Apologia spóźniona lub przedwczesna

Apologia spóźniona lub przedwczesna

Sprawę pułkownika Kuklińskiego najtrafniej ujął Lech Wałęsa (miał dobrych doradców): szpiegując na rzecz Amerykanów, Kukliński dał dowód odwagi w słusznej sprawie, ale teraz nie chcemy mieć szpiegów w polskim wojsku, nie będziemy więc stawiać go na piedestale. Na takie klarowne postawienie sprawy nie zdobył się, o ile wiem, żaden z polityków lewicy. W sytuacjach ostrych sporów dają się oni przeważnie zahipnotyzować prawicy i mówić oraz robić to, co ona im każe. Przyznam, że do ostatniej chwili obawiałem się, że jakiś minister prezydencki zechce uczestniczyć w pogrzebie Kuklińskiego.

Ja, cywil, mam zdanie, jakiego w tej sprawie nie mogą, nie mają prawa mieć oficerowie. System wartości jest uzależniony od roli społecznej, przynajmniej do pewnego stopnia. Gdybym w czasach tak zwanych komunistycznych znał jakieś tajemnice Paktu Warszawskiego, przekazałbym je Amerykanom. Nie wiem, czy uważałbym to za czyn patriotyczny, raczej nie, ale byłby on zgodny z moim ówczesnym widzeniem komunizmu, radzieckiego i międzynarodowego, jako siły szkodliwej dla społeczeństw Wschodu i Zachodu. Oceny wydarzeń i stanów rzeczy wyprowadzałem wówczas z przekonania, że walka marksistowskiego socjalizmu z demokratycznym kapitalizmem jest najważniejszym faktem epoki i że słuszność jest po stronie kapitalizmu, czyli Zachodu. Nie znajduję w swoich poglądach przesłanek do potępienia Kuklińskiego za to, że szpiegował na rzecz Zachodu. Większość Polaków, tak jak większość Litwinów, Estończyków i Czechów zgrzytała zębami, myśląc o panowaniu radzieckim. Widząc niemoc jawnego sprzeciwu, sympatyzowała prywatnie ze wszystkim, co temu systemowi szkodziło, także z amerykańskimi szpiegami. Ale poglądy, jakie wyznaje „cywilbanda”, choćby najsłuszniejsze, niekoniecznie są do przyjęcia dla oficerów, których wiąże szczególna solidarność i lojalność z przymieszką staroświeckiego honoru.
Czy Kukliński szpiegował z pobudek ideowych, czy brał za to pieniądze, wydaje mi się kwestią drugorzędną, mało znaczącą. Z pewnością nie płacono mu tyle, na ile oceniał swoje życie.
Jego dzisiejsi chwalcy wygłaszają opinie naiwne, prostackie, mętne i tak głupie, że tego nie można czytać ani słuchać w dawce większej niż cztery-pięć zdań. Nie widzę w tym sensu politycznego, chociaż owym chwalcom wydaje się, że to najczystsza polityka i do tego moralna. Zaparli się w jednym punkcie widzenia, powtarzają ciągle to samo, jakby od czasów szpiegostwa Kuklińskiego nie zdarzyło się nic, co należałoby wziąć pod uwagę w celu dokładniejszej oceny owego szpiegostwa. Powtarzają, że Kukliński zadał śmiertelny cios Związkowi Radzieckiemu. Dlatego trzeba stawiać mu pomniki, nazywać ulice jego nazwiskiem, urządzać uroczystości ku jego czci. Nie zastanawiają się, czy polski oficer tego stopnia mógł mieć dostęp do istotnie ważnych tajemnic radzieckich. Powiedzmy jednak, że mógł. I porównajmy skutki, jakie miało przekazanie tych tajemnic Amerykanom (nie było realnych skutków), z tym, co zrobił generał Jaruzelski: on przekazując władzę „Solidarności”, nie tajemnice przekazał Sojuszowi Atlantyckiemu, lecz całą armię polską. Jeśli ktoś powie, że przekazanie przez szefa państwa całej armii wrogiemu paktowi nie może się zdarzyć, to odpowiadam, że właśnie w Polsce się zdarzyło. Można się zastanawiać, czy takie były intencje, ale przeciwnicy Generała zawsze twierdzili, że jego intencje ich nie interesują. Znajcież proporcje. Jeżeli za przekazywanie tajnych informacji wojskowych zostaje się bohaterem narodowym, to jak uhonorować i wynagrodzić tego, który przekazał samo wojsko, wraz ze wszystkimi pozostałymi tajemnicami. Kukliński wielki bohater i już wkrótce w co drugim mieście obok ulicy Kościuszki i Andersa będziemy mieli aleję Kuklińskiego. Gdy w Krakowie urząd miasta chciał wymienić gen. Jaruzelskiego na tablicy pamiątkowej wśród innych zasłużonych dla ochrony zabytków, miejscowa „Gazeta Wyborcza” podniosła niesłychany krzyk oburzenia, głosząc w kolejnych numerach, że byłby to policzek dla stołecznego miasta i profanacja wieży ratuszowej, do której owa tablica pamiątkowa miała być przymurowana.
Niechby wreszcie ktoś zainteresowany działaniami szpiegowskimi Kuklińskiego porównał tajemnice, które on przekazał, z tymi, które przekazali Gorbaczow i Szewardnadze całkiem legalnie. Widząc, że na przekazaniu tajemnic się nie kończy i że ZSRR dobrowolnie ustępuje we wszystkim, czego sobie życzą Amerykanie, marszałek Achromiejew zabił się z rozpaczy.
Ludzie z obozu generała Jaruzelskiego mogą Kuklińskiemu zarzucić z dzisiejszej perspektywy tylko to, że „wystąpił przed szereg”, przeszedł do obozu przyszłego sojusznika, nie czekając, aż wyżsi dowódcy dojrzeją do takiego postanowienia. Ci, którzy objęli władzę po przewrocie ustrojowym, muszą być surowsi w ocenie: nie chcą oni przecież mieć w wojsku III RP oficerów, którzy na własną rękę decydują, kto wróg, a kto sojusznik. Dla nich pułkownik Kukliński powinien być figurą jednoznacznie negatywną. Jest on traktowany na sposób symboliczny i odwoływanie się do realiów w tym sporze jest uznawane za wypowiedź nie a propos. I na to można się zgodzić, ale symbole muszą mieć sens, przekazywać jakąś głębszą prawdę, umacniać w świadomości ludzi jakąś ideę, wartość czy zasadę. Zasymbolizowany Kukliński uświęca szpiegostwo. Z punktu widzenia czystej etyki szpiegostwo jest bezwzględnie niemoralne, ale takie prawdy mogą głosić księża, którzy jednak ich przeważnie nie głoszą, w każdym razie nie głosi biskup polowy. Polityka jest jednak dziedziną relatywizmu, szpiegostwo może być dobre albo złe, zależnie od okoliczności. W obecnym naszym położeniu kult szpiega jest z pewnością głęboko demoralizujący, ale gdyby Polska znowu znalazła się pod władzą obcego imperium, Kuklińskiego należałoby odkryć i stawiać za wzór. Wallenrodyzm jest moralnością czasów niewoli i niemoralnością czasów niepodległości. Zdaje mi się, że apologeci Kuklińskiego nie wiedzą dobrze, w jakich czasach żyjemy. Chwila zastanowienia wystarczy, aby dziś Kuklińskiego usprawiedliwiać, a nie wysławiać.

Wydanie: 27/2004

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy