Wpisy od Jan Widacki
Państwo prawa w państwie „samych swoich”
Niedawno prokuratura, realizując umowę międzynarodową z Białorusią, przekazała temu państwu dane o stanie konta bywającego w Polsce białoruskiego opozycjonisty Alesia Bialackiego. Z oburzenia zatrzęsły się media, organizacje pozarządowe, partie polityczne od prawicy do lewicy, nawet premier, a na swoim Twitterze oburzył się sam Minister Spraw Zagranicznych! Jak można było przekazać takie dane Białorusi! Prokuraturze zarzucano bezduszność, bezmyślność, ba, wręcz głupotę i polityczną dywersję. Jeden dziennikarz nazwał nawet działanie
Telewizję publiczną racz nam zwrócić Panie…
Przez dwa tygodnie, nie mając możliwości oglądania polskiej telewizji, oglądałem CNN. Od naszych TVN 24 czy TVP Info CNN różni się znacznie. Pomijam już to, że ma korespondentów na całym świecie, a w każdym razie wszędzie tam, gdzie coś naprawdę ważnego się dzieje. Jesteśmy biedniejsi, więc i nasze telewizje są biedniejsze, to jasne. Ale różnice nie sprowadzają się jedynie do liczby korespondentów, a tym samym do zawartości serwisów informacyjnych. Przede wszystkim różnica polega na sposobie relacjonowania zdarzeń, a już szczególnie
O moim niekandydowaniu i lewicy
Poseł prof. Jan Widacki na Facebooku Wszystkich zainteresowanych uprzejmie informuję, że nie będę kandydował do Sejmu w jesiennych wyborach 2011 r. Jest to zgodne z moimi, wcześniej deklarowanymi, planami. Kilka miesięcy temu dostałem jednak z SLD propozycję startu z ich listy. Wyraziłem… zgodę, pod warunkiem że otrzymam pierwsze miejsce na liście SLD w Krakowie. Wstępnie moją propozycję na szczeblu centralnym zaakceptowano. Protestowało przeciw temu lokalne kierownictwo SLD w Krakowie, które na pierwsze miejsce typowało swego szefa Grzegorza Gondka.
W wakacyjnym tyglu
Wszystkie media piszą i mówią o mordercy z Norwegii. Specjalistami z zakresu kryminologii i psychiatrii sądowej są dziś nieprzebrane rzesze dziennikarzy i polityków, dotąd znanych raczej jako specjaliści w innych dziedzinach. To, co się stało w Oslo i na wysepce Utřya, jest poważnym ostrzeżeniem dla naszej cywilizacji, trzeba będzie do tego tematu wrócić, ale dopiero gdy opadną nieco emocje, a w mediach zamilknie bełkot pseudoznawców i pseudoekspertów. Szkoda, że komentując tę norweską tragedię, a w istocie tragedię całej zachodniej cywilizacji, publiczne media
Państwo (obchodzonego) prawa
Zgodnie z konstytucją Polska jest demokratycznym państwem prawa (dosłownie: „państwem prawnym”). Co to takiego „państwo prawa”? Ano państwo prawa to takie państwo, w którym wzajemne stosunki między organami władzy, a także stosunki między organami państwa a obywatelami i ich organizacjami określone są przez przepisy prawa. W dodatku prawa legalnie uchwalonego lub zaakceptowanego. Legalnie, to znaczy przez właściwy organ, działający z nadania (wyboru) suwerennego narodu, w uzgodnionym trybie. W państwie prawa sądy są niezawisłe, to znaczy niezależne od innych
Czy Senat może się stać Izbą Samorządową?
W polskiej tradycji parlament zawsze był dwuizbowy: składał się z Sejmu, czyli izby posłów, oraz z Senatu. Tak było w I Rzeczypospolitej, tak było i w drugiej. W PRL Senat zniesiono. Idea jego wskrzeszenia pojawiła się podczas obrad Okrągłego Stołu. Skoro w Sejmie, później zwanym kontraktowym, dla opozycji zarezerwowano tylko 35% mandatów, a prezydentem miał być przedstawiciel starej władzy, na pociechę opozycji dorzucono Senat, do którego wybory miały być całkowicie wolne. W Polsce było wówczas 49 województw,
Co by tu jeszcze komu obiecać?
W miarę jak zbliżają się wybory, pytanie to politycy stawiają sobie coraz częściej. Odpowiedzialna polityka polega na tym, by nie obiecywać rzeczy niemożliwych, nie rozbudzać populizmu, którego później nie sposób zatrzymać. Każda obietnica, nawet niespełniona, żyje potem swoim życiem. Żądanie jej spełnienia staje się czymś stałym, a niespełnienie – frustrującym. Przed laty pewien polityk PiS, który prawo studiował podobno lat 11 czy 12, a później ku swemu zdumieniu nie dostał się na aplikację, rzucił hasło
Kalisz – kłopot Platformy
Reakcja Donalda Tuska na projekt raportu komisji śledczej badającej okoliczności śmierci Barbary Blidy może dziwić. Na pierwszy rzut oka była ona po prostu głupkowata. Ani śmierć byłej posłanki, ani treść raportu przygotowanego przez przewodniczącego sejmowej komisji Ryszarda Kalisza naprawdę nie są dobrą okazją do publicznych żartów. Takie żarty, przy takiej okazji, w dodatku w wykonaniu premiera, muszą budzić niesmak. Prawdą jest, że taka konkluzja raportu, szczególnie wniosek o postawienie przed Trybunałem Stanu
PJN (Platforma Jest Najważniejsza!)
Uroczysty spęd kilkunastu tysięcy członków Platformy godnie czcił 10-lecie tej partii. Bohaterem zjazdu nie był jednak jeden z jej założycieli, Andrzej Olechowski (nie wiem, czy w ogóle był zaproszony), ani jej główny organizator Paweł Piskorski (wiem, że na pewno zaproszony nie był), ani jedna z niegdysiejszych gwiazd Jan Maria Rokita, który swą aktywnością w rywinowskiej komisji śledczej poprawiał zasadniczo wynik Platformy w sondażach. Niekwestionowaną bohaterką i gwiazdą zarazem stała się Joanna Kluzik-Rostkowska! W jej cieniu
Czy to jawa, czy sen?
Śniło mi się, że PiS wygrało wybory. Nie minął tydzień, a Dorota Kania już odwiedziła w więzieniu bandytę o pseudonimie „Broda”. Do więzienia weszła jak zwykle. Nikt tego nie odnotował w żadnej ewidencji. Miała to już wypraktykowane w mojej sprawie. Po tygodniu w „Rzeczpospolitej”, której naczelną Kania została w międzyczasie mianowana, ukazał się artykuł „Prokuratura prześwietla Drzewieckiego i Tuska”. W artykule dziennikarka opisuje wyznania „Brody”. Przed laty, ale na szczęście w okresie, który jeszcze nie jest objęty przedawnieniem, Drzewiecki kupował u „Brody” spore ilości narkotyków.







