Cywilizacja strachu

Kuchnia polska

Kiedy po obejrzeniu filmu Michaela Moore’a „Zabawy z bronią” szukałem jego świeżo wydanej książki „Biali głupcy” w wielkiej warszawskiej księgarni, najpierw nie potrafiono jej znaleźć, potem zaś okazało się, że jest ona w dziale lekkiej beletrystyki. „Bo to taka humorystyczna książka”, tłumaczyła ekspedientka.
„Biali głupcy” nie są książką humorystyczną, tak jak „Zabawy z bronią” nie są humorystycznym filmem, a zdarzenie jest znamienne. Po prostu nie chcemy przyjąć do wiadomości, że Ameryka zmieniła się tragicznie i Michael Moore należy do ludzi, którzy starają się znaleźć odpowiedź na pytanie : co się stało?
Należę do pokolenia, które tuż po wojnie śpiewało entuzjastyczną piosenkę „To jest Amerykaaa, to słynne USA”, widząc Stany Zjednoczone jako kraj dobrobytu i wolności. Gdy wiele lat później pojechałem do USA, zobaczyłem ją, na początku lat 70., jako pasjonujące laboratorium nowych, nieznanych jeszcze innym form życia. „Nie potrafię początkowo zrozumieć, dlaczego przed oczyma staje mi obraz, który widziałem kiedyś w zakładzie Akademii Medycznej w Warszawie: ogromny pies, wilczur, przywiązany do stołu operacyjnego patrzy na mnie zbolałym, smutnym wzrokiem; obok pracuje równomiernie aparat sztucznego płuco-serca. Nie rozumiejące, połączone ze zdziwieniem cierpienie zwierzęcia, poddanego zbawiennemu dla nauki doświadczeniu…”, pisałem wówczas, w roku 1973, w zakończeniu mojej książki o Ameryce. Ameryka nie była łatwa, ale pełna nadziei.
„Wybaczcie, może mi się śniło, ale czy jeszcze rok temu wszystko nie wyglądało różowo? – pisze Michael Moore w roku 2001. – (…) Życie stawało się dużo lepsze i wszyscy to czuliśmy. Ludzie byli milsi, obcy na ulicy mówili, która jest godzina i Regis (organizator telewizyjnego quizu – ktt) zaczął zadawać łatwiejsze pytania, więc przybyło nam milionerów. I nagle coś się stało”.
Tym, co się stało, jest, zdaniem Moore’a, drastyczne i dokonane na oczach opinii publicznej oszustwo wyborcze 7 listopada 2000 r., dzięki któremu George W. Bush został prezydentem Stanów Zjednoczonych. A więc, jak pisze, moment, kiedy „Jeb Bush (brat prezydenta, gubernator stanu Floryda – ktt) podarował bratu George’owi juniorowi przedwczesny prezent gwiazdkowy – stan Floryda”. Autor opisuje szczegółowo, jak odbył się ten przekręt, gdzie najpierw stan Floryda odebrał sporej grupie głównie czarnej ludności, tradycyjnie głosującej na Demokratów, prawo głosu jako rzekomym przestępcom, przy czym przestępstwem mógł być choćby mandat drogowy, później stan Teksas, gdzie gubernatorem był obecny prezydent, nadesłał dodatkowe listy obywateli Florydy, których należy pozbawić prawa wyborczego, na koniec zaś Bushowi doliczono głosy wojskowych, złożone już po terminie wyborów. A gdy tego ciągle było mało, Sąd Najwyższy, mianowany przez prezydenta Busha seniora, uznał zwycięstwo jego syna, chociaż Al Gore otrzymał pół miliona głosów więcej. Moore twierdzi, że złamało to demokratyczne morale Ameryki. Ludzie poddali się i przestali wierzyć w demokrację.
Nie wiem, dawno nie byłem w Ameryce, a książkę „Biali głupcy”, którą renomowana księgarnia uznała za humorystyczną, przeczytałem jako lekturę dodatkową do filmu „Zabawy z bronią”, nagrodzonego Oscarem dla najlepszego filmu dokumentalnego. Moore zadaje sobie w nim pytanie nie tylko, dlaczego w Ameryce zdarzają się zbrojne masakry w szkołach, a sześcioletni chłopiec zastrzelił sześcioletnią dziewczynkę z pistoletu, ale dlaczego podczas gdy w krajach rozwiniętych, jak Anglia, Niemcy czy Kanada, liczba zabójstw dokonanych przy użyciu broni palnej waha się pomiędzy kilkudziesięcioma a trzystoma wypadkami rocznie, w USA co roku przekracza ona 10 tys. I krok po kroku eliminuje wszystkie tradycyjne odpowiedzi na to pytanie.
A więc łatwość dostępu do broni palnej ? Owszem, to ważne, ale są kraje rozwinięte, w których o broń jest równie łatwo. Okrucieństwo w telewizji i kinie? Kanadyjczycy oglądają telewizję amerykańską, cały świat ogląda te same filmy co Amerykanie. Nędza slamsów? Narkotyki ? Wszystko to jest w Ameryce Południowej, ale rezultat jest inny.
Wreszcie w rejestrze Moore’a pozostaje jeden, decydujący, jego zdaniem, czynnik: strach. Ameryka, zwłaszcza obecnie, wytwarza cywilizację strachu. Uzbrojeni po zęby rozmówcy Moore’a mówią mu, że muszą z bronią w ręku chronić swoje rodziny, bo grozi im niezidentyfikowany przestępca, który zresztą większości jawi się jako black man, czarny. Ale przed tym bano się Indian. Teraz zaś dodatkowo trzeba się bać Arabów i mahometan.
Na cywilizacji strachu robi się wielkie pieniądze. Nie tylko handlując bronią. Zbijają na niej majątek media, strasząc, czym się da, a przede wszystkim polityka. Po 11 września udało się przestraszyć Amerykanów, że grożą im mieszkający w górskich jaskiniach Afgańczycy i Irakijczycy, którzy rzekomo mieli w ciągu 45 minut uruchomić broń masowej zagłady, tyle tylko, że nie mieli takiej broni. Pan Marek Ostrowski pisząc w „Polityce” o filmie Moore’a, twierdzi, że przeniesienie psychozy strachu, panującej w Ameryce na politykę międzynarodową tego państwa jest nadużyciem. Moim zdaniem, myli się głęboko. Obecnie ratunek dla Busha i jego ekipy, której szanse wyborcze zaczynają wyraźnie topnieć, leży w nakręcaniu spirali strachu. W książce Woodwarda „Wojna Busha” o interwencji w Afganistanie już w trakcie tamtej wojny ludzie z rządu zastanawiają się, kto następny, spoglądając na Irak. Teraz też myśli się, kto następny – może Iran, może Syria, może Libia? Bez groźnego wroga obecny kurs administracji nie może się utrzymać.
Film Moore’a „Zabawy z bronią” pokazuje, kim są poplecznicy tego kursu. Faceci, którzy mówią, że tylko ten, kto ma nabitą broń i strzela do każdego, kto wejdzie na jego posesję, może się uważać za odpowiedzialnego obywatela, zdolnego obronić swoją rodzinę. Ale Kanadyjczycy, tuż za granicą, nie mają zwyczaju zamykania drzwi wejściowych do swoich domów, co Moore demonstruje, wchodząc do obcych mieszkań, których gospodarze witają go z zaciekawieniem. Równocześnie zaś większość z nich uważa, że ludziom starym należy się darmowa opieka społeczna, a dzieci powinny mieć równy dostęp do szkół.
Moore’a film o broni nie jest tylko filmem o broni. Moore’a książka o Ameryce nie jest tylko książką o Ameryce. To głosy w dyskusji, jakie są możliwe wyjścia z konfliktów współczesnego świata, także z kwestii terroryzmu. Dyskusji, która niestety dla zbyt wielu ludzi, także ze świata polityki, mediów i intelektualistów w naszym kraju wydaje się, jak ekspedientce w księgarni, humorystyczna.

 

Wydanie: 39/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy