Marsze

Marsze

Jestem na placu Bankowym. Marsz wolności. Za długie wystąpienia. Wszystko powinno dziać się szybciej. Zwlekanie zabiera siłę i energię, ach, ta powszechna u nas skłonność do ględzenia. A jaki jest koń, każdy widzi. Wołanie: „Ręce precz od…” to niestety kalka z czasów komunistycznych. Przemarsz na plac Konstytucji. Ratusz podał, że było 100 tys. uczestników, policja – że 12 tys. Między tymi dwiema liczbami jest otchłań, z której ciągnie zatęchłym chłodem.

W Białej Podlaskiej Jarosław Kaczyński odsłania pomnik brata i bratowej. Czyli swój własny, bo jest kopią brata. Przemawiając na odsłonięciu, mówi, że w każdym mieście powinien stanąć pomnik jego brata geniusza. Ten pomnik jest szczytem kiczu, braku gustu, jest kropka w kropkę w stylu północnokoreańskich pomników rodziny Kimów. Pomniki, nie tylko ich temat, ale też estetyka, wiele mówią o reżimie, który je stawia.

Już z archiwum – marionetka, która jest prezydentem RP, powiedziała w jakimś wywiadzie: „Miejmy tego świadomość, że dzisiaj dzieci i wnuki zdrajców Rzeczypospolitej, którzy tutaj walczyli o utrzymanie sowieckiej dominacji nad Polską, zajmują wiele eksponowanych stanowisk w różnych miejscach, w biznesie, mediach. Oni nigdy nie będą chcieli się zgodzić na to, żeby prawda o wyczynach ich ojców, dziadków i pradziadków zdominowała polską narrację historyczną, będą zawsze przeciwko temu walczyli”. To jest głupie i podłe, dzieci, tym bardziej wnuki, nie ponoszą odpowiedzialności za swoich przodków. Chyba że uzna się, że to obciążenie genetyczne. Ale wtedy mamy faszyzm.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 20/2017, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 20/2017

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy