Tomasz Jastrun
Karmieni cierpieniem
Wracając z zamku Kliczków, spędzam dwa dni we Wrocławiu. Cały czas z rodziną, więc trochę przyjemności, a wiele stresów. Dzieci trudne, a żona ma krótki lont, czyli szybko traci cierpliwość. Antoś kinoman zamarzył sobie kino VIP, bodaj jedyne takie w Polsce, Franio z kolei musi być w zoo, też jedyne takie w Polsce. Dzieci współczesne, wychowywane w duchu przyzwolenia na wszystko, są pewne, że wszystko im się należy. A ich marzenia przeradzają się od razu w obsesję. Zostawiamy dwójkę
Na granicy
Cały czas wisi groza powrotu zarazy. Nie wyobrażam sobie, by moje dzieci ponownie nie chodziły do szkoły. Niemal wszyscy mamy dosyć i będziemy się buntować, jeśli jesienią znowu zostanie wprowadzona kwarantanna. A szczepienia? Jestem za kombinacją zachęt i przymusu. Na pewno są grupy społeczne, które powinny być przymusowo szczepione, choćby lekarze i nauczyciele. Podobnie jak we Francji ci, którzy nie mają świadectwa szczepienia, powinni mieć zakaz wstępu tam, gdzie ludzie lubią wstępować. Mamy znajomych antyszczepionkowców.
Kaputt
Dobre określenie Andrzeja Stankiewicza: „Oni nie chcą wyprowadzić Polski z Unii, ale Unię z Polski”. To drugie prędzej czy później zagwarantuje to pierwsze. Kiedy sześć lat temu, dzień po wygranej PiS w wyborach parlamentarnych, powiedziałem w telewizji, że PiS wyprowadzi nas z Unii, zostałem wyśmiany przez uczestników programu. Czy byłem pesymistą? Lubię dowcip: w Polsce pesymista to optymista, ale dobrze poinformowany. Zresztą przez kilkanaście lat mojego pisania felietonów, jeszcze w paryskiej „Kulturze”, byłem ostro krytykowany za pesymizm wobec Polski, a Gedroyc nawet
Ugruntowanie cnót niewieścich
Patrzę na mgr Julię Przyłębską, jak nieporadnie poprawia na głowie czarną sędziowską czapeczkę, patrzę na Piotrowicza, który zdaje się karykaturą wyciętą ostrymi nożyczkami z jakiegoś szmatławca – co za upadek, to takie upiory decydują, czy Polska będzie w Europie. Jeśli TK wyda orzeczenie zgodne z intencją premiera, że istnieje prymat polskiej konstytucji nad europejską, to żegnaj, Europo, ze swoją kulturą, z pieniędzmi, z otwartymi granicami. * Zamach na TVN. Ta telewizja jest jak odtrutka na jad kiełbasiany, którym zatruwa nas PiS. A pisowcy
Tłuste koty
Powrót do Warszawy z Pojezierza Suwalskiego w ulewnym deszczu, a w domu nie ma wody. Taki bolesny paradoks. Ogród oszalał, dzikie wino próbuje zjeść nasz dom. * U fryzjerki. Gdy zakończyło się strzyżenie, ujrzałem nagle siebie w lustrze i ogarnęło mnie przerażenie, bo zdawało mi się, że stałem się trochę podobny do Kaczyńskiego. Okrągłe oblicze pana po siedemdziesiątce, jakieś ogólne krągłości, siwe włosy, na starość wszyscy jakoś stajemy się do siebie podobni, by w końcu upodobnić się ostatecznie. * Tusk
Na Kresach
Minister Przemysław Czarnek dwoi się i troi, by przerobić polską szkołę na katolicką, patriotyczną, narodową, czystą moralnie, wolną od seksu. Niewiele tu zwojuje. Opór stawi ciało pedagogiczne, z natury tego zawodu bardzo oporne. A dzieci coraz więcej wiedzy i niewiedzy czerpią nie ze szkoły, ale z mediów elektronicznych. Świat stoi przed dziećmi otworem, nikt im go już nie zamknie. * Kolega, mechanik samochodowy, przerażony chamską debatą w Sejmie, śle mi słowa wybitnego malarza Wilhelma Sasnala: „Nie boję się
Stan idealny
Słuchałem i oglądałem, jak Lidia Staroń, pisowska kandydatka na rzecznika praw obywatelskich, zachęcała w Senacie, by na nią głosować – długa, nudna, niemądra i źle wygłoszona mowa. Przekonywała nieporadnie, że jest niezależna. Do tego nie trzeba przekonywać, jest się albo się nie jest. Potem były pytania senatorów. Dawno nie widziałem takiego spektaklu. Bredziła jak Piekarski na mękach. I wydawało się, że zaraz się rozpłacze. Oglądałem to przez niemal godzinę zatrwożony, zniesmaczony i rozbawiony zarazem. I pomyśleć, że polski Sejm przegłosował
Miniaturki
Składam opowiadania do książki. „Bilet do nieistnienia”. Są małe, malutkie, to miniaturki. Męczę się okrutnie, gdyż brakuje mi pomysłów. A każde opowiadanie to nowy pomysł. Sięgam do swojej przeszłości, by się przekonać, że wyjadłem już ją prawie do dna. Piekielnie trudno pisać takie miniaturki, im krócej, tym trudniej, ale nawet dłuższe opowiadanie jest trudnym gatunkiem literackim, ponieważ wszystkie problemy konstrukcyjne gromadzą się na małej przestrzeni. Na dodatek opowiadanie powinno mieć puentę. Najmniejsze moje opowiadanie, „Nauka latania”, jest tak małe,
Głupota i podłość roku
Do Konstancina po raz pierwszy jadę nowym mostem Południowym i niedawno oddaną do użytku autostradą, która na razie kończy się w Wilanowie. Już blisko Konstancina widzimy łosia, który łazi sobie w pobliżu zabudowań. Mam takie wspomnienie z dzieciństwa. Ojciec poruszony odchodzi od telefonu, dzwoniła redaktorka, że w wyborze wierszy przygotowywanym w wydawnictwie jest w utworze zdanie: „Łoś, który już w lasach naszych nie żyje”. A łosie, co prawda przetrzebione przez wojnę, żyły jednak. Ojciec zdawał się bardzo strapiony, że musi przerabiać wiersz.
Wstydliwa choroba
Nie żyje prof. Henryk Samsonowicz, wybitny historyk. Dożył sędziwego wieku. Pamiętam go ze Sztokholmu, jak wiozłem go na lotnisko Arlanda, był bodaj rok 1995. Rozmawialiśmy w samochodzie o polskiej tolerancji w dawnych wiekach. Powiedział: „Polska była skazana na tolerancję, tak różnorodna etnicznie rozpadłaby się, gdyby nie była tolerancyjna”. Sam teraz dopowiadam: tolerancja skończyła się po spustoszeniu Polski przez Szwedów. Zaczął się wielki strach. Strach i niepokój rodzą nietolerancję. * W poprzednim felietonie kpiłem z Jadwigi Staniszkis, że mówi głupstwa






