215 dzieci, które zmienią Kanadę

215 dzieci, które zmienią Kanadę

W szkołach z internatem nad dziećmi rdzennych mieszkańców znęcano się fizycznie, psychicznie i seksualnie

Korespondencja z Kanady


Kiedy przerażoną czterolatkę, siłą oderwaną od zrozpaczonej matki i rodziny, przywieziono do obcego, zimnego i cuchnącego stęchlizną gmachu szkoły, najpierw obcięto jej długie, czarne włosy, potem oblano śmierdzącymi płynami, które, jak się później dowiedziała, były dezynfekującymi chemikaliami, a później ubrane w czarne, długie szaty kobiety wyrwały z jej zaciśniętej rączki amulet, który matka wsunęła przy pożegnaniu do jej malutkiego mokasyna. Do czasu pierwszej menstruacji nazywano ją numer 11, a potem, aż do ukończenia szkoły – numer 39. Nikomu nie wolno było używać imienia, które kiedyś szeptała, usypiając ją w ramionach, mama. A potem było już tylko to, o czym nie chciała mówić przez długie lata.

Ci, którzy byli pierwsi

Żyli na tych ziemiach od co najmniej 12, a może nawet 15 tys. lat. Mimo że ich plemiona i społeczności różniły się, co jest zrozumiałe na tak ogromnym obszarze, jaki zajmuje dzisiejsza Kanada, łączyły je wielki szacunek dla natury, egalitarne i wspólnotowe wartości społeczne oraz głęboka duchowość. Wiele plemion wypracowało stabilne struktury polityczne, system sprawiedliwości, a także bogatą kulturę: sztukę, muzykę, taniec. Większość społeczności nie miała języka pisanego. Rdzenni mieszkańcy, podzieleni na sześć grup – cztery grupy tzw. Pierwszych Narodów (First Nations), czyli Indian, jak ich do niedawna nazywano, Inuitów, zwanych przedtem Eskimosami, i Metysów (potomków ludności rdzennej i białej) – należą do ok. 60 plemion (nations/tribes).

Od połowy XVI w. ich dotychczasowe życie zaczęło się rozpadać, aż legło w gruzach. Pojawienie się białego człowieka, z jego chciwością i pogardą dla „dzikusów”, zaowocowało wyzyskiem, przemocą i nieznanymi chorobami, które do końca XIX w. wyniszczyły ok. 90% ludności rdzennej. Kolonizatorzy przejmowali ziemie, wymuszając traktaty czy porozumienia, które wodzowie podpisywali krzyżykami, niewiele rozumiejąc. Zamknięto ich w rezerwatach, niejednokrotnie przesiedlano, mimo że ich tożsamość opierała się na roli strażników ziem, gdzie żyli i gdzie spoczywali ich przodkowie.

Biali chcieli jak najszybciej „załatwić kwestię indiańską”. Wiele poprzednich regulacji prawnych zastąpiono w 1876 r. Indian Act, ustawą, w której prawnie zapisano nierówność i niesprawiedliwość wobec tych, których ziemie zagrabiono, dając szerokie uprawnienia federalnemu ministerstwu ds. Indian (Department of Indian Affairs) i jego funkcjonariuszom.

Architekci tej polityki precyzyjnie zaplanowali proces „cywilizowania” i asymilowania rdzennych mieszkańców. Aby uniknąć buntów i ataków, skupili się na dzieciach, wiedząc, że biorąc je niczym zakładników, pozbawią ich rodziny oręża do walki, a jednocześnie wychowają pokolenie oderwane od korzeni. Stworzono system tzw. residential schools, szkół z internatem, obowiązkowych dla dzieci rdzennej ludności Kanady.

Był jeszcze mniej znany akt tego dramatu, tzw. Sixties Scoop – zorganizowana kampania usuwania rdzennych dzieci z ich domów, która rozpoczęła się w 1965 r. i trwała aż do lat 80. Tysiące dzieci zostało zabranych z domów, często bez zgody rodzin, umieszczonych w domach zastępczych i ostatecznie zaadoptowanych przez białe rodziny z Kanady i USA, a nawet z Nowej Zelandii. Te dzieci utraciły swoje imiona, języki i związki z kulturą. Wiele było maltretowanych. Od tego czasu prowincje Saskatchewan, Manitoba i Alberta przeprosiły za te działania i zobowiązały się do włączenia wiedzy o tym do programów szkolnych.

Szkoły z internatem

Celem szkół z internatem, finansowanych z budżetu federalnego, a prowadzonych przez księży i zakonnice, było „zabicie Indianina w dziecku”, religijne „nawrócenie”, wpojenie dzieciom, że ich kultura i język są powodem do wstydu. Rodzicom, którzy nie chcieli oddać dzieci, grożono więzieniem lub grzywnami. Aby uniknąć zabrania dzieci siłą do szkoły, rdzenne rodziny oddawały je do adopcji, szczególnie jeśli rodzice sami byli kiedyś uczniami takich placówek.

Chociaż obowiązek uczęszczania do tych szkół zniesiono w 1948 r., urzędnicy państwowi nadal byli w stanie wpływać na to, aby trafiały do nich rdzenne dzieci. W 1945 r. uchwalono ustawę o zasiłkach rodzinnych – dzieci w wieku szkolnym musiały być zapisane do szkoły, aby rodziny kwalifikowały się do zapomogi.

W szkołach dzieciom zakazano mówienia we własnych językach. Były zmuszane do niewolniczej pracy. Stosowano wobec nich bezwzględną dyscyplinę: były traktowane niezwykle brutalnie, znęcano się nad nimi fizycznie, psychicznie i seksualnie. Gwałcone przez księży dziewczynki, które zachodziły w ciążę, poddawano przymusowej aborcji, a płody palono. Kiedy czasem dochodziło do narodzin, noworodki zabijano. W wielu szkołach, np. w znanej z brutalności szkole św. Anny w Fort Albany w Ontario (prowadzonej przez zakon oblatów w latach 1902-1976), stosowano przerażające kary i tortury, m.in. krzesło elektryczne, bicie pasami nabitymi gwoździami, zmuszanie do zlizywania własnych wymiocin.

W szkołach warunki były bardzo złe, mocno ograniczone środki na żywienie podopiecznych i utrzymanie budynków powodowały, że szerzyły się choroby, a dzieci były zaniedbane i głodne. Przywożono je do szkół zdrowe i duże, a opuszczały je znacznie poniżej przeciętnej wagi i wzrostu w swoim wieku. Wiele dzieci umierało; ucieczki najczęściej kończyły się tragicznie, nieraz wychowankowie popełniali samobójstwo. Ciał nie zwracano rodzinom. Placówki niejednokrotnie nie prowadziły dokumentacji, w innych akta zaginęły lub zostały zniszczone np. w pożarach.


  • 132 szkoły działały w całej Kanadzie, głównie z dala od miejsc zamieszkania społeczności rdzennej, aby uniemożliwić kontakt rodzin z dziećmi.
  • 139 lat funkcjonowały takie szkoły. Od 1857 r., a ostatnią, w prowincji Saskatchewan, zamknięto w roku 1996.
  • 150 tys. dzieci przeszło przez system szkół z internatem.
  • 4100 – szacowana liczba dzieci, które zmarły/zginęły w szkołach z internatem. Większość zgonów nie została odnotowana, ciał nie zwrócono rodzinom i nie wiadomo, gdzie są szczątki. Ta liczba nie obejmuje 215 dzieci z Kamloops i może być dużo wyższa, sięgając nawet 6000.
  • 60% szkół prowadził Kościół katolicki (siostry zakonne i głównie męski zakon oblatów), 40% Kościoły protestanckie.
  • 2008 to rok, w którym premier Kanady Stephen Harper oficjalnie przeprosił za system szkół z internatem.
  • 6 lat (2009-2015) trwały prace Komisji Prawdy i Pojednania, dokumentującej działalność szkół.
  • 7000 relacji zebrała komisja od osób, które przeżyły szkoły z internatem.
  • 94 zalecenia zostały sformułowane przez komisję, która nazwała działalność szkół kulturowym ludobójstwem.

Dzisiaj liczba, o której mówi się najczęściej, to 215. Szczątki tylu dzieci, w tym zaledwie trzyletnich, znalazł specjalista przy użyciu georadaru w nieoznaczonej zbiorowej mogile na terenie największej szkoły z internatem – Kamloops Residential School w Kolumbii Brytyjskiej – gdzie co roku uczyło się ok. 500 wychowanków. Dotychczas liczbę zmarłych w tej szkole dzieci szacowano na ok. 50. W latach 1890-1969 szkoła była prowadzona przez Kościół katolicki, po czym budynek przejął rząd federalny. Internat działał tam do 1978 r.

Były uczeń Kamloops, Hector MacDonald, podczas przesłuchania przez Komisję Prawdy i Pojednania (Truth and Reconciliation Commission, TRC) w 2013 r. powiedział: „Nauczyłem się tam nienawidzić. Nauczyłem się kraść. Nauczyłem się walczyć. Nauczyłem się oszukiwać”.

O zaginionych dzieciach wiedzieli uczniowie szkół, kiedy ich koleżanki i koledzy znikali, oraz rodziny, do których nigdy nie powrócili uprowadzeni synowie i córki. Ale teraz znaleziono dowody. A ekspert obsługujący georadar po prostu płakał po dokonaniu odkrycia. Na szkolnym terenie trwają teraz prace ekshumacyjne. Najpierw o ich wynikach będą informowane rodziny zmarłych dzieci z lokalnej rdzennej społeczności, Tk’emlúps te Secwépemc Nation.

Dzisiaj

Po odkryciu szczątków w Kamloops Kanada doznała głębokiego wstrząsu. Flagi na wielu budynkach rządowych opuszczono do połowy masztu. Członkowie rdzennych społeczności i inni Kanadyjczycy domagają się przeszukania terenów innych szkół, bo uważa się, że makabryczne znalezisko w Kamloops to zaledwie wierzchołek góry lodowej.

Coraz częściej słychać głosy domagające się bardziej zdecydowanej reakcji ze strony Kościoła katolickiego. W 2009 r. papież Benedykt XVI wyraził współczucie i solidarność z ofiarami, jego następca Franciszek – bliskość z kanadyjskimi ofiarami traumatycznych przeżyć w związku z odkryciem w Kamloops. Uważa się jednak, że Kościół katolicki powinien dołożyć starań, aby papież przyjechał do Kanady i formalnie przeprosił rdzennych mieszkańców. I aby Kościół ujawnił wszystkie dokumenty. O kroki te apeluje premier Kanady Justin Trudeau. Tylko niektóre diecezje przekazały akta TRC. W 1991 r. przeprosiny złożył zakon oblatów, a 13 czerwca br. katolicki biskup Gary Gordon w imieniu swoim i diecezji miasta Victoria w Kolumbii Brytyjskiej. Gordon zobowiązał się do wsparcia poszukiwań zaginionych dzieci oraz pomocy psychologicznej ofiarom. Jego diecezja przekazała wszystkie akta TRC. Kościoły anglikański, prezbiteriański i zjednoczony przeprosiły za swoją rolę w funkcjonowaniu szkół z internatem.

Padają też pomniki – w sensie metaforycznym i dosłownym. Prestiżowy Ryerson University w Toronto domaga się zmiany nazwy. Jego patron Egerton Ryerson mimo zasług dla edukacji publicznej w Ontario jest głównym architektem systemu szkół z internatem w Kanadzie. Po demonstracji na uczelni na początku czerwca pomnik Ryersona na kampusie został obalony.

Pierwszy premier Kanady, uważany za twórcę narodu i państwa, sir John A. Macdonald, w 1883 r., przemawiając w parlamencie, nazwał Indian w rezerwatach dzikusami i naciskał na jak najszybsze zabieranie dzieci i poddawanie ich edukacji, by w zamkniętych szkołach nabywały „obyczajów i sposobu myślenia białego człowieka”. I jego pomniki być może się nie ostaną.

Lord Jeffery Amherst, którego imieniem nazwano wiele miejsc zarówno w Kanadzie, jak i w Stanach Zjednoczonych, był naczelnym dowódcą sił w armii brytyjskiej i pierwszym brytyjskim gubernatorem generalnym na terytoriach, które ostatecznie stały się Kanadą. Mniej znany jest fakt, że był orędownikiem eksterminacji rdzennych mieszkańców i wojny biologicznej – „ofiarował” Indianom koce z zarazkami ospy. Czy miasto nazwane jego imieniem w prowincji Nowa Szkocja zachowa nazwę?

Na schodach prowadzących do galerii sztuki w Vancouver artystka Tamara Bell, pochodząca z plemienia Haida, ustawiła z pomocą innych 215 par dziecięcych bucików. Teraz są tam pluszaki, kwiaty, zdjęcia, tabliczki. W mediach pojawiają się dziesiątki relacji byłych uczniów i wspomnienia ludzi wychowanych w domach, gdzie rodzice czy dziadkowie przeszli przez szkoły. Reakcje Kanadyjczyków to łzy, przerażenie ogromem tej tragedii i tym, że nikt nie słuchał ludzi, którzy zwracali uwagę na traumę dzieci.

Takim sygnalistą był dr Peter Henderson Bryce, który został pierwszym naczelnym urzędnikiem medycznym Departamentu Spraw Wewnętrznych w 1904 r. Było to 20 lat po tym, jak sir John A. Macdonald ustanowił dzieci rdzenne własnością państwa na mocy poprawki do Indian Act z 1884 r., zgodnie z którą wszystkie dzieci po ukończeniu siedmiu lat musiały uczęszczać do szkół z internatem. W 1907 r. Bryce przygotował miażdżący raport, pokazujący, że jedna czwarta dzieci zmarła na gruźlicę z powodu fatalnych warunków sanitarnych, niedożywienia i braku opieki medycznej. Raport nie ujrzał światła dziennego, a Bryce został uciszony. Jednak w 1922 r. znalazł wydawcę i opublikował swoje wnioski w książce „The Story of a National Crime”.

O tych, którzy przeszli przez szkoły z internatem, mówi się nie jako o absolwentach, ale ocaleńcach, jak o ocalałych z Holokaustu. Nie ma ani jednego człowieka pochodzącego z ludności rdzennej, który nie doznałby takiej czy innej traumy. Całe pokolenia poddawane były zaplanowanej polityce eksterminacji lub przymusowej asymilacji, która zburzyła relacje w rodzinach i społecznościach, bo ocaleńcy, nie mając wzorców, nie potrafili być małżonkami ani rodzicami. Reakcją na stres pourazowy i wielogeneracyjną traumę były alkoholizm, narkomania, przemoc rodzinna, samobójstwa.

Ottawa i władze kilku prowincji zaoferowały miliony dolarów na zidentyfikowanie, zbadanie i upamiętnienie miejsc pochówku zmarłych i uznanych za zaginione dzieci.  Stworzono całodobową telefoniczną linię kryzysową dla osób poszkodowanych w wyniku działalności szkół z internatem. Realizacja wielu z 94 zaleceń TRC, których dotychczas nie wykonano, zostanie  przyśpieszona. Rdzenni mieszkańcy, zmuszeni nigdyś do zmiany imion i nazwisk, będą mogli je odzyskać i używać ich w dokumentach, co ogłosił 14 czerwca federalny minister ds. obywatelstwa i imigracji Marco Mendicino.

Czas na pojednanie, ale najpierw trzeba stawić czoła przeszłości i oddać to, co się należy, ofiarom i ich potomkom, nie tylko w postaci odszkodowań. Trzeba zwrócić im godność oraz poczucie wartości i zapewnić, że ich losy staną się na zawsze częścią powszechnie znanej historii Kanady.

Na jaw wychodzą kolejne fakty: w prowincji Saskatchewan członkowie społeczności rdzennej Cowessess odkryli 751 nieoznakowanych grobów przy szkole z internatem Marieval. Nagrobki zostały z nich usunięte przez Kościół katolicki, co jest nielegalne w Kanadzie, więc wodzowie mówią, że traktują teren jako miejsce przestępstwa. Domagają się okazania akt i przeprosin od papieża. Proszą o pomoc w dalszych pracach nad ustaleniem tożsamości każdej pochowanej osoby. A to zaledwie początek bolesnego odkrywania prawdy.

Fot. AFP/East News

Wydanie: 27/2021

Kategorie: Świat

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy