Jerzy Domański
Dlaczego Zaremba kłamie
Dziś będzie trochę prywaty. Opiszę Państwu, jak zostałem medialnym watażką. Będzie to trochę historia jak z tego dowcipu o człowieku, któremu wszystko kojarzyło się z d… Z taką tylko różnicą, że springerowski „Dziennik” nie uchodzi za pismo satyryczne, a jeśli już, to za gazetę często przekraczającą granice śmieszności. Zwłaszcza wtedy, gdy wiernie i gorliwie, ale mało rozumnie wspiera PiS. Tak im te bliskie związki z partią braci zamuliły głowy, że w „Dzienniku” wszystko kojarzy się z tą przeklętą, diaboliczną lewicą, która nieustannie na nich dybie. Chorzy
Ziemia na lewo we mgle
Łatwiej dziś przewidzieć, co będzie ze służbą zdrowia, niż opisać sytuację po lewej stronie sceny politycznej. Ziemia na lewo spowita jest mgłą, z której od czasu do czasu dobiega huk petard. Dużo huku, ale efekt mały. Co się z tego urodzi, nie wie nikt. A wielu chciałoby nie tylko wiedzieć, ale wręcz czeka na sensowne projekty polityczne. Kilka milionów ludzi czeka na to od paru lat. Przynajmniej od połowy kadencji rządu Millera. Czeka bezskutecznie. I to jest pierwszy problem polskiej lewicy. Rażące
Kto się boi Ćwiąkalskiego
Pokaż mi wrogów, a powiem Ci, ile jesteś wart. Ta maksyma jak ulał pasuje do prof. Zbigniewa Ćwiąkalskiego, nowego ministra sprawiedliwości. Człowieka najzacieklej atakowanego przez PiS. Dla pretorianów PiS z „Dziennika” i „Rzeczpospolitej” jest oczywiste, że premier Tusk musi go odwołać. Tak oczywiste, że nie pytają, czy go odwoła, tylko kiedy? Przebierając nóżkami do wyeliminowania Ćwiąkalskiego, pokazują, jak bardzo ten krakowski profesor ich uwiera i jak bardzo jest niebezpieczny dla kadrowej kamaryli zbudowanej przez Ziobrę. Wiedzą, kogo i dlaczego chcą
Chwilo trwaj!
Za nami długie świętowanie i oby tylko teraz nie było jak w dowcipie: z długich świąt pamiętam tylko długi. O świętach nie da nam też zapomnieć Poczta Polska, która ma jeszcze u siebie wiele listów i paczek z prezentami. Trafią do adresatów już w Nowym Roku. To taka nowa polska tradycja. Nieważne, jak wcześnie wyślesz list, bo i tak dotrze po czasie. Kalendarz sprzyjał rodzinnym i towarzyskim kontaktom i kto nie kiep, tej szansy nie zmarnował. W kraju było wyraźnie spokojniej. Ubyło awantur, frustracji i hipokryzji. Przybyło
Rok niespodzianek
Kończy się rok, który przyniósł Polakom parę bardzo przyjemnych prezentów. Przede wszystkim dość niespodziewaną zmianę władzy. Nawet ci, co byli w opozycji, uważali, że przed nami jeszcze wiele lat potyczek z obozem braci Kaczyńskich. Potyczki czy nawet bitwy z nimi wpisane są ciągle w kalendarz polityczny. Ale władzę póki co stracili. Piszę w trybie warunkowym, bo jeśli obecna koalicja rozminie się z oczekiwaniami wyborców, to zapłaci taką samą cenę jak PiS, Samoobrona i LPR. Ale przed świętami zostawmy te strachy.
Satrapa i trzech reformatorów
Partia Kaczyńskiego nie daje o sobie zapomnieć. PiS, niezależnie od tego, czy rządzi, czy jest w opozycji, ma identyczną metodę działania. Totalna konfrontacja. Agresywny atak non stop na wszystkich i wszystko, co staje na drodze do państwa rządzonego wszechmocnie, nawet nie przez Prawo i Sprawiedliwość, ale najwyższe, nigdy nieomylne kierownictwo. I to kierownictwo jedno-, góra dwuosobowe. Przez ostatnie tygodnie PiS-owskie media zafundowały nam szmirowate widowisko o dobrych i szlachetnych wiceprezesach PiS, którzy zbuntowali się przeciwko strasznemu despocie Kaczyńskiemu. Trzej świeżej daty
Straszna nieznana karta
Nagle, dla większości społeczeństwa całkiem niespodziewanie, zaczęła się gorąca polityczna debata wokół Karty Praw Podstawowych. O karcie zaczęli się wypowiadać w sposób całkowicie odmienny najważniejsi gracze polityczni. Temperaturę emocji mocno podniosło też twarde weto polskich biskupów. O co więc chodzi w tym sporze? Kartę mało kto w Polsce czytał i niewielu zna genezę jej powstania. Co zupełnie nie przeszkadza politykom związanym z byłym rządem Kaczyńskiego i PiS krytykować ją i straszyć społeczeństwo konsekwencjami, jakie
Media publiczne do raportu
Jest spokojniej i normalniej. Ale to tylko pozory. Na zapleczu toczy się bezpardonowa przepychanka o uratowanie jak największej części z PiS-owskiego desantu. Lobbują za tym szczególnie gorliwie PiS-owskie media. Już bez kamuflażu, za to coraz agresywniej i bezczelniej. Okazuje się, że wśród beznadziejnie marnych mianowańców pogonionej władzy jest cała masa wybitnych menedżerów i fachowców, których trzeba zostawić. Nawet tak zacietrzewiony PiS-owiec jak Mariusz Kamiński, szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego, okazuje się dla niedowidzącego komentatora „Rzeczpospolitej” modelowym bezpartyjnym
Po owocach ich poznamy!
To, co przyjemne, rząd Donalda Tuska ma już za sobą. Paradoks? Nie! To po prostu realna ocena położenia, z którego rząd PO-PSL startuje. Po wygranych wyborach sam Tusk i Platforma Obywatelska mają wielki handicap w postaci ogromnego kredytu zaufania i równie wielkiej nadziei na przywrócenie w życiu politycznym normalności i standardów demokratycznych. Tyle że, jak to w Polsce bywa, gdy jedni się cieszą i klaszczą nowemu rządowi, drudzy wręcz odwrotnie. Ci drudzy to nie byle kto. PiS ma za sobą poparcie pięciu
Niby-informacje niby-dziennikarzy
Kiedy czytam w tak osobliwych gazetach jak choćby Springerowski „Dziennik” doniesienia o nieuchronnym rozpadzie LiD, to zastanawiam się, czego jest tu więcej. Ignorancji czy bezczelności? Wychodzi na to, że i jednego, i drugiego. Takie odnoszę wrażenie z lektury kolejnych tekstów „Dziennika”. Precyzyjniejsze byłoby zresztą inne słowo. Nie tekst, ale „niby-informacja” o kimś z listy wrogów PiS. Czytam takie coś i widzę siedzącego przy komputerze ignoranta o wyjątkowo złej woli. Ignoranta, który z hucpiarskim zadęciem wali cepem. I tak mu ten cep jakoś







