Czy SLD się wyprostuje

Czy SLD się wyprostuje

Szanse rywali w wyborach prezydenckich stopniowo się wyrównywały i dla obu w końcu liczył się głos każdego niemal dziennikarza, sportowca czy celebryty. Bronisław Komorowski zaczął szukać wyborców nawet tam, gdzie ich nie miało prawa być, bo wśród fanów pana śpiewaka rockowego. Zwolennicy SLD nie mieli w tych wyborach swojego kandydata, a ponieważ odwzajemniają partii Kaczyńskiego wrogie uczucia, byli prawdopodobnymi wyborcami Komorowskiego. Dziwi więc, że w mediach prokomorowskich pojawiła się fala propagandy skierowanej przeciw SLD, obliczona na osłabienie i wyeliminowanie tej partii z Sejmu i ze sceny politycznej. Najprostszym i od dawna stosowanym chwytem mającym skompromitować tę partię w oczach jej wyborców jest wysuwanie podejrzeń, że skrycie planuje ona sprzymierzenie się z odrażającą dla nich partią PiS. W „Gazecie Wyborczej” można było czytać oznajmienia pisane dużymi literami: „Lewica toruje Dudzie drogę do prezydentury”, innym razem: „Sojusz Millera z Dudą. Wspieranie Dudy ułatwi SLD późniejszy ewentualny sojusz z PiS, trzeba bowiem najpierw przyzwyczaić wyborców i działaczy do współpracy z partią odpowiedzialną za śmierć Barbary Blidy”. Są to zarzuty perfidne, autorzy nie przez pomyłkę to piszą, lecz świadomie stosują Macierewiczowskie kryterium prawdy.

Tak więc z jednej strony szukało się na gwałt wyborców dla Komorowskiego, a z drugiej jednocześnie zniechęcano i odpychano zwolenników SLD, bo takie głosy mogli oni odbierać tylko jako wyraz wrogości wobec siebie. Pokazuje to, którędy w rzeczywistości przebiega najważniejszy podział polityczny. Osoby lepiej poinformowane mówią mi, że ta akcja propagandowa ma związek z przewidywanym ubytkiem prawicowych wyborców Platformy Obywatelskiej i potrzebą zdobycia nowych na lewicy: SLD bezproduktywnie trzyma przy sobie wyborców, którzy wyzwoleni z tego uścisku nie będą mieli innego wyjścia, jak tylko głosować na PO. Zamysł trochę zbyt wyrafinowany jak na mój prostoduszny pomyślunek. A może nie taki znów wyrafinowany, bo w podobny sposób już Palikot chciał przejąć wyborców lewicowych. Lżył on najgorszymi słowami Leszka Millera, powtarzając w kółko, że ma on krew na rękach, w czym wtórował mu poseł Rozenek, i obydwaj, i nie tylko oni, ostrzegali, że SLD dąży do świętego przymierza z PiS. Według ich przewidywań, ów łowiony wyborca SLD powinien się głęboko zawstydzić, że należał do okropnej partii i miał za przywódcę nieudacznego potwora. Dobre samopoczucie i szacunek dla samego siebie miał odzyskać dzięki przystąpieniu do stronników Palikota. Media nagłaśniały tę farsę i przedstawiały jako spór wewnątrz lewicy.

Wśród wyborców SLD istniała początkowo pewna rozterka i niejeden z nich rozważał wybór, później jednak, gdy ciągle słyszeli o tej krwi na rękach, dali sobie spokój z Palikotem i jego lewicą. Teraz im się wmawia, że SLD nie przekroczy progu wyborczego. To może nastąpić lub nie nastąpić zależnie od tego, jakimi drogami pobiegną myśli członków i działaczy. Partia może zginać tylko wskutek eutanazji, jeśli natomiast powie sobie: mam wrogów, chcą mnie zarżnąć, ale ja stawię opór i się nie dam – będzie żyć i zyskiwać w sondażach. Trzeba jej poglądów, które się nadają do tego, by je wygłaszać w płomienny sposób, trzeba wielu liderów poważnie wyglądających i obrotnych w języku jak Miller. Rozszerzać się powinna na nowych wyborców, a nie na ugrupowania nowej, postsolidarnościowej lewicy, dla której jest głównym celem przeważnie złośliwych ataków.

Rzadko oglądam telewizję, a jeśli już, to mam takie zezowate szczęście, że trafiam na Giertycha, Marcinkiewicza, Kalisza i Cimoszewicza. Dwaj ostatni w sprawie lewicy mają ciągle ten sam przekaz: Miller i inni powinni odejść razem ze swoim SLD i – cytuję dosłownie – „zrobić przestrzeń” dla nowej lewicy czy centrolewicy. Chętnie bym widział jakąś nową centrolewicę, ale czy ona miałaby być przestrzenna, jak jaki billboard, który, żeby był zawieszony, to poprzedni musi być zdjęty? Czy istnieje jakiś limit na partie i żeby powstała nowa, to jakaś stara musi zostać skasowana? Biorą metaforę „przestrzeń” (albo „miejsce”) i zaraz zapominają, że to metafora, rozumując dalej, jakby chodziło o przestrzeń fizyczną, gdzie gdy jedna rzecz zajmuje miejsce, to dla drugiej już tego miejsca nie ma.
Widzę, że na SLD szczególnie się uwzięła Agata Nowakowska z „Gazety Wyborczej” (inni może też, ale nie czytam wszystkiego). Szkodliwości tej partii nie udowadnia, ale drażni ją, jak PiS-owca ulica im. Róży Luksemburg lub pomnik braterstwa broni. Chodzi raczej o zatarcie śladów PRL niż o jakikolwiek wzgląd praktyczny.

SLD stoi na niewłaściwych torach i gdy troszkę ruszy, to w niewłaściwym kierunku. Miller nie jest bez winy. Wysunięta przez niego próbnie kandydatura Ryszarda Kalisza była przeciwieństwem wiotkiej Magdaleny Ogórek tylko wagowo. Poza tym reprezentowali te same wartości ogólnoludzkie.

Żałuję, że nie mogę być użyteczny dla SLD, tak jak bym chciał, bo jestem raczej z ludu niż z lewicy i moim mitycznym bohaterem jest Wincenty Witos, nic na to nie poradzę. Nieodżałowana Barbara Skarga, wielka humanistka, raiła lewicy właśnie Witosa, ja to podchwyciłem.

Wydanie: 22/2015

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy