Chcę siedzieć na jednym koniu

Chcę siedzieć na jednym koniu

Zwyczajne pakistańskie życie Asi

Ludzie zaczęli jej zadawać pytania, kiedy była już po trzydziestce. Wystarczyło, że wyszła za mąż, a już przechodnie zaczepiali ją słowami: „Czy twoje małżeństwo było zaaranżowane?”. Szła na spacer i słyszała: „Czy twoje oczy są prawdziwe?”. Podbiegały do niej nieznane dzieci i z nadzieją szeptały: „Jesteś może lalką Barbie?”. Żeby jakoś sobie poradzić z tym nieoczekiwanym zainteresowaniem swoją osobą, pisała blog. I mimo że w jego tytule widniało „zwyczajne życie”, to i tu pytań było coraz więcej. Tak jakby ludzkość chciała nadrobić te trzydzieści lat, kiedy nie była jej ciekawa. (…)
*
Urodziła się w Lublinie 34 lata temu. Nie Joanna, nie Aśka, ale delikatnie – Asia, tak będzie lubić najbardziej. Tak jak wszystkie dzieci w tym czasie uczy się dzielić czekoladkę przywiezioną z Zachodu na równe części, a złotko wklejać do zeszytu. (…) Niepostrzeżenie dorosła i powiedziała rodzicom, że jedzie na studia do Warszawy. Ci jeszcze długo nie mogli się z tym pogodzić. Po co jechać w świat, kiedy istnieje dom? Na tle Pałacu Kultury wygląda anemicznie. W lustrze też widzi ni to białą, ni to zieloną twarz i przestraszone duże oczy. (…)
Ma niecałe metr sześćdziesiąt wzrostu, więc prawie wszyscy są wyż­si od niej. Z roku na rok wydają się jednak coraz wyżsi. Tak że wykładów w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej oraz Studium Europy Wschodniej słucha z dwa razy od siebie większymi studentami. Potem wychodzi z uniwersytetu i musi wejść w ten wysoki tłum, co zaczyna stanowić wyzwanie. Najchętniej porusza się więc po zmroku, ale nawet wtedy zdarza jej się czekać na tramwaj trzy godziny. Coraz częściej nie wychodzi też z akademika, skupiona na codziennym przeżywaniu strachu. Nie jest to strach związany z Warszawą, ale z życiem. Jakby coś w przyrodzie poszło nie tak i samo bycie wymagało od niej dużego wysiłku.
Kiedy zaczyna wymagać tak dużego, że podlanie fiołka na parapecie staje się zadaniem śmiesznym, bo nie do wykonania, panie w dziekanacie intuicyjnie (bo nie wiedzą przecież o tym zaniedbanym fiołku) skreślają ją z listy studentów. Wiedzą o zaniedbanych studiach. (…)
*
Asia: – Zaraz, zaraz, jak to było? Chorowałam w sumie pięć lat. Na trzy przerwałam studia. W szpitalu psychiatrycznym byłam dwa razy po trzy miesiące. Co ja robiłam z resztą czasu? Musiałam pewnie jeść, skoro żyłam.
*
Podczas jednej z wizyt psychiatra przygląda się Asi uważnie i pyta: „Jest pani w ciąży?”. Nie jest. Idą razem na badania do szpitala. Z USG Asia dowiaduje się, że ma raka. Pierwsza myśl: „Nareszcie”. Pierwsze uczucie – ulga. Zalecenia: do natychmiastowego usunięcia, pacjentka do bezzwłocznego zatrzymania w szpitalu. (…) Przed operacją przychodzi do niej ksiądz i mówi mniej więcej tak: „Nie powiem, że wszystko będzie dobrze. Ale niech pani prosi Boga o miłosierdzie, bo odrzuca pani życie, które jest darem”. (…) Po operacji lekarz mówi: „Nie miałem sumienia usunąć dwóch jajników, bo jest pani młoda. Proszę urodzić dziecko, a potem wytniemy ten drugi, dobrze?”.
Wtedy Asia podejmuje decyzję, że nie popełni jednak samobójstwa. Skoro personel medyczny wywalczył dla niej dodatkowe życie, to może Bóg tak chciał. I nieładnie byłoby się zabić.
*
(…) Wraca na studia i pisze prace magisterskie. (…) Któregoś wieczoru dostaje maila. A dokładnie reklamę portalu społecznościowego o nazwie Fanbox. Do dziś nie wie, dlaczego weszła na ten adres i założyła swój profil. Nawet zdjęcie umieściła.
– Nie chodziłam już do onkologa, byłam pod opieką psychiatry, ale nie brałam już leków antydepresyjnych, jeździłam na badania etnograficzne na Ukrainę. Zaczęłam żyć. Trzeba było wrócić do świata ludzi, a nie słyszałam jeszcze o Facebooku – mówi Asia. Dostaje wiadomości o treści: „Masz ładne oczy” i „Cześć, mała”. Ale pisze też do niej Wakar, Pakistańczyk pracujący jako fotograf w Karaczi. I tak jak w każdej historii miłosnej tu też trzeba zaznaczyć – on był inny. Pokazuje fotografie, które robi, jeżdżąc pod Pakistanie. Na urodziny wysyła paczkę ubrań. I choć Asia jest tym prezentem przerażona („Co on sobie myśli!? Kupi mi pięć spódnic i w te pędy do niego pobiegnę?”), to musi przyznać, że ubrania leżą na niej idealnie. Jak akurat w domu Wakara jest prąd – włączają kamery i rozmawiają przez Skype’a. Asia mówi mu, że żyje jej się trudno. Że ma jeden jajnik. Jest ortodoksyjną katoliczką. I pewnie nie będzie mogła mieć dzieci.
– Na wszelkie sposoby próbowałam go do siebie zniechęcić – tłumaczy.
Pół roku później spotykają się pod Pałacem Kultury w Warszawie. Wakar ma na sobie brzydki płaszcz, czapkę i buty narciarskie (a w każdym razie tak je Asia pamięta). To była jego pierwsza w życiu zima poniżej plus 25 stopni.
*
– Usmażyłam mu jajko. Z nadzieją, że będzie takie samo jak w Pakistanie, bo jedzenie mu nie smakowało – mówi Asia.
Spędzają w Warszawie kilka dni (Wakar nocuje w hostelu), w czasie których próbują w sobie zobaczyć osoby znane dotychczas z ekranu komputera. Potem jadą do Lublina. Rozmowa przy kolacji wygląda mniej więcej tak:
Matka (uprzejmie, jak to do gościa): – Jakie miejsca warto zwiedzić w Pakistanie? Dużo macie zabytków?
Wakar: – Mam tylko dwa tygodnie. Nie przyjechałem tu po to, by Asia była moją dziewczyną. Chcę więcej.
Ojciec (chrząka z zakłopotaniem): – Jaki jest produkt krajowy brutto Pakistanu? Macie jakiś przemysł?
Wakar: – Ja się muszę śpieszyć. Chcę się z waszą córką ożenić.
Asia (dzisiaj): – On miał poczucie, że nie ma czasu na kurtuazję, etykietę i owijanie w bawełnę. A ja musiałam jeszcze to wszystko tłumaczyć z angielskiego na polski – śmieje się.
I choć w czasie tej kolacji jest pąsowa na twarzy (po anemii ani śladu), to kilka miesięcy później idzie do banku zrobić przelew na bilet do Karaczi. (…)
Rodzice Asi też się nie mogą z tym pogodzić. Po co jechać w świat, kiedy istnieje Warszawa?
*
Jest wiosna 2009 r., kiedy Asia pierwszy raz w życiu widzi kilkunastomilionowe Karaczi. Nie da się w nim zakochać spontanicznie. Wydaje jej się „brudne”, „chaotyczne”, „spelunowate” i „od czapy”. Asia daje sobie trzy miesiące, by zdecydować, czy chce żyć w tym mieście z tym mężczyzną i jego rodziną.
Wakar z rodzicami i dwojgiem czteroletnich bliźniąt zmarłego brata mieszka w dzielnicy, do której niejeden Pakistańczyk boi się zachodzić. Gdzieś tam w centrum są kawiarnie, strzeżone osiedla i kobiety w dżinsach, ale nie tu. Asia zakłada szalwar kamiz i dupattę, czyli szarawary, tunikę i dwumetrowy szal, bo to absolutne minimum dla kobiety na ich osiedlu. Długi szal sprawia problemy, ale chcąc nie chcąc, Asia musi przyznać, że całkiem jej z nim do twarzy. Ma się nosić jaskrawo, dopóki nie urodzi dziecka, najlepiej, żeby chodziła w purpurach i różach. Pastele odpadają – są dla kobiet starych. Asia mówi wtedy: – Udekorowano mnie. Okazało się, że energicznie wyglądam w mocnych kolorach. Tu nie mam wyjścia, muszę wyglądać pięknie, bo inaczej ulica nie da mi spokoju.
Jeśli Asia zakłada samą tunikę bez szala – ulica pyta: „Gdzie twój szal?”. Jeśli szal jest w innym stylu niż tunika – ulica drąży: „Dlaczego jest w innym stylu?”. Jeśli jest niewyprasowany… Jeśli nie zakłada biżuterii… Jeśli nie ma kreski nad okiem… O wiele łatwiej dostosować się do ulicy, niż z nią dyskutować.
Siostry Wakara przychodzą do niej, robią herbatę i masaż stóp, a ich dzieci przynoszą książkę do angielskiego i wskazując na świnię, pytają: „Naprawdę to jesz?”.
Asia: – Któregoś wieczoru do mojego pokoju przyszły matka z najstarszą siostrą, płacząc rzewnymi łzami. Łkały i mówiły, że nie mogę się dłużej zastanawiać. Że jak zostawię ich syna i brata, to on będzie cierpiał. Nie mogę zadać mu ciosu w samo serce, bo ich biedny Wakar tego nie przeżyje.
Te sztuczne łzy śmieszą Asię. Dopiero później się dowie, że im więcej łez – tym lepsze przedstawienie. (…)
*
Pod koniec trzymiesięcznego pobytu w Pakistanie postanawia wyjść za Wakara. Choć wcale nie ze względu na matkę i szwagierkę.
– Miałam nowotwór, który w każdej chwili może się odnowić. To może stać się za trzy lata, a może razem z mężem przeżyjemy lat 50. Chciałam pozostałe lata swojego życia spędzić z ukochaną osobą. Nie ma co się skupiać na wiecznym podejmowaniu decyzji – mówi.
Pyta Wakara o podział obowiązków w małżeństwie. On: „Będziemy po prostu żyli”. Ona: „Będę mogła pracować?”. On: „Tak, ale te pieniądze będą tylko twoje. Ja będę utrzymywał dom”. Ona: „Czego ode mnie oczekujesz?”. On: „Żebyś się nie ubierała po europejsku i żebyś czasami z mamą poleżała na łóżku, bo dobre synowe tak robią”. Ona: „A inne żony?”. On: „W naszej rodzinie nigdy nie było takiej tradycji”. Ona: „Nie przejdę na islam”. On: „Dla ciebie wiara jest ważna. Gdybyś była w stanie ją porzucić, jak mógłbym mieć potem do ciebie zaufanie?”. (…)
*
Przed ślubem Asia nie daje się wybielić. Nie spędza, tak jak większość narzeczonych, kilku godzin w spa na zabiegach, które rzekomo mają zapewnić skórę w kolorze mleka. Ale i tak siostry Wakara robią jej makijaż, w którym nieco przypomina gejszę. Ubrana w czerwony strój, z kilogramami biżuterii (tak by inne kobiety mogły podejść, wziąć do ręki i powiedzieć wa wa wa z uznaniem) po prostu siedzi. W tym samym czasie w sąsiednim pokoju Wakar z mułłą i mężczyznami dokonuje jej zaślubin. Narzeczona dostaje tylko do podpisania dokument i już staje się żoną.
– Było to wkurzające. Nigdy nie lubiłam ślubów – mówi. Plan jest prosty: teraz ona wraca do Polski, by załatwić formalności związane ze ślubem kościelnym. (…) Asia nie wie tylko jednego. Że biorąc ślub muzułmański, choć nie zmieniła wiary, sama na siebie zaciąga ekskomunikę, czyli wyłącza się z Kościoła katolickiego. (…) Przywrócenie na łono Kościoła zajmie jej pół roku. (…)
*
W grudniu 2009 r. do Lublina przylatuje Wakar (…). Uroczystość odbywa się w parafii Świętego Ducha w Lublinie. Polskie prawo nie pozwala Asi przyjąć jako nazwiska imienia swojego męża, więc dostaje jego „nazwisko”, czyli imię teścia. Co w Pakistanie oznacza, że jest jego córką albo żoną. Młodzi najbliższą rodzinę zapraszają na obiad. Pieniądze, które dostają w prezencie ślubnym, przeznaczają na zbudowanie szesnastu studni w Pakistanie. Jadą na tydzień do Wielkiej Brytanii, a stamtąd do Karaczi. Asia wylatuje z myślą, że już nigdy na stałe nie wróci do Polski. (…)
*
Nowym domem Asi jest trzypokojowe mieszkanie (z trzema łazienkami) w bloku. W jednym pokoju śpią jej teściowie, w drugim przybrane bliźnięta, trzeci jest ich sypialnią. Tu na półce może stać ikona Matki Bożej i tylko tu można chodzić w piżamie. Kuchnia jest przestrzenią wspólną, więc jeśli Asia chce w nocy pójść po szklankę wody, musi się ubrać, bo w tym samym czasie po wodę mogą pójść też teściowie. Zresztą tylko ona śpi w piżamie. Inni domownicy i krewni zakładają do snu to samo ubranie, w którym chodzą na co dzień. Kobiety – tuniki i szale, teść – zachodnią koszulę i pakistańską spódnicę. (…)
Brzydzi się zabijać pluskwy, które wyłażą z zakamarków mieszkania.
Codziennie po śniadaniu przychodzi masi, czyli 40-letnia służąca z pendżabskiej wioski. Myje naczynia, odkurza, sprząta toalety i robi pranie na balkonie. Zadaniem gospodyni jest krzyczenie na nią. Dostaje też stare ubrania i nieświeże jedzenie, które je w kącie kuchni na podłodze. To jej losem straszy się dzieci. Asi jest głupio, więc pomaga masi. Przybiegają do niej dzieci: „Ciociu, ty sprzątasz i pierzesz?!”. Asia: „To moje ukochane zajęcie, przypomina mi mój kraj”. Jest jej głupio, więc na masi nie krzyczy. Wtedy masi przestaje sprzątać albo chwyta Asię za szal i mówi: „Daj mi ubranie!”.
Mówi: – W kontakcie z mężczyznami musisz być łagodna, a z innymi kobietami – krzykliwa i władcza. Inaczej nie będziesz szanowana. Europejska kobieta nie jest przyzwyczajona, żeby być aż tak silną.
*
Rozpoczyna się codzienny wyścig z teściową o względy mężczyzn. Głową rodziny jest teść, ale to Wakar wraca wieczorem z pracy. Która pierwsza zrobi mu herbatę? (Teściowa wyrywa Asi z ręki kubek z wrzątkiem). Która pierwsza ugotuje mu obiad? (Gaz pod garnkami Asi przypadkowo gaśnie). Jeśli mężczyzna pochwali jedzenie Asi, teściowa płacze w kącie nad swoim poniżeniem. Gdy przychodzą szwagierki – rywalizacja jest większa, bo każda chce być tą pierwszą.
Asia: – Jeśli nie startuję w wyścigu, a po prostu rozmawiam spokojnie z mężem przy stole, też jest źle. Bo dotychczas nie było takiej opcji, by któraś kobieta w domu nie stawała do walki.
Gdy na trzy tygodnie Asia idzie do pracy na uniwersytet, gdzie prowadzi kurs nauk społecznych, Wakar odwozi ją codziennie i zabiera. Teściowie przestają się do niej odzywać i ostentacyjnie wychodzą z pomieszczenia, w którym jest. Z domu nie wychodzą pewnie tylko dlatego, że prawie w ogóle nie wychodzą.
Asia sama też nie zawsze może wyjść. Nawet jak przykryje głowę, to i tak widać jej jasną cerę i blond włosy. Pytania nie ustają: „Czy jesteś Chinką?”, „Czy twoje małżeństwo było zaaranżowane?”, „Czy już jesteś muzułmanką?”, „Czy mąż cię bije?”. Kupuje więc pelerynę niewidkę.
Asia: – Burka to długi płaszcz, szal i zasłonka na twarz, przypinana z tyłu głowy na rzepy. Jest w tym gorąco, ale czujesz się wolna. Jeśli jesteś na ulicy bez mężczyzny, jesteś własnością wszystkich, jesteś tylko ciałem, które każdy może skomentować. Jeśli w dodatku jesteś biała, to z natury bogata. Podchodzą więc do ciebie i mówią: „Nie jadłem od pięciu dni”. Jak jesteś przykryta, to czujesz się sobą. Możesz nawet robić zdjęcia.
Kupuje dwie burki. Czarną i błękitną, z żorżety i z szyfonu. Zdjęcia wysyła koleżance do Polski. Ta odpisuje: „Asiu kochana, brakuje ci tylko pasa z lasek dynamitu”.
*
Na ulicy w Karaczi samochody są ozdobione napisami: „Mamo, dziękuję, że mnie wychowałaś”, „Taksówka mamy”, „Niebo jest u matczynych stóp”. Ozdabiają je wdzięczni synowie. Kiedy kobieta rodzi syna, słyszy: „Bóg cię obdarzył błogosławieństwem!”. Jeśli rodzi córkę, jest tylko ciche: „Uuu…”. Rodzice dopiero w 34. tygodniu ciąży dowiadują się, jaka jest płeć dziecka. Bo a nuż będzie dziewczynka?
Asia rodzi syna Michała. Szwagierka mówi: – Teraz jesteś taka jak my. Teraz jesteś kobietą.
Ma depresję poporodową. Czuje, że ginie, ma ochotę się ciąć. Kiedy Wakara nie ma przez kilkanaście godzin w domu, teściowa do niej nie zagląda, choć Asia leży w połogu. Wiele miesięcy później dowie się, że pakistańskie kobiety na ten czas wracają do domu rodzinnego, bo teściowe zgodnie z tradycją zachowują się w stosunku do młodych matek oschle. Teściowa Asi mimochodem rzuca: „Moje córki trzeciego dnia po cesarskim cięciu oporządzały cały dom i robiły obiad”. No tak, gorączka po porodzie musi być, zakażenie musi być, tak jak krwawienie i ból. Ale i obiad musi być. (…)
*
Asia: – Nastąpił w moim życiu etap, gdy mogę łapać pluskwę gołymi rękami. Najedzona jest ciężka, napęczniała i zostawia czerwoną plamę. I śmierdzi. Głodna pluskwa jest sucha, lekka i bezwonna.
*
Któregoś dnia (po mszy świętej w kościele? po badaniu USG w szpitalu?) Wakar wiezie Asię do domu. Utykają w korku. Okna są otwarte. Pierwszy raz w życiu ktoś przystawia jej pistolet do głowy. Choć to już drugi raz, kiedy uświadamia sobie, że niedługo może umrzeć, to jednak teraz myśli: „To już? Tak szybko?”. A uczucie, które się pojawia, to zawód. Złodziej zabiera im telefon komórkowy i znika między innymi samochodami.
Kilka lat później na swoim blogu będzie zamieszczać takie informacje: „Zwyczajny dzień. Telefony były wyłączone przez trzy godziny. Strzelanina popołudniowa już była”. Będzie się cieszyć: „Nareszcie potrafię odróżnić strzały z kałasznikowa od petardy”. Na razie jednak podziwia spokój teścia, który mówi: „Nie mamy w domu broni, bo jeśli Bóg chce, żebym zginął tu i teraz, to mogę mieć w domu cały skład, a i tak się nie obronię. A jeśli Bóg chce, żebym żył, to może tu wejść cała uzbrojona banda, a i tak nie zginę. Bóg dał ci życie i Bóg ci je zabierze, gdy zechce”. (…)
*
Blog nosi tytuł „Zwyczajne pakistańskie życie” i zaczyna się rzadkimi wpisami z czasów, kiedy Asia chorowała na depresję. Potem jest wzmianka o wznowionych studiach i o miłości, która spadła z nieba. Nie usunęła tego.
– Pewnie gdybym została w Polsce, chodziłabym do psychiatry i brała leki. Tu nie mam takiej możliwości, więc nauczyłam się sobie radzić. Zawsze czułam, że nieprzypadkowo się tu znalazłam. Nie mogłam tego zaplanować – mówi.
Z każdym wpisem Asia przekształca się w specjalistkę od Pakistanu. I tłumaczy, czym jest ta egzotyka jej codziennego życia. Ach, takie ciekawostki: że je się rękoma, siedząc na podłodze, że z okazji Dnia Miłości do Proroka wierni wyznawcy podpalili osiem kin, że w Karaczi jest pomnik Pięści, ale także szkoła imienia Płatka Róży, że panuje moda na wielbłądzie mleko, że muzułmanie i chrześcijanie zjednoczyli się w proteście przeciwko walentynkom, że kawa z jajkiem na miękko uchodzi za wzmacniający posiłek, a w teleturnieju można wygrać dziecko.
Kiedy idzie na Międzynarodowe Targi Książki w Karaczi, próbuje wytłumaczyć polskiemu czytelnikowi, jak by takie państwowe targi mogły wyglądać w Polsce. A wyglądałyby tak: Warszawa, Pałac Kultury i Nauki. Z głośników płyną pieśni adwentowe (jeśli akurat adwent), z ekranów – nauka łaciny. Połowa wystawców to wydawnictwa religijne. Te książki są tanie albo darmowe. Te niereligijne albo zagraniczne kosztują tyle, że prawie nikogo na nie nie stać. W południe biją dzwony i wiele osób raptem zaczyna odmawiać Anioł Pański. W kącie zaczyna się msza święta – dla chętnych, licznych chętnych.
Asia: – W Karaczi spędza się w domu za dużo czasu, ale jak już człowiek wyjdzie, to życie się na niego zwala. Jest mocne i pełne ludzi. Domy są tu domami, a nie mieszkaniami. Ludzie umieją się cieszyć chwilą, gdy na przykład siedzą ze sobą na jednym łóżku albo jedzą coś smacznego. A jedzenie jest tu dużo lepsze niż w Polsce.
Na blogu pisze też o swojej rodzinie. Cieszy się, że teściowa przytula ją, błogosławi i że robią sobie nawzajem herbatę. I że gdy zakłada miskę na głowę, by bawić się z dziećmi, przestaje być poważną matroną. Ale pisze też, że jak próbuje karmić dwuletniego już Michała zupą, to teść podsuwa tort. Jak uczy Michała, by mył ręce po pogłaskaniu zwierzęcia, to dziadek kupuje gołębia i zachęca, by wziąć jego głowę do buzi.
– Jestem wycinana z Michała – skarży się.
– Nauczyłam się stawiać na swoim! – chwali się. (…)
*
Chce zrobić doktorat z antropologii kulturowej, choć – mówiąc potocznie – nie wie, jak to ugryźć. Na wywiady musiałaby chodzić z mężem, zanim wejdzie w środowisko.
– Interesuje mnie cierpienie i sprawczość kobiet. Przyjechałam tu jako babcia moherowa („No, wciąż nią trochę jestem. Czuję sympatię do tych babć”), ale nie miałam wyjścia, musiałam stać się feministką, choć ultrakatolicką. Do kobiet muzułmańskich raczej nie uda mi się dostać, chcę badać więc kobiety chrześcijańskie.
Spotyka kobiety, które mówią: „Dziesięć razy byłam w ciąży. Mam sześcioro dzieci. Mąż się ze mnie śmieje, że mam teraz duży brzuch i jestem brzydka. Moje córki muszą się uczyć”. I dziewczynki, które wiedzą, że: „Mężczyźni się łatwo złoszczą i potrafią nas uderzyć. Naszą rolą jest to znosić i ich uspokajać, bo jesteśmy bardziej wytrzymałe”. I matki, które przyznają: „Córka uciekła z mężczyzną z innej wioski, choć było ustalone, że ma wyjść za innego. Wszyscy jej szukają, by zabić. Zapłaczę nad nią tylko raz, bo to moja córka. Wolę jednak, żeby umarła, niż żeby kalała honor rodziny”.
Patrząc na własną teściową, widzi kobietę cierpiącą. Straciła dorosłego syna, z którym kiedyś była na pielgrzymce do Mekki. Tyle że islam nie pozwala jej rozpaczać po nim, bo przecież to Allah dopuścił do tej śmierci. Teraz ma synową chrześcijankę, która ma ambicje zawodowe i potrafi powiedzieć: „Dziś na obiad usmażę fotel”, bo mylą jej się słowa w urdu. Asia zawsze, patrząc na teściową, widzi Matkę Boską.
Nie może zrozumieć jednego. Dlaczego mimo tego wspólnego cierpienia kobiety w domu ciągle wyrywają sobie wrzątek z ręki i zakręcają gaz pod swoimi garnkami?
I marzy, by z Wakarem („Nie wspominałam? Nam jest bardzo dobrze ze sobą. Im dłużej jesteśmy razem, tym jest lepiej i tym jest bardziej. Dziękuję za to codziennie”) oraz dziećmi przeprowadzić się do innej dzielnicy. Bo tak naprawdę okazuje się, że najtrudniejszą rzeczą do zaakceptowania w Pakistanie jest mieszkanie z teściami.
*
Kiedy w 2013 r. talibowie ogłaszają, że tworzą specjalną komórkę, która będzie zabijała obcokrajowców w Pakistanie, coraz więcej znajomych zaczyna namawiać Wakara, żeby wyjechali z Asią i Michałem z Pakistanu. Wakar jest jednak odpowiedzialny też za rodziców i bliźnięta. Jego praca fotografa zapewnia całej rodzinie ubezpieczenie medyczne, a pensja starcza na utrzymanie. Ani w Polsce, ani w Wielkiej Brytanii nie byłby w stanie im tego zapewnić. Decydują więc, że wyjeżdżają tylko Asia z Michałem. Na kilka miesięcy, aż się sytuacja wyjaśni.
Na lotnisko w Warszawie wychodzi po nich brat Asi. Michał, przed chwilą szczebioczący do mamy po polsku, do wujka mówi w urdu (dotychczas tak rozmawiał z całą resztą świata), a na widok odsłoniętych kolan Polek, woła: „Wstyd! Wstyd!”. Asia przypatruje się zmianom, które zaszły w mieście w ciągu ostatnich lat. (…) Wraca myśl o domu. Że jest jednak i w Polsce, i w Pakistanie, ale nigdzie cały. Złe to uczucie.
Asia: – A jest takie mądre cygańskie przysłowie: „Nie możesz jednym tyłkiem na dwóch koniach siedzieć”.

Skróty pochodzą od redakcji.

Cały reportaż znajduje się w zbiorze Odwaga jest kobietą prowadzonym przez Martę Szarejko, PWN, Warszawa 2014

Wydanie: 13/2014

Kategorie: Książki

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy