Jerzy Domański
Czarne jest czarne
„Nikt nam nie wmówi, że białe jest białe, a czarne jest czarne”. To słowa premiera Kaczyńskiego z sejmowego exposé. Wówczas ten lapsus mógł się wydawać zabawnym przejęzyczeniem. Reakcja Kaczyńskiego na nagranie korupcyjnych ofert Lipińskiego i Mojzesowicza pokazuje, że to nie była zwykła wpadka językowa. Kaczyński tak naprawdę myśli. Nie żeby nie rozróżniał kolorów. On po prostu wierzy, że żaden układ mu nie wmówi, że czarne jest czarne. Stąd tak zadziwiająca reakcja na aferę z przekupywaniem posłów Samoobrony. Na nienormalne i niemoralne zachowanie najbliższych współpracowników. Jeżeli
Łapanka do koalicji
I znowu Polacy trochę się dowiedzieli o klasie klasy od roku nam panującej. Jak się nazywa ktoś, kto nie da się PiS-owi oszukać i sprowadzić do giertychopodobnej maskotki? Warchoł! Dokładnie 30 lat po Radomiu i Ursusie do łask wróciło to staropolskie słowo, jakim ówczesna władza wyzwała strajkujących robotników. Tamtym warchołom historia przyznała rację i wygląda na to, że dzisiejszy warchoł też nie jest bez szans. Bo kim dla tegoż warchoła jest premier RP? Chamem. Po trzykroć chamem.
I śmiesznie, i groźnie
I śmiesznie, i groźnie. A może precyzyjniej: groźnie i śmiesznie. Tak można opisać sytuację w Polsce wrześniowej. Po premierze, którego niewdzięczny naród ochrzcił szyderczym mianem Obiecankiewicza, przyszedł premier, którego mottem jest „Ja wam pokażę” albo „Zrobię z wami porządek”. A ten premier, jak piszą wierni mu apologeci z mediów PiS-owskich, nie żartuje. Ludziom, którzy spędzają tyle czasu w partyjnych przedpokojach, trzeba wierzyć. Premierowski brak poczucia humoru rzuca się zresztą w oczy. Przez kilkanaście lat media prześcigały się w dowodzeniu,
Klucz w rękach Tuska
Ani się nie obejrzeliśmy, jak zdyscyplinowana niczym pruskie wojsko armia Prawa i Sprawiedliwości, prowadzona przez człowieka nieznoszącego najmniejszego nawet sprzeciwu, dokonała w Polsce prawdziwego podboju. I spustoszenia wielu z tych obszarów, które po 1989 r. z takim trudem odzyskano dla demokracji i budowy społeczeństwa obywatelskiego. Traktując Polskę jak kolonię, którą trzeba zdobyć i ucywilizować na własną modłę, PiS spełnia swoją przedwyborczą zapowiedź, w którą mało kto wówczas wierzył, że ta formacja jeńców nie bierze. O tym,
Budzi się Polska Kuronia
Paszkwilancki tekst „Kuroń prowadził negocjacje z SB” opublikowany przez „Życie Warszawy” zmusza każdego dorosłego Polaka do reakcji. Trudno będzie teraz powiedzieć: „A mnie to wszystko nie dotyczy”. Dotyczy, dotyczy jak najbardziej, bo władza nie daje nam dziś wyboru. Albo, człowieku, jesteś z PiS w walce z najrozmaitszymi wrogami, a kto jest wrogiem, to władza ci za każdym razem dokładnie powie, albo jesteś byłym agentem, kryptokomunistą, zboczeńcem itp. A skoro tak, to zrobimy z tobą porządek. Tak jak z Kuroniem. Co może
Polityczne piranie
Ludzie PiS mając już prawie wszystko, każdego dnia zdobywają dla siebie więcej i więcej. Czego jak czego, ale apetytu aktywistom tej partii nie brakuje. Z żarłocznością piranii pożerają kolejne ofiary, i to często dużo potężniejsze od siebie. I ciągle im mało. A lista instytucji i zatrudnionych w nich ludzi, które czeka ten smutny los, jest długa. Bardzo długa. Na dodatek na miejsce zjedzonego wskakuje następny i potem kolejny. Ta metoda może być stosowana z powodzeniem bez końca. Zwłaszcza jeśli
Fałszerze historii
Europa jeszcze odpoczywa. Trwają urlopy, a życie toczy się leniwie i spokojnie. Zostali tylko dyżurni politycy, ale nimi nikt się tam nie przejmuje. Nie to co u nas. Nie ma dnia bez huku zarzutów. Bez ujawnienia nowego agenta i bez widowiskowego aresztowania z udziałem wybranych dziennikarzy telewizyjnych. Nawet po krótkim wyjeździe za granicę zderzenie z polskimi realiami jest przygnębiające. Szokujący był widok prezydenta RP odsłaniającego pomnik Józefa Kurasia „Ognia”. O ofiarach zamordowanych przez „Ognia” i reakcji Podhalan na pomnik pisze z Zakopanego Stanisław Kałamacki.
Aferzyści w sporcie i polityce
Zapał, z jakim politycy PiS i LPR walczą o odnowę moralną polskiej piłki, byłby godny uznania, gdyby nie okoliczności towarzyszące tym dzielnym bojownikom. Wiarygodność pogromców PZPN mocno osłabiają ich dotychczasowa działalność i nieskrywana osobista interesowność. PiS od początku nie miało pomysłu na sport. Nie ma też w swoich szeregach zbyt wielu ludzi z autentycznymi osiągnięciami zawodniczymi czy trenerskimi. A zachowanie po zwycięskich wyborach jeszcze te problemy pogłębiło. Jakiż zespół ekspertów i działaczy może zgromadzić wokół siebie ktoś taki
Giertych – twarz rządu
Niedawno PiS odzyskało władzę nad Ministerstwem Spraw Zagranicznych. Efekty widzimy każdego dnia. Czarne dni polskiej oświaty zaczęły się wcześniej, bo już 5 maja. Od nominacji Romana Giertycha na ministra edukacji. To, że nie ma on żadnych kwalifikacji, by pełnić tę funkcję, było oczywiste od początku. Po 80 dniach na urzędzie Giertych więcej zrobił dla integracji środowisk protestujących przeciwko rządom prawicy niż opozycja razem wzięta. Dowiódł, że jest całkowitym nieporozumieniem kadrowym. Czerwoną latarnią w rządzie, o którym spokojnie
Naród nie nadąża za premierem
Tak musiało się stać. Premier Marcinkiewicz był tylko marionetką albo, jak kto woli, kukiełką w ręku Jarosława Kaczyńskiego. Miał szansę trwać na tej posadzie, tylko gdyby doszło do koalicji z PO albo jako bezpłciowy aparatczyk, niczym się niewyróżniający. Trudny do zapamiętania i nikomu niezagrażający. A że nie doszło do PO-PiS-u i na dodatek premier talentem aktorskim przerósł wszystkich konkurentów, to jego los był przesądzony. Marcinkiewicz, którego nawet we własnym obozie politycznym coraz częściej nazywano Obiecankiewiczem, odszedł z zaciśniętymi zębami i będzie czekał na swoją szansę.






