Wpisy od Agnieszka Wolny-Hamkało
Z miłości do piękna
Odwiedzając sklepy IKEA, pokierowana durnymi strzałkami trafiam na końcu do pomieszczeń, gdzie nieodmiennie znajdują się sztuczne kwiaty. Jako towar, nie dekoracja. Leżą na półkach niczym pączki w piekarni, odkurzone i mocno kolorowe, albowiem zrobione są z plastiku. Zawsze mnie zadziwiają i łapię się na tym, że biorę je do rąk, pocieram liście i płatki. Za każdym razem mam ochotę po prostu przyłożyć je do twarzy i powąchać. Ech, zmysłowe przyzwyczajenia! Powinniśmy się ich wyzbyć w świecie, w którym serwują lody o smaku kiszonego
Fiu – bździu
Do kina najchętniej przychodzę przed czasem. Siadam sobie w foteliku w kącie i przyglądam się ludziom, którzy wychodzą z poprzedniego seansu. Dawno temu zauważyłam, że ich twarze są pełne emocji, jakby przed chwilą się kochali. Lubię na nich patrzeć i zastanawiać się, co właśnie niedawno widzieli, z jakiego świata tutaj wracają. Czy film był smutny, nudny, przydługi? Czy czują się po nim w tej chwili szczęśliwi, czy raczej smętni, wręcz przygnębieni? Łapią kogoś za rękę czy przeciwnie – woleliby być sami? W jakiś
Na szczęście
Różne ludzie mają sposoby, żeby się porządnie obudzić. Niektórzy dają się wylizać psom, inni muszą wrzucić w siebie pół kilo bekonu. Nastawienie budzików w pięciu telefonach komórkowych porozkładanych w różnych punktach mieszkania, żeby trzeba było wstać i je zdetonować – to także stara sztuczka. Najpopularniejsze jednak jest radio, mniej dekadenckie niż poranna telewizja, nieinwazyjne, podręczne. A jeśli jeszcze w radiu gościem jest poranny polityk wrogiej partii, ciśnienie wesoło skacze, wkurw
Pan Tadeusz
Kiedy pięć lat temu dzwoniłam do Tadeusza Konwickiego z prośbą o wypowiedź do tekstu, który przygotowywałam, byłam tak zdenerwowana, że aż się spociłam. Niektórzy chcieliby porozmawiać z prezydentem Obamą, inni z Madonną, dla mnie największym marzeniem była rozmowa z autorem „Małej Apokalipsy”. Po dłuższym czasie odebrał i wysapał do telefonu: „Jaka wypowiedź, proszę pani, ledwo tu doszedłem z zakupów i się zastanawiam, czy umrzeć w tej chwili, czy za jakiś czas”. To było pięć, sześć lat temu. Powiedział to z uśmiechem. Dał nam jeszcze tych
Pisz po mnie
Jest coś intymnego w czytaniu książki po kimś. Szczególnie jeśli ten ktoś śmiało podkreśla znaczące zdania lub sceny albo dopisuje coś na marginesie i z tyłu książki. Podkreślamy przecież różne rzeczy i na inne rzeczy zwracamy uwagę. Coś to o nas mówi, niewiele, ale zawsze coś – jak charakter pisma albo ubranie. Czasem cudze podkreślenia przeszkadzają, są jak niepotrzebne zbliżenia kamery. Taka ścieżka już wydeptana w śniegu w miejscu, gdzie mieliśmy być sami. Odbierają śmieszną
Tak naprawdę nie dzieje się nic
To się zaczęło od razu po Zaduszkach. W przejściach podziemnych rózgi i stroiki wyparły znicze. Na wystawach sklepów pojawił się sztuczny śnieg (na Ruskiej we Wrocławiu sztuczny śnieg leży między pączkami). Szyby pomazano białym sprejem w koślawe śnieżynki. Obławę przeżywały sklepy z badziewiem typu Wszystko za 5 zł, 101 Drobiazgów czy To i Owo. W marketach zapuścili „Last Christmas” i „All I Want For Christmas Is You”. Miasto przejęli kupujący i sprzedający w uścisku toksycznej miłości. Świąteczne stragany oferują
Wieża Babel
Kiedy w amerykańskim filmie bohaterowie doznają emocjonalnego wzmożenia, lądują na jakimś wzgórzu, by obejrzeć z samochodu migające w dole światła miasta. Widok jest piękny, ona się zachwyca i – uderzona pięknem krajobrazu – pozwala sobie skraść całusa lub dwa. A ja tradycyjnie zadaję sobie pytanie, czy musieli się wlec tak wysoko, żeby się pocałować. Dziwny topos kultury – te wycieczki na wzgórza w celach konsumpcyjnych. Zaraz jednak przypomina mi się słynny cytacik z „Przyczynku do krytyki ekonomii
Miasto dla ciebie
Każdy uczciwy hipochondryk wie, jak trudno przygotować się do podróży. Kiedy inni wrzucają do podręcznego bagażu spodnie i mydło, on musi znaleźć miejsce na nawilżacz do nosa, krople do oczu z witaminą C, maść rozgrzewającą, środek przeczyszczający i środek przeciwbiegunkowy, stosy saszetek i plastrów, a wreszcie poduszkę i piłeczkę ortopedyczną, specjalną gumę do ćwiczeń, aspirynę, rutinoscorbin i dalej w tym stylu. Wiem to dobrze. W dodatku styl podróży wykształcił mi się jeszcze w poprzednim systemie, biorę więc w torebkach jabłuszka, w pudełkach
Jesień w AŚ Katowice
Pewnego dnia przyszła paczka z Aresztu Śledczego w Katowicach. Było to porządnie zapakowane, owinięte brązową taśmą samoprzylepną pudełko, w środku zaś olbrzymi segregator z napisem: „VI Ogólnopolski Konkurs Poetycki im. J. Geneta”. Jean Genet był francuskim pisarzem i dramaturgiem, który zasłynął m.in. tym, że siedział w pierdlu. Kary dożywotniego więzienia uniknął jedynie dzięki wstawiennictwu Jeana Cocteau i Jeana-Paula Sartre’a – swoich zbuntowanych imienników. Nic dziwnego, że konkurs, który co roku ma finał w Areszcie Śledczym w Katowicach, obrał
Ten niezręczny moment, kiedy…
Od pewnego czasu niektóre gale wręczania nagród reżyserowane są „pod telewizję”. Oznacza to, że wszystko musi się odbyć bardzo sprawnie, zgodnie z ustalonym porządkiem, że do minimum trzeba ograniczyć spontaniczność. Wiadomo, że pod sceną nie może być pustych miejsc, przemowa zwycięzcy/laureata musi być krótka, prowadzący wieczór to zazwyczaj gwiazdy telewizji, a agencja PR-owska już tydzień wcześniej obdzwania nominowanych, pilnując, żeby przyjechali. Ponieważ bardzo ważny jest najazd kamery na ich twarze w tej jednej niepowtarzalnej chwili






