Na granicy

Na granicy

Cały czas wisi groza powrotu zarazy. Nie wyobrażam sobie, by moje dzieci ponownie nie chodziły do szkoły. Niemal wszyscy mamy dosyć i będziemy się buntować, jeśli jesienią znowu zostanie wprowadzona kwarantanna. A szczepienia? Jestem za kombinacją zachęt i przymusu. Na pewno są grupy społeczne, które powinny być przymusowo szczepione, choćby lekarze i nauczyciele. Podobnie jak we Francji ci, którzy nie mają świadectwa szczepienia, powinni mieć zakaz wstępu tam, gdzie ludzie lubią wstępować. Mamy znajomych antyszczepionkowców. Bzdury, jakie opowiadają, nie mieszczą się w głowie, a przecież nie zawsze to są kretyni. Ileż irracjonalności wokół na przekór niebywałym osiągnięciom nauki, do których, jak widać, ludzkość nie dorosła.

Drugi złowrogi cień wiszący nad nami to groźba zamordowania TVN przez PiS. Ta telewizja częściowo spełnia funkcję Wolnej Europy w czasach komunistycznych, działa jak odtrutka na reżimową propagandę. To, że wokół ustawy drepce Marek Suski, pisowski „intelektualista” o obliczu błazna, dodaje całej tej mrocznej aferze groteskowej pikanterii. Telewizja to kolejny front, który PiS otwiera. Hitler przegrał wojnę, bo w swoim szaleństwie wymyślił sobie wojnę na dwa fronty. Nikt nie był w stanie go od tego odwieść, wszyscy śmiertelnie bali się jego psychozy. Podobnie jest z Kaczyńskim. Jak szaleniec otwiera kolejne fronty: Unia Europejska, Stany Zjednoczone i TVN, sądy, edukacja, Najwyższa Izba Kontroli. Tego nie da się wygrać. Pozostało już tylko stworzenie warunków do sfałszowania wyborów. To jednak zadanie karkołomne. A jeśli przegrają wybory, dadzą nowej władzy bardzo wiele władzy, która będzie użyta przeciwko nim samym.

*

Ciekawym zjawiskiem jest śmierć gadanego dowcipu politycznego, a są dobre warunki, by się mnożył. Umiarkowane państwo policyjne to idealny klimat dla niego. Dlaczego więc go nie ma? Winny jest internet. Dowcip gadany został zastąpiony przez memy, dowcipy obrazkowe powielane w sieci. Dawne dowcipy rodziły się w tajemniczych okolicznościach i podobnie mnożyły, zdawało się, że nikt ich nie wymyśla, że są jak żywe istoty, które powstają same z siebie. Memy są o wiele bardziej autorskie, niemal każdy może spróbować sił w ich produkcji. Kpina jest czasami jedyną bronią słabych i przegranych. Jesteśmy przegrani, ale nie słabi. Poczucie humoru, ironia bardzo krzepią.

*

Kilka godzin jazdy samochodem, podróż bezbolesna, bo autostradami i trasą szybkiego ruchu, i jesteśmy w zamku Kliczków, za Wrocławiem, blisko Bolesławca. Zamek ma ciekawą historię, trochę piastowską, a potem niemiecką, obiekt bardzo okazały. Po wojnie popadł w nędzę i ruinę. Teraz pięknie odnowiony, ale wypatroszony z dzieł sztuki, którymi słynął. Od 20 lat jest tu hotel, niemal 200 pokoi, wiele sal konferencyjnych. Spędzimy tu kilka dni. Hotel jest czterogwiazdkowy, ale to pewna przesada, ktoś był hojny w przydziale gwiazdek. Wieczorem byłem na basenie z dziećmi, plus sauna, trochę odmłodniałem, chociaż jak patrzę na siebie nagiego w lustrze, to czuję zdumienie i zażenowanie. Na dodatek Antoś, który tak długo nie mógł nauczyć się pływać, teraz, kiedy ścigamy się stylem klasycznym, znacznie mnie wyprzedza, a zawsze zdawało mi się, że dobrze pływam.

*

Polski Zgorzelec i niemieckie Görlitz, jedno miasto rozrąbane na pół siekierą historii, z tym że polska połówka to były przedmieścia, Niemcom przypadła przepiękna starówka. Görlitz jest jednym z niewielu niemieckich miast tej wielkości, które nie zostały zniszczone podczas ostatniej wojny, dlatego ma niezaburzony układ przestrzenny i zabytki ze wszystkich epok historycznych. W latach 1995-2016 anonimowy darczyńca przekazał ponad 10 mln euro na potrzeby miasta. Z tych środków wyremontowano dwie trzecie kamienic starego miasta. Mógłby w ramach rekompensaty za zbrodnie wojenne przeznaczyć taką samą sumę na polską część. Görlitz to jedno z najpiękniejszych miast, jakie widziałem. Byliśmy tu już dwa razy, a nadal nie mogę się nim nacieszyć. Najpiękniejszy widok jednak z polskiego brzegu Nysy, gdy siedzi się w restauracji nad brzegiem rzeki z widokiem na wzgórze, na którym stoi katedra. Mam wrażenie, że wdycham ten krajobraz całym sobą. W niemieckich kawiarniach i restauracjach polscy kelnerzy, wszyscy krzątają się jakby podwójnie, kto wie, jak długo jeszcze lokale będą otwarte. Część zamknięto, umarły, nie przetrwały kwarantanny. Stoję na kładce, która łączy dwa kraje, na samym jej środku, więc na niewidocznej granicy, i myślę, czy ci paranoicy spowodują, że znowu w tym miejscu będą zasieki.

t.jastrun@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 32/2021

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy