Ludwik Stomma
Głupota
Czytam w „Le Monde” (27 lipca 2016) wypowiedź Ronalda S. Laudera, przewodniczącego Światowego Kongresu Żydów: „Jest rzeczą niebezpieczną, że władze polskie powracają do czasów dezinformacji”. Obok sążnisty artykuł ukazujący nadwiślański antysemityzm na przykładzie wypowiedzi pana Jarosława Szarka z IPN i minister Anny Zalewskiej. Chociaż właściwie nie chodzi tu o antysemityzm. Tematem jest przede wszystkim głupota. Bezbrzeżna, ciemna głupota. Jej przykłady rosną dookoła jak grzyby po deszczu (przepraszam – po „lepszej zmianie”).
Marcel – w setną rocznicę urodzin
W latach 1948-1949 tych dwoje tylko uchodzić mogło za najsławniejszych i najpopularniejszych we Francji. On – Marcel Cerdan, bokser – urodził się w Sidi-Bel-Abbès, w Algierii będącej wówczas departamentem Francji, 22 lipca 1916 r., siedem miesięcy po niej. Ona – Édith Piaf (w rzeczywistości Édith Giovanna Gassion), piosenkarka, dziecko paryskiego Belleville, z pochodzenia Kabylka – przeżyła go o lat 14. Poznali się w Nowym Jorku 7 lipca 1946 r. On nudził się na przyjęciu wydanym przez działaczy po jego półsparingowym
BHL
Są dwa rodzaje filozofów: jedni nic nie wiedzą, drudzy nie wiedzą nawet tego. Fernando Savater, filozof hiszpański Każde dziecko we Francji wie, a przynajmniej wiedzieć powinno, co znaczy BHL: Bernard-Henri Lévy. Jest to filozof, historyk, politolog, judaista, historyk sztuki, literaturoznawca, reżyser filmowy… Wszelkich jego specjalności, a w każdej jest jeszcze wybitniejszy niż w pozostałych, nie wyliczę, bo chciałbym mieć jednak trochę miejsca na felieton. Zaczyna w wieku 25 lat jako znawca Bangladeszu – nie jakieś
Powstanie nadbajkalskie
Cóż robić zesłańcowi w mroźne, syberyjskie, zimowe i wiosenne wieczory, jeśli nie dumać o oporze i wolności? Zima wasza, lato nasze. Projekt projektem pogania. Wreszcie cieszący się znacznym mirem wśród Polaków zamieszkujących północne wybrzeża Bajkału Gustaw Szaramowicz 9 lipca 1866 r. rano zdobywa się na krok stanowczy. Jak wspomina Piotr Deręgowski, naoczny świadek wydarzeń: „Rozbraja miejscowy konwój (paru żołnierzy eskortujących wozy z żywnością – L.S.), zabiera broń, jaka
Lekcja z bitwy pod Mątwami
350 lat temu, 13 lipca 1666 r., starły się pod Mątwami oddziały królewskie Jana Kazimierza, mającego za doradców hetmana polnego koronnego Jana Sobieskiego i hetmana polnego litewskiego Michała Kazimierza Paca, z rokoszanami Jerzego Sebastiana Lubomirskiego. Wrogie wojska oddzielały prócz samej, płytkiej tutaj Noteci, jej szerokie na ćwierć mili rozlewiska i przyrzeczne bagna. Wiódł przez nie bród w kierunku położonej na pagórkach wsi Tupadły. Zajeżdżony chłopskimi wozami był miejscami tak wąski, że mogli iść
Słuchajcie Sofii
Sporo lat temu wracałem pociągiem z konferencji w Tuluzie do Paryża. Byłem zmęczony, niewyspany, a więc w złym humorze. Ledwo wszedłem do przedziału i rozgościłem się jako tako, zasiadła przede mną zażywna paniusia. Była z gatunku tych – od razu to się poznaje – którzy chętnie nawiązują znajomości i lubią sobie pogadać przez długą i nudną drogę. A właśnie na coś takiego nie miałem akurat najmniejszej ochoty. Czym prędzej wyjąłem więc książkę, podniosłem ją tak, że zasłaniała mi niemal całą twarz, i udawałem,
Demokratyczne igraszki
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że do decydującej walki o fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych stanie zidiociały multimilioner, parafaszysta Donald Trump. Nie ma w tym niczego nagannego, gdyż wyniosły go na szczyty nieskazitelnie demokratyczne prawybory. Z owego przykładu prawyborów skorzystała już Polska, ale nie tylko my małpujemy wszystko, co przychodzi zza oceanu, taka Francja również. Na czym rzecz polega? Otóż w szeregach każdej liczącej się partii jest przynajmniej kilku, jeśli nie kilkunastu, chętnych do zasiadania na najwyższym stołku. Członkowie odpowiedniej partii
Barbarzyństwo
Pisałem przed laty w „Polityce”, jak kiedyś w Zaporożu, pod ogromnym i kiczowatym pomnikiem obrońców miasta (żołnierz ze wzniesioną pepeszą i wyrastającymi z jego prawego boku groteskowymi skrzydłami) spotkałem pooranego zmarszczkami, podpierającego się laską dziadka, który widząc moje dżinsy i koszulkę z napisem „Je t’aime Paris”, bez trudności wywąchał cudzoziemca. – A wy skąd? – Z Polski. – Z Polski, mówicie, a znacie taki gorod Jasło? – Jakże mógłbym nie znać, moja żona tam się urodziła. Siedział chwilę cicho,
Gonienie w piętkę
Jak wyjaśnia Witold Doroszewski, powiedzenie „gonić w piętkę” wywodzi się ze slangu łowieckiego. Chodzi o psa, który niby goni po śladzie, ale wstecz, pod trop. „Stąd ogólnie: gonić w piętkę – tracić rozum, głupieć”. Zgadzając się w całości z uogólnieniem na pierwszym piętrze, zachwyciłem się jednak przede wszystkim parterem metafory. Oto ktoś, kto mógłby powiedzieć coś nowego, cofa się w zamierzchłe czasy i wydobywa szpargały dawno już ośmieszone i negatywnie zweryfikowane. Nie mogłem się oprzeć
Encyklopedia katolicka
Doszedł do mnie właśnie 20. i ostatni tom „Encyklopedii katolickiej”, opracowywanej przez zespół leksykografów Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Wielkie to dzieło, a i zamiar był ambitny. Wśród not biograficznych pojawiają się też takie postacie, które z katolicyzmem nie miały nic wspólnego, ale egzegetycznie da się ewentualnie zdefiniować ich stosunek do rzymskiej religii. Nie ma takiego miasteczka, nie ma kościółka, które uszłyby uwagi redaktorów. I bardzo dobrze. Istny to skarb informacyjny. Pierwszy tom encyklopedii ukazał się w 1973 r., ostatni







