareagował zdumiewająco gwałtownie. Tak silnej burzy cytokinowej lekarze jeszcze nie widzieli. „To było straszne, naprawdę przerażające”, powiedziała później mała pacjentka. Nieprzytomna, opuchnięta dziewczynka została umieszczona na oddziale intensywnej terapii. Przy jej łóżku zgromadziła się rodzina, pozbawiona już nadziei.
Badania krwi chorej wykazały, że poziom jednej z cytokin, zwanej IL-6, wzrósł tysiąckrotnie!
Życie Emily uratowali przemyślni lekarze. Dr Carl June ma córkę, która przyjmuje lekarstwo przeciwko reumatoidalnemu zapaleniu stawów, zawierające substancję czynną tocilizumab. Lek ten nigdy nie był stosowany w takich przypadkach jak Emily, jednak onkolog dziewczynki, dr Stephan A. Grupp, postanowił spróbować, sytuacja była bowiem dramatyczna.

Cud na urodziny

Chorej podano lek przeciw zapaleniu stawów. Po kilku godzinach stan dziewczynki zaczął się stabilizować. Tydzień później, 2 maja 2012 r., w dniu siódmych urodzin, Emily odzyskała przytomność. Uradowany personel oddziału intensywnej terapii odśpiewał jej „Happy Birthday”. Okazało się, że wszystkie komórki rakowe zostały zniszczone. Nawrót choroby nie nastąpił do dziś. We krwi dziewczynki wciąż są obecne zmodyfikowane komórki T. Likwidują one zdrowe limfocyty B, istnieją więc obawy, że dziecko z osłabionym w ten sposób układem odpornoś-
ciowym będzie bardziej narażone na choroby zakaźne.
Na razie Emily jest jednak zdrowa. Jej przypadek opisały „New York Times” oraz fachowy magazyn „New England Journal of Medicine”. Dziewczynka znowu ma piękne kasztanowe włosy. Chodzi do szkoły, czyta 50 książek na miesiąc, ma bardzo dobre stopnie, chociaż przyznaje, że największą przyjemność sprawiają jej szkolne obiady, zabawy z koleżankami oraz spacery z psem. Emily wraz z rodzicami bierze udział w imprezach, podczas których zbierane są fundusze na badania nad chorobami nowotworowymi, spotyka się z politykami, ale lubi też płatać figle dziennikarzom.
7 kwietnia była w Waszyngtonie na dorocznej konferencji Amerykańskiego Towarzystwa Badań nad Rakiem. Podziękowała fundacjom Stand Up To Cancer i St. Baldrick’s za przekazanie 14,5 mln dol. szpitalowi dziecięcemu w Filadelfii. Konferencję prasową z udziałem rodziny Whiteheadów prowadził aktor Kyle MacLachlan. Emily jest pierwszym dzieckiem, które zostało wyleczone z białaczki w wyniku eksperymentalnej terapii CTL019.
Niestety, w tej historii nie ma pełnego happy endu. Podobnej terapii poddano też dziesięcioletnią Norę z Chorwacji. Początkowo leczenie było skuteczne, lecz po dwóch miesiącach nowotwór powrócił. Okazało się, że we krwi pojawiły się rakowe limfocyty B, które nie miały na powierzchni białka CD19, więc zmodyfikowane komórki T nie mogły ich atakować. Nora zmarła.
Specjaliści ostrzegają zatem przed nadmiernym optymizmem. Onkolog Anthony Ho z kliniki w Heidelbergu powiedział: „Ta metoda z pewnością działa. Ale w przeszłości było wiele terapii niezwykle skutecznych w przypadku pierwszych pacjentów. W badaniach na większą skalę rezultaty okazywały się znacznie mniej widowiskowe”.
Dr Carl June i jego koledzy pracują dalej. Wystąpili z wnioskiem o patent na swoją metodę leczenia białaczki. Zamierzają szukać na powierzchni limfocytów B innych protein, które mogłyby się stać znakiem rozpoznawczym dla zmodyfikowanych komórek zabójców. Naukowcy mają nadzieję, że metoda polegająca na reprogramowaniu układu odpornościowego okaże się skuteczna także w walce z rakiem piersi, prostaty i innymi rodzajami nowotworów.
Nowa terapia immunologiczna nie jest tania. Komórki T muszą zostać zmodyfikowane indywidualnie dla każdego pacjenta. Sam ten proces kosztuje 20 tys. dol.

Przełom w leczeniu?

Z drugiej strony to i tak znacznie mniej, niż wynosi koszt przeszczepu szpiku kostnego, operacji skomplikowanej, powodującej śmierć co piątego pacjenta w podeszłym wieku, której następstwem są często poważne powikłania i dolegliwości nieustępujące do końca życia. Szefowie szwajcarskiego koncernu Novartis liczą, że terapia immunologiczna w przyszłości zastąpi przeszczep szpiku kostnego. Novartis prowadzi projekt naukowy wraz z uniwersytetem stanu Pensylwania oraz Centrum Zaawansowanych Terapii Komórkowych w Filadelfii. Koncern przeznaczył 20 mln dol. na stworzenie w tym mieście centrum badawczego. Hervé Hoppenot, prezes Novartis Oncology, uznał terapię CTL019 za fantastyczną i stwierdził, że być może doprowadzi ona do rewolucji w leczeniu białaczki oraz innych chorób nowotworowych krwi.
W każdym razie ostatnie wiadomości są bardzo pomyślne. W szpitalu dziecięcym w Filadelfii eksperymentalnej terapii poddawane jest już siódme dziecko. 21 kwietnia rodzice dziewięcioletniej Avery Walker poinformowali, że została wyleczona z białaczki, której wcześniej nie mogły pokonać inne metody leczenia. „Wiele razy słyszałem o cudach, ale po raz pierwszy stałem się świadkiem cudu. Jesteśmy tak bardzo wdzięczni”, powiedział ojciec dziewczynki.
Dr Michel Sadelain, który w Sloan-Kettering Institute w Nowym Jorku również prowadzi badania nad terapią immunologiczną, uważa, że w leczeniu nowotworów krwi już wkrótce nastąpi przełom: „Zmodyfikowane komórki T są żywymi lekarstwami. Pacjent, który przyjmuje lek w tabletce, wkrótce musi połknąć kolejną. A tu wystarczy jedna iniekcja zmienionych komórek T, najwyżej dwie lub trzy”. Dodajmy jednak, że nie wiadomo, jak długo zmodyfikowane komórki T mogą przetrwać w organizmie, chociaż we krwi niektórych pacjentów utrzymują się już kilka lat. Przyszłość pokaże, czy wielkie nadzieje związane z nową metodą leczenia zostaną spełnione.

Wydanie: 19/2013

Kategorie: Zdrowie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy