Dlaczego PiS czuje się bezkarne?

Dlaczego PiS czuje się bezkarne?

Widzimy to na własne oczy. Sąd wydaje orzeczenie w sprawie Kamińskiego i Wąsika, a Kamiński mówi: „Ten wyrok, którego nie uznajemy i uważamy, że nie ma podstaw do wygaszenia nam mandatów, jest to wyrok godny pogardy”.

To i tak łagodne określenie. Bo np. Piotr Lisiewicz z „Gazety Polskiej” woła: „Dzisiaj bandyci w togach posuwają się do działań pokazujących, że sądownictwo w Polsce to jest mafia. Trzeba to mówić wprost i otwarcie. Trzeba być także z tymi sędziami, którzy mieli odwagę tworzyć prawdziwy polski wymiar sprawiedliwości”. Oto clou pisowskiego myślenia – są nasi sędziowie i reszta, która jest bandyterką i mafią. A co się robi z mafią? Walczy się z nią, wsadza do więzienia…

To myślenie widzimy też, obserwując przejmowanie mediów publicznych. PiS uznało je za atak na swoje włości. Parlamentarzyści pisowscy pod pretekstem kontroli poselskiej okupują więc budynki TVP i PAP, legitymują wchodzących, zatrzymują ich, przeszkadzają w pracy.

Jesteśmy o krok od ogłoszenia, że PiS wypowiada posłuszeństwo państwu polskiemu. Bo dla tych ludzi jedynym prawdziwym państwem jest to, w którym oni mają niepodzielną władzę i mogą robić, co chcą, a wszystko inne to okupacja.

Skąd się bierze taka postawa? Można wyliczyć kilka przyczyn, które uzupełniają się wzajemnie. Pierwsza to charakter Jarosława Kaczyńskiego. Konflikt zawsze go napędzał, innej polityki niż szczucie, agresja i szukanie wroga prowadzić nie potrafił. Tak było od początku, gdy w roku 1990 był architektem „wojny na górze”. Z tych bitew tworzył własną mitologię – walki z układem i nomenklaturą, spisku przy Okrągłym Stole, nocy czerwcowej, podczas której „obalono” rząd Jana Olszewskiego, „zdrady” Tuska po roku 2005, a potem zamachu smoleńskiego. Spiski, zdrady, agenci – to zbudowało całe uniwersum PiS. Oto pisowskie wytłumaczenie świata. Kolejna wojna, kolejne męczeństwo jest w tym świecie naturalne.

Takie postrzeganie świata, dzielenie go na swój i obcy, wrogi, jest charakterystyczne dla współczesnych ruchów populistycznych, ale też dla ruchów faszystowskich i rewolucyjnych. Kaczyński świat tak właśnie tłumaczy – Tusk to agent, a patriota agenta nie może słuchać. Jest więc Polska ich, liberalna, postkomunistyczna, kondominium niemiecko-rosyjskie, i Polska nasza. Dziś – bez mała państwo podziemne.

Tak to wygląda w skali makro. Ale jest jeszcze warstwa praktyczna. Historia III RP pokazała bowiem ludziom PiS, że takie zachowanie: nie uznajemy Polski, w której nie rządzimy, się opłaca. Zapewnia krąg wyznawców, ale i coś więcej – bezkarność. Już starożytni Rzymianie mówili: inter arma silent leges, w czasie wojny milczą prawa. W czasie wojny, gdy my łamiemy prawo, jest to słuszne i potrzebne. Bo służy wyższym celom – naszemu zwycięstwu.

Taką sytuację mogliśmy obserwować przez ostatnie osiem lat, gdy ludzie PiS łamali prawo – budując siłę swojej partii i napychając sobie kieszenie. Weźmy aferę Willa+, gdy minister Czarnek rozdawał ministerialne pieniądze fundacjom związanym z PiS na zakup siedzib. Politycy i wyborcy PiS byli z tego zadowoleni – bo to wzmacniało ich stronę.

Jest jeszcze druga przyczyna pisowskiego poczucia bezkarności – po prostu nikt nigdy za przekręty i przestępstwa ich nie ukarał. I to czyni ich zuchwałymi. Podczas niedawnego posiedzenia Sejmu, 14 listopada 2023 r., miała miejsce debata o Krajowej Radzie Sądownictwa. Zbigniew Ziobro wdał się w słowne przepychanki z Borysem Budką. A gdy z ław PO rozległy się okrzyki: „Będziesz siedział!”, Ziobro zadrwił: „Liczę na was. Mam nadzieję, że nie okażecie się takimi fujarami jak za czasów Trybunału Stanu”. Nawiązał tym do nieudanej próby postawienia go przed Trybunałem Stanu w roku 2015. Zabrakło wtedy pięciu głosów, by Ziobro stanął przed TS, bo na sali obrad nie było kilkunastu posłów ówczesnej koalicji PO-PSL.

Jeżeli zatem do tej pory nikt ludzi PiS nie tknął, dlaczego teraz mieliby się bać? Jeśli każda awantura politykom PiS się opłaciła, bo mogli chodzić w glorii męczenników za sprawę i twardzieli, dlaczego mieliby z tego rezygnować?

Piszę o twardzielach nie bez powodu. W polskim życiu publicznym istnieje przekonanie, że prawdziwego polityka powinna cechować sprawczość. Że co obieca – to wykona. PiS na takich się kreowało, to także budowało jego pogardę dla prawa: jeżeli prawo nam w czymś przeszkadza – tym gorzej dla niego.

Sprawczości towarzyszy siła – PiS o to też zadbało. Z budżetu do pisowskich firm i instytucji wyprowadzone zostały miliony złotych, pozmieniano prawo (inni muszą je stosować, PiS – nie), tak by w kluczowych miejscach partia mogła zachować wpływy. Mając dobrze ulokowanych swoich ludzi i milionowe fundusze, można przetrwać w opozycji. I nie trzeba bać się sądów, gdy ma się pieniądze na dobrych prawników.

Te elementy budują w pisowcach poczucie, że są bezkarni, że nowa władza nic im nie zrobi. Słusznie?

O tym rozmawiamy z Anną Materską-Sosnowską i Michałem Wawrykiewiczem. Zapraszamy.

 

 

Wydanie: 01/2024, 2024

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. Anonim
    Anonim 2 stycznia, 2024, 11:21

    A gdzie można z tego zaproszenia skorzystać?

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Anonim
    Anonim 4 stycznia, 2024, 17:13

    Błąd w tytule.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy