Dlaczego PiS wciąż wymyśla kolejnych wrogów i kolejne krucjaty?

Dlaczego PiS wciąż wymyśla kolejnych wrogów i kolejne krucjaty?

Sonda PRZEGLĄDU: Dlaczego PiS wciąż wymyśla kolejnych wrogów i kolejne krucjaty?

 

Prof. Lech Szczegóła,

socjolog, Uniwersytet Zielonogórski

Od czasu, gdy lider PiS spozycjonował swoją partię jako jedyną w Polsce siłę narodowo-patriotyczną, każdą krytykę jej działań można przedstawiać jako atak na polskość, który wymaga napiętnowania i rewanżu. Zarządzanie konfliktami z totalną opozycją, agentami zagranicy, środowiskami liberalnymi czy lewicowymi (czytaj: lewackimi neomarksistami)

panującymi już nawet w Brukseli itp., stało się formą demonstrowania własnej „mocy”. To niezbędne w sytuacji rosnącego deficytu realnych sukcesów.

Mamy do czynienia z polityką tworzenia obrazu tzw. oblężonej twierdzy. Zewsząd atakowana pozostaje „niezłomna” i twardo broni słuszności raz obranej drogi – racji stanu.

Znana stara technika utwardzania elektoratu i lojalności aparatu władzy. Banalna, ale przy masowej propagandzie (również wewnątrzpartyjnej) potrafi skutecznie

kształtować świadomość.

Jest też wyjaśnienie prostsze, jakie wyłania się z kilku książkowych biografii Jarosława Kaczyńskiego: niezdolność do dialogu, mściwość, brak innych zainteresowań i rozrywek, frustracja płynąca z niskiego szacunku społecznego dla osoby zbawcy narodu i jego dokonań.

 

dr Katarzyna Kasia,

filozofka, Kultura Liberalna

PiS od początku swoich rządów rządziło w ramach budowania w swoich wyborcach i wyborczyniach przede wszystkim poczucia opresji, że Polska jest oblężoną twierdzą, która wymaga nieustannej ochrony, bo wszyscy ją atakują. To przysporzyło PiS wyborców, dlatego nie rezygnuje z tej strategii. Jednak po sześciu latach możemy powiedzieć, że taka polityka doprowadziła do bardzo złych rezultatów, przede wszystkim, jeśli chodzi o arenę międzynarodową. Od początku rządów PiS polityka międzynarodowa była wykorzystywana jako narzędzie w polityce wewnętrznej. W efekcie politycy partii rządzącej nie mają teraz żadnych relacji z politykami z innych krajów. Brak myślenia w kontekście polityki zagranicznej doprowadził do ogromnych konfliktów m.in. z Czechami o Turów czy Unią Europejską, a nawet ze Stanami Zjednoczonymi przez „lex TVN”. Dlaczego PiS wywołuje kolejne pożary? Dlatego, że po pierwsze, taka jest strategia PiS, a po drugie, polityce tej partii nie mają żadnego innego narzędzia. Nie mają niczego pozytywnego do zaoferowania poza dynamiką tworzenia problemów i udawania, że się je rozwiązuje.

 

dr Wojciech Peszyński,

politolog, Uniwersytet Mikołaja Kopernika
Dlatego że żyjemy w czasie tzw. neuropolityki, w której dominują emocje. Żeby zmobilizować do głosowania za kimś, trzeba pokazać, że gdzieś czyha inna, gorsza rzeczywistość. Uruchamiane są bodźce lękowe, które odbierają poczucie bezpieczeństwa. Np. poczuciu bezpieczeństwa socjalnego będzie zagrażać lęk przed inną partią, która wstrzyma różne ambitne programy socjalne. Innym zagrożeniem będzie obcy kulturowo – czy to uchodźca, czy LGBT. Na takiej strategii po prostu się zyskuje, ale warto wspomnieć, że dzięki Rządowemu Centrum Analiz PiS świetnie odczytuje nastroje społeczne i potrafi pod nie skroić strategie działania. Przy tej jednostce działają świetni analitycy, jak Waldemar Paruch czy Norbert Maliszewski. I tutaj mam pytanie do panów profesorów – jaką Polskę chcemy zostawić przyszłym pokoleniom, skoro za chwilę wszyscy będziemy się nienawidzić? Nie jest to jednak kwestia jedynie Polski, bo po wejściu mediów społecznościowych taka polaryzacja nastrojów społeczno-politycznych dotyczy w zasadzie wszystkich krajów demokratycznych, zarówno demokracji pełnych, wadliwych jak i hybrydowych. Jest to coś z czym będziemy musieli mierzyć się w przyszłości. Niezależnie jednak od tego, czy PiS straci władzę w dalszej czy bliższej perspektywie, to martwię się, że nie zmieni się poziom kultury politycznej, który będzie mocno konfliktowy.

 

prof. Robert Alberski,

politolog, Uniwersytet Wrocławski
Najprościej mówiąc jest to taka dosyć popularna metoda, której używają rządy, kiedy mają poczucie, że słabną, bo wśród wyborców spada poparcie dla konkretnej ekipy sprawującej władzę. Wtedy sytuacja, w której zostanie sprowokowany, wywołany czy też nagłośniony pewien istniejący konflikt pozwala na wystraszenie części wyborców. Ta metoda czasami przydaje się, aby spowolnić albo wręcz odwrócić proces utraty poparcia. Wykorzystuje się tu taką dość oczywistą właściwość dużych grup ludzkich, które w przypadku poczucia zagrożenia zaczynają grupować się wokół władzy, co znamy z historii.
Jeśli obywateli solidnie się wystraszy, to oni zawieszą swoje zastrzeżenia do rządzących, bo na razie trzeba się przy tej władzy skupić, aby zażegnać zagrożenie.
Jeśli takiego zagrożenia nie ma akurat pod ręką to trzeba je wytworzyć. A najwygodniej stworzyć przekonanie czającego się zła, któremu tylko władza może się przeciwstawić.

 

fot. Afif Kusuma / Unsplash

Wydanie:

Kategorie: Z dnia na dzień

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy