Po stronie mroku

Po stronie mroku

Wielu Polaków czuje się ofiarami – przeżyli traumę, zostali upokorzeni lub odziedziczyli poczucie upokorzenia, bo ich matka Polska od stuleci była narażona na traumy i upokorzenia. Po latach, gdy świat uznaje, że ofiarom należy się rekompensata, dawna ofiara jest przekonana, że ma szczególne prawa. Pisał o tym w „Gazecie Wyborczej” z literackim zacięciem Michał Olszewski: „Ofiara może życzyć śmierci, wystawić szubienice, nazwać kurwą, szmalcownikiem. Ponieważ została okradziona, upokorzona, może wygrażać oraz ukrywać część dochodów. I choćby ofierze układało się przyzwoicie, dzieci rosły zdrowo, a na konto wpływała co miesiąc określona suma (z pewnością za mała), będzie wołać: zdradzili o świcie, zdradzili na molo w Sopocie, zdradzili w Katyniu, wyprzedali za bezcen fabryki, pola, domy, a biednego Polaka zostawili z dziurą w potylicy, w worku foliowym ze szczątkami innych zwłok”. Trauma bywa dziedziczona, ale nie genetycznie, to jest przekazywanie cienia. Mówi o tym świetna książka Petera A. Levine’a „Obudźcie tygrysa”. Polecam ją wszystkim, którzy podejrzewają, że mogli kiedyś przejść traumę, takie doświadczenie naznacza trwale, zostawiając bolesne blizny w ciele i w umyśle. A to da się leczyć.

Znaki czasu. Na zebraniu co chwila ktoś wtrąca: „w obecnej sytuacji”. Nie trzeba precyzować tej „sytuacji”, dla wszystkich oczywiste, że obecna sytuacja jest szczególna, infekuje całe nasze życie. Z kolei na przyjęciu, gdzie ani słowa o polityce, ktoś wznosi nagle toast: „Na pohybel!”. I nikt nie pyta, na czyj pohybel, wszyscy wiedzą, podnoszą kieliszki i piją.

Do mojej znajomej, która uczy angielskiego, zgłosił się dziennikarz związany z PiS. I ona mnie pyta, czy to moralne go uczyć, co ja o tym sądzę. A czy ja jestem rabin, żeby wiedzieć?

Głęboki humanitaryzm polskich biskupów, kleru, polityków PiS, by zmuszać kobiety do rodzenia dzieci okaleczonych, skazanych na długie konanie. Ten wypieszczony zwrot: „prawo do życia od samego poczęcia”. A potem państwo i Kościół mają gdzieś te udręczone kobiety. Uwielbienie dla płodów, a niechęć do dorosłych. Polski Kościół podcina sobie żyły. Płynie z nich nie krew, tylko woda. W „Wiadomościach” czarne marsze określono jako demonstrację zwolenniczek zabijania dzieci. Podano, że czarny piątek zgromadził „kilka tysięcy” osób. (Ratusz podał, że 55 tys.). Podkreślono, że udział w warszawskim proteście wziął były lider KOD. „Kijowski brylował wśród uczestników manifestacji”. Zaznaczono też, że każda uczestniczka otrzymała materiały sponsorowane przez zagraniczne organizacje. Pięknie. Powtarzam: ci, którzy tak kłamią, mogą też mordować. PiS otwiera więc kolejny front. To już od dawna jest irracjonalne. Prezes się pogubił, za duży pojazd, by kierować nim z tylnego siedzenia. PiS potyka się o własne nogi, ciągnąc za sobą w sieci miliony ogłupiałych Polaków.

Wielu moich kolegów z opozycji jest teraz po stronie mroku. Przypominam sobie nasze grzechy z czasu opozycyjnej dzielności. Zawiści, drobne manipulacje, niegodziwości rodzinne. Czy to wszystko nie zapowiadało tego, że możemy być w przyszłości równie podli jak nasi prześladowcy, jeśli tylko zmienią się warunki?

Tak było zawsze w historii. Komuniści świecili tu przykładem, idąc od takiej szlachetności do takiej podłości. Prześladowani stali się oprawcami, o wiele gorszymi niż ich oprawcy. Pamiętam na przesłuchaniach po stanie wojennym ironiczne uśmiechy śledczych i aluzje, które można było tak odczytać: nie jesteście wcale lepsi od nas, tylko wam się tak wydaje. Czy wiedzieli o nas więcej niż my sami o sobie?

Przed zaśnięciem rozmowa z Franiem, moim siedmiolatkiem, o stawaniu się dorosłym. Franiowi ten proces się nie podoba. Mówi: „Człowiek się starzeje i potem ma przechlapane”. Po chwili pyta: „Tata, a ty już większość swojego życia przeżyłeś?”. Nie mam żadnych wątpliwości, że tak. Chciałbym jeszcze dożyć tego, by Polska wskoczyła w koleiny normalności. I zobaczyć moje dzieci już na studiach w Polsce, mimo wszystko w Polsce. A wszędzie wokół widzę rodziców, którzy szykują swoje dzieci do odlotu gdzieś na Zachód.
Pozostając przy dzieciach, które nasiąkają na dobre i na złe atmosferą domu – Franio podśpiewuje: „Bo wszyscy Polacy to jedna rodzina”. Okazuje się, że na świetlicy tak nucił Dominik. Na co Antoś, lat 11: „Ja wcale nie chcę być w jednej rodzinie z Kaczyńskim”. Też uważam, że jesteśmy z innej rodziny.

Wydanie: 14/2018

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy