Cham chamem

Cham chamem

Zakłócenie wykładu Zygmunta Baumana na Uniwersytecie Wrocławskim to kolejny wyczyn naszych bojówkarzy „narodowych”. Władysław Bartoszewski nazwał ich „motłochem”, z czym oczywiście trudno się nie zgodzić, ale co jednocześnie niczego nie wyjaśnia. Dla mnie są to raczej ogłupiałe mięśniaki, kompletnie zagubione w trudnej rzeczywistości. Zacznijmy od „ideologii”. We Wrocławiu skandowali oni przede wszystkim, że „na drzewach zamiast liści mają wisieć komuniści”. Można to rozważać w kategoriach ad personam albo generalnych. Jeżeli chodzi o osobę Baumana, to adres zupełnie chybiony. Komuniści (jeżeli już chcemy ich tak zgoła nieprecyzyjnie nazywać) usunęli Baumana z Uniwersytetu Warszawskiego jako rewizjonistę, zdrajcę, czyli właśnie antykomunistę, i zmusili do emigracji 45 lat temu. Pogromcy czerwonki winni mu więc raczej hołd składać, niż go znieważać. To by jednak wymagało minimalnej świadomości, przeciw komu się wrzeszczy i dlaczego. Teraz w kategoriach generalnych. Podniecone mięśniaki rozrabiające na Uniwersytecie Wrocławskim miały tak, na oko, po dwadzieścia – dwadzieścia kilka lat. W czasach PRL, jeżeli w ogóle byli na świecie, to moczyli pieluszki i ssali smoczki. Komunisty nie widzieli na oczy. Dzisiaj zresztą łatwiej już w ojczyźnie znaleźć cyklistę, Żyda, masona (jestem do usług) niż złowrogiego komunistę. Tutaj jednak ma nasz „narodowiec” wytłumaczenie. Wychowany został przez IPN (Instytut Propagowania Nienawiści), więc odczepcie się od niego. IPN to w końcu instytucja państwowa i przez władze Rzeczypospolitej, z naszych pieniędzy, sowicie opłacana. Wychowanie w nienawiści nienawiścią obradza. Na cóż się tutaj oburzać. Chcieliście Polski, to ją macie, skumbrie w tomacie.
Przywódca „narodowców” chwali się, że są oni antyeuropejscy. Jest w tym chęć wpisania się w nieistniejącą, skrajnie prawicową międzynarodówkę. Rzeczywiście antyunijne są partie z konserwatywnego bieguna w Anglii, Francji, Niemczech. Antyeuropejskość Marine Le Pen z francuskiego Front National jest logiczną konsekwencją przyjętej przez jej partię zasady egoizmu narodowego. Oznacza on powrót do własnego pieniądza, zamknięcie granic, pierwszeństwo w zatrudnieniu dla swojaków, zahamowanie imigracji, ograniczenie importu… Na programie tym nie zostawia suchej nitki większość renomowanych ekonomistów (osobiście, nie znając się na kwestii, nie jestem w stanie kategorycznie się wypowiadać), może on wszelako pobudzać wyobraźnię, gdyż należy Francja do krajów, które dopłacają do budżetu Unii. Podobnie z Niemcami czy Anglikami. Oni są dawcami i zaczyna to złościć groszorobów pozbawionych szerszych perspektyw. To można jeszcze zrozumieć. Polska natomiast pobiera z Unii miliardy na infrastrukturę, autostrady, tysiące projektów ekologicznych, konserwatorskich etc. Jest beneficjentem Unii. Zdrowy polski egoizm narodowy nakazywałby więc trzymać się kurczowo unijnego cycka i wyssać zeń, ile się tylko da. Mógłbym zrozumieć ewentualne (acz doprawdy nieuzasadnione) zarzuty, że Tusk nie wyssał, ile należy. „Narodowcy” chcą jednak, żeby Polska jednocześnie brała szmal i opluwała tych, którzy go dają. Propagują więc i uwiarygodniają figurę, na którą powołują się nieustannie „narodowcy” francuscy, niemieccy, angielscy: my im płacimy, a oni w nas rzadką flegmą. Można oczywiście przyjąć pokrętną interpretację, iż nasi „narodowcy” wznoszą swoje slogany, żeby pomóc, kosztem Polski, towarzyszom nacjonalistom z innych krajów – taki w miejsce Kominternu Nacjonalintern. Między bajki to jednak trzeba włożyć. Najlepszym dowodem braku ich związków z narodowcami innych krajów może być fakt, że ubrać się nawet odpowiednio nie umieją. Podczas zawieruchy na Uniwersytecie Warszawskim włożyli zwierzęce i komiksowe przebrania. Jak pamięć sięga, takie wygłupy były przywilejem skrajnej lewicy i anarchistów. Prawica odznaczała się śmiertelną powagą i mieczem Chrobrego w dłoni. Narodowiec z małpią maską to jest contradictio in adiecto. On przecież, jako prawdziwy patriota, tępi wszelkich przebierańców, dociekając np. pracowicie, jak kto się „przedtem nazywał”. Zresztą wydawać by się mogło oczywistością, że prawdziwy Polak nie powinien pokrywać nagiej piersi tchórzliwym futrem szympansa.
Wspomniałem o przywódcy „narodowców”. Jakaś godna litości chudzina, na którą się w kwestii unijnej powołuję, odcinająca się od faktów i tłumacząca tchórzliwie dziennikarzom, iż w gruncie rzeczy nie chodziło o to, o co chodziło, a bojówkarze to grzeczne dzieci, które chciałyby tylko podyskutować. Rzecz to zdumiewająca – nasze demokratyczne partie mają aż nazbyt wyrazistych liderów: Kaczyńskiego, Tuska, Millera, Palikota, a „narodowcami”, kultywującymi z reguły model wodzowski i autorytarny („Wodzu, prowadź na Wilno!”), dyrygują u nas jakieś ciepłe kluchy, zabiegające pokornie o uznanie i krzesełko w przyzwoitym salonie. Nadaremnie niestety, gdyż nawet tego nie zrozumiały, że prawdziwy piastowski mięśniak nie powinien schlebiać opinii publicznej, ale… powinien się liczyć przynajmniej z jej marginesami. Najobrzydliwsza demagogia antyrosyjska, antyniemiecka, antysemicka, antymasońska… znajdzie u nas zawsze w plugawych zaułkach jakieś ciemniackie zrozumienie. Natomiast zakłócanie funkcjonowania szkół i uczelni nie spotka się z żadnym poparciem. Kiedy rewolucyjny sąd francuski skazał na śmierć Antoine’a Lavoisiera (tego, który między innymi odkryciami udowodnił, że woda składa się z tlenu i wodoru), oświadczając, iż „wolny naród nie potrzebuje uczonych”, był to początek końca terroru. Nawet fanatycy zrozumieli bowiem, że bez nauki i wiedzy nie ma co marzyć o lepszych czasach. Dwa miesiące po Lavoisierze wstąpił na szafot jego kat Robespierre.
Morał jest prosty. Mieniących się „narodowcami” chuliganów należy karać z bezwzględną surowością. Natomiast postrzeganie w nich jakowegoś ugrupowania polityczno-społecznego, przypisywanie im spójnych poglądów jest zupełnym nieporozumieniem. „Cham chamem”, mawiał Zagłoba i to całkowicie wystarczy za definicję. Jeżeli zaś pan Ziobro chamów rozumie, jak oświadczył, to może zamiast polityką zająłby się psychiatrią.

Wydanie: 28/2013

Kategorie: Felietony, Ludwik Stomma

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy