Jerzy Domański
Ciemna strona piłkarskiego księżyca
Mieliśmy trafić na jasną stronę księżyca, a wracamy do grzesznej przeszłości. A wszystko za sprawą Leo Beenhakkera, który miał dokonać cudu, na który czekała piłkarska Polska, i poprowadzić naszych orłów do boju o medale. Trafił do reprezentacji w dobrym dla siebie momencie, gdy kibice umęczeni siermiężną polską szkołą trenerską czekali na śmiały ruch PZPN i zatrudnienie szkoleniowca z najwyższej półki. Wiarę w słuszność takiego działania potwierdzały sukcesy siatkarzy, którzy trenerów reprezentacji szukali i znaleźli wśród najlepszych na świecie. A że i dla PZPN reprezentacja
Kombatanci jako dekoracja
Po tym, jak obchodziliśmy 70. rocznicę napaści hitlerowskich Niemiec na Polskę, jednego tylko możemy być pewni. Mało kto z naszych polityków i dziennikarzy, a i historyków wziął sobie do serca słowa Cycerona, że historia jest nauczycielką życia. Czego bowiem nas ta rocznica nauczyła? Ci, którzy okropieństw wojny i okupacji doświadczyli na własnej skórze, wiedzą swoje i żadne propagandowe sztuczki tego nie zmienią. Nawet to, jak ich potraktowano przy okazji tej rocznicy. Przecież to oni mieli być bohaterami
Pamiętajmy o świadkach historii
Zmarnowaliśmy wielką szansę. I nie nadrobimy tego nawet najbardziej okazałymi uroczystościami 1 września. Spodziewałem się, że 70. rocznica wybuchu II wojny światowej, co wcale, jak piszemy w tym numerze, nie jest oczywiste dla większości świata, będzie w Polsce obchodzona w sposób szczególny. Bo to przecież ostatnia okrągła rocznica, gdy możemy coś ważnego powiedzieć świadkom historii. Naszym babciom i dziadkom, rodzicom czy sąsiadom. I usłyszeć ich prawdę o tych strasznych czasach. Generacja wojny nieuchronnie odchodzi i to, co możemy
Afganistan – mission impossible
Za widowiskowym sporem ważnego generała z ministrem obrony narodowej, choć toczy się on nad trumną oficera poległego w Afganistanie, kryje się walka o pieniądze. O wielkość budżetu na armię. No i oczywiście o to, kto będzie miał decydujący głos przy wydawaniu tych, możliwie największych środków. Wojskowi nigdy i nigdzie nie byli szczęśliwi, gdy trafiali pod cywilną kontrolę i ministrów w garniturach. Po co jednak ten system dojrzałe demokracje ustanowiły? Chociażby po to, by choć trochę więcej wiedzieć, co naprawdę się kryje za murami
Kto zapłaci za kryzys?
Liberałowie lubią powtarzać, że nie ma darmowych obiadów. Święta to prawda. Tam, gdzie rządzą liberałowie, nie ma chęci do żadnych form pomocy społecznej. Ale nie tylko to jest znakiem firmowym rodzimej prawicy. Jak tylko interesy zaczynają gorzej iść, szuka się winnych. Wszędzie, byle nie w środowiskach, które ją tradycyjnie popierają. A że jest kryzys, ktoś musi za jego skutki zapłacić. Kto? Ostatnie tygodnie pokazują, że wszystkie opowieści o potrzebie solidarności społecznej w obliczu coraz większych kłopotów gospodarczych są zwykłym pustosłowiem produkowanym na użytek
Już 500
Złośliwi mówią, że jest to jedyna stuprocentowo prawdziwa informacja w każdej gazecie. I to na całym świecie. Tyle że prawie nikt nie zwraca na nią uwagi. Numer kolejnego wydania interesuje wyłącznie wydawcę, kolporterów i statystyków prasy. Nawet w redakcjach mało kto wie, który to numer idzie właśnie w świat. Nie inaczej jest u nas. Nie byłoby więc tego tekstu, gdyby nie czujność sekretariatu redakcji, który kilka tygodni temu przypomniał, że zbliża się 500. numer „Przeglądu”. Dla gazet ukazujących się od dziesiątków lat to żadna
Parytety – tak, ale…
Czy kobiety w Polsce są uciskaną mniejszością, jak ogłosiły uczestniczki Kongresu Kobiet, albo może uciskaną większością, jak sądzi Katarzyna Piekarska? A jeśli tak, to czy dobrym lekarstwem na ten ucisk jest wprowadzenie parytetów, czyli gwarantowanych 50% miejsc dla kobiet na listach wyborczych i w gremiach decyzyjnych? Środowiska lewicowe i feministyczne widzą w parytecie i cudowne, ozdrowieńcze lekarstwo, i bardzo nośne hasło na sztandary. Tyle że przeciwko parytetom wypowiedziała się również duża grupa kobiet o silnej pozycji zawodowej i poglądach
Czy będzie lato bez TVP?
Lato mamy tak zwariowane, że czas można mierzyć przerwami między kolejnymi burzami. A narzekanie na pogodę stało się rytuałem i wręcz obowiązkiem towarzyskim. Co wcale nie znaczy, że wszyscy psioczą na tę sytuację. Bo cóż np. może robić coraz większa część społeczeństwa odwykła od czytania? Ogląda telewizję. Choćby po to, by się dowiedzieć, jaka będzie pogoda. Programom telewizyjnym przybyło więc widzów i to jest jedyna dobra wiadomość, która płynie z mediów publicznych. I pewnie na długo ostatnia. Dramatyczny protest bardzo dobrego i prawdziwie
PO w pułapce abonamentu
Gdyby ktoś po 20 latach ukrywania się wyszedł z lasu i zaczął oglądać telewizję, to pomyślałby, że niewiele się przez ten czas w Polsce zmieniło. Że nadal mamy PRL. Na jakąkolwiek bowiem stację telewizyjną by trafił, to zobaczy niekończące się powtórki filmów i seriali z lat 70. i 80. Paranoja jakaś czy coś głębszego? Dlaczego w kraju, w którym od wielu lat trwa zmasowane obrzydzanie wszystkiego, co było przed 1989 r., telewizje ciągle ratują się pokazywaniem tamtych hitów? Nie z sentymentu przecież. Walczą o widzów
Golusieńkie media publiczne
Nie ma darmowych obiadów. W kapitalizmie nie ma miejsca na sentymenty. Od kiedy zabrakło Kuronia, nie ma darmowych zupek. Są za to zakusy, by nawet uczniom zabrać szklankę mleka. Zabieranie to ulubiony sposób liberałów na rozwiązywanie problemów. Zabieranie albo prywatyzowanie wszystkiego, co się tylko da albo na czym można doraźnie zarobić. A od czasu kryzysu specjalizacją liberałów stało się branie publicznych pieniędzy na ratowanie prywatnych bankrutów. Klęska tej polityki i takich metod każe bardzo ostrożnie podchodzić do wszystkich propozycji liberałów. Zwłaszcza gdy dotyczą one tak delikatnych obszarów jak






