Amerykanie ignorują sankcje

Amerykanie ignorują sankcje

Carte blanche

Pod koniec maja świat gospodarczy obiegła informacja, która przed konfliktem na Ukrainie nie budziłaby większego zdumienia. Otóż teksańska firma Bell Helicopter i Uralska Fabryka Lotnictwa Cywilnego zawarły porozumienie w sprawie montowania na licencji najnowszych modyfikacji śmigłowca jednosilnikowego Bell 407GXP. Pierwsze trzy mają zostać zmontowane w Jekaterynburgu jeszcze w tym roku. Obecnie koszt tego rodzaju śmigłowca szacowany jest na ok. 5 mln dol. Dyrektor rosyjskiego zakładu Wadim Badecha utrzymywał na łamach dziennika „Kommiersant”, że ryzyko objęcia projektu sankcjami było wykluczone, gdyż „od strony amerykańskiej uzyskano wstępną carte blanche”.

Pikanterii sprawie dodaje nie tyle fakt, że szefem koncernu Rostiech (do którego należy UFLC) jest Siergiej Czemiezow, przyjaciel Putina z czasów drezdeńskich, ile informacja, że znalazł się on na liście biznesmenów objętych amerykańskimi sankcjami. Dla producenta helikopterów Bell nie stanowiło to widocznie problemu. Kiedy ubywa konkurentów z Europy, amerykańskie spółki spieszą ku rosyjskim konfiturom. Intratny kontrakt Bella z UFLC był nie tylko pokłosiem zawartej w Soczi ustnej umowy, ale też potwierdzeniem tego, co Putin mówił już w grudniu ubiegłego roku. W swoim orędziu z dumą podkreślił, że w 2014 r. współpraca gospodarcza Rosji z USA się rozwija, podczas gdy ta z Niemcami i Francją (czego dowodzą choćby ostatnie utarczki wokół okrętów Mistral) słabnie. Wydźwięk orędzia miał być jasny: sankcje izolują nie tyle Rosję, ile Unię Europejską. Co więcej, zachodnie restrykcje mogą się okazać klinem wbitym między państwa w samej Europie. Gospodarz Kremla doskonale wie, że Grecja, Austria, Słowacja czy Węgry płyną własnym nurtem, kwestionując sens sankcji, z których niewiele dla nich wynika poza utrudnieniami w kontaktach przemysłowych.

Również niemieccy ekonomiści coraz częściej zwracają uwagę na fatalne skutki ochłodzenia relacji z Rosją. Firma informatyczna SAP AG, jeden z wiodących na świecie dostawców oprogramowania biznesowego, podporządkowała się linii narzuconej przez Brukselę oraz RFN i odnotowała straty. – Zerwaliśmy kontakty biznesowe z naszymi rosyjskimi partnerami, co niestety w tym roku daje się nam we znaki – mówi Hasso Plattner, prezes rady nadzorczej spółki z Walldorfu.

Niemieckie koncerny naftowe zerwały również pod naciskiem politycznym relacje z moskiewskimi gigantami Rosnieft i Transnieft, a europejscy producenci maszyn budowlanych skarżą się, że branżowi konkurenci ze Stanów Zjednoczonych uporczywie ignorują programy sankcyjne. – Amerykański rząd naciskał, aby Europa przyjęła twardy kurs wobec Putina, a jednocześnie w 2014 r. USA rozszerzyły stosunki handlowe z Rosją. To zdumiewające – dziwi się Frank Schauff, dyrektor Association of European Businesses (AEB) w Moskwie.

Europejscy przedsiębiorcy pocieszają się, że ich udział w światowym handlu zagranicznym z Rosją wciąż wynosi ok. 50%. – W przypadku USA to zaledwie 3,7%, dlatego z ich punktu widzenia wprowadzenie sankcji było o niebo łatwiejsze – tłumaczy Schauff.

Bezlitosne statystyki

Szansę na naprawienie szkód wyrządzonych sankcjami dają statystyki. W pierwszej połowie 2015 r. obroty w handlu zagranicznym UE i Rosji spadły w porównaniu z 2014 r. o niemal jedną trzecią, a między Waszyngtonem a Moskwą jedynie o 6%. Wiele przykładów dowodzi, że Ameryka odstępuje od zimnej wojny, kiedy wietrzy interes. – Sankcje dotknęły te obszary przemysłu, w których USA już wcześniej nie były zbyt aktywne w stosunkach handlowych, np. w produkcji wyrobów wojskowych – przekonuje Alexis Rodzianko, prezes Amerykańskiej Izby Handlowej w Rosji. W ubiegłym roku, kiedy płynąca z Waszyngtonu fala niechęci do Rosji osiągnęła kulminację, producent samolotów pasażerskich Boeing przedłużył współpracę z rosyjską spółką Avisma do 2022 r. Największy w branży producent tytanu prowadzi w Moskwie centrum naukowe, zatrudniając ponad 1,2 tys. inżynierów. Obecnie zajmują się oni modelem Boeinga 777x, który na światowym rynku ma konkurować z Airbusem A350. Według periodyku „Flight Journal”, niemal 40% surowców, które amerykańska firma przeznacza na hydraulikę i produkcję podwozia samolotów, otrzymuje właśnie z Moskwy i Jekaterynburga.

Już w styczniu 2015 r. spółka akcyjna Orbital Sciences (OSC) w Wirginii, znany producent rakiet i statków kosmicznych, zawarła z rosyjską firmą NPO Energomasz porozumienie w sprawie produkcji 60 silników do rakiet Antares. Energomasz jest niekwestionowanym liderem w produkcji silników rakietowych do dolnych stopni rakiet nośnych. Pierwsze mechanizmy napędowe RD-181, opatrzone naklejkami Made in Russia, zostały miesiąc temu przewiezione statkiem do Wirginii.

Większe europejskie spółki znalazły się tymczasem pod podwójną presją: z jednej strony, zmagają się z opłakanymi skutkami sankcji nałożonych na Rosję, z drugiej zaś – z ogłoszoną niedawno przez Putina strategią Go East, czyli reorientacją na Wschód. Flirtując z Chinami, Putin wysyła pod adresem Brukseli wyraźny sygnał: to wy mnie potrzebujecie, a nie ja was. Wiosennemu ociepleniu stosunków amerykańsko-rosyjskich towarzyszyły więc umizgi Putina do prezydenta Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinpinga. W maju Rosja zawarła z Chinami kontrakt na budowę magistrali kolejowej wysokich prędkości między Moskwą a dynamicznie rozwijającym się Kazaniem. Xi Jinping zagwarantował, że Chiny zainwestują w projekt 6 mld dol. (koszty całego przedsięwzięcia wynoszą ok. 20 mld dol.). – Przed konfliktem na Ukrainie kontrakt ten na 99% przypadłby Niemcom, dziś możemy sobie o tego rodzaju intratnych porozumieniach pomarzyć – sądzi Joe Kaeser, prezes niemieckiej spółki Siemens AG.

Nie ma powodu podejrzewać, że sytuacja europejskich przedsiębiorców w przewidywalnej przyszłości się zmieni. Zamiast tego muszą patrzeć, jak w graniczącej z UE Rosji rozsiadają się amerykańskie i azjatyckie spółki. Sztuka omijania sankcji tym bardziej wznieca bunt przemysłowców w Berlinie, Warszawie i Paryżu. Jedną z ciekawszych wiadomości, które pojawiły się ostatnio w amerykańskich gazetach branżowych, było ujawnienie przez nowojorski portal BuzzFeed.com, powołujący się na odkryte mejle, że kalifornijska firma informatyczna Cisco Systems zlekceważyła przepisy, chcąc uniknąć utraty lojalnych klientów w Rosji. Jak się okazuje, spółka z San José wyposaża w oprogramowanie m.in. Federalną Służbę Bezpieczeństwa.

Foto: AFP/EASTNEWS

Strony: 1 2

Wydanie: 34/2015

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy