Filozofia patriotycznego obłędu

Filozofia patriotycznego obłędu

W sejmowej komisji śledczej, której nazwa jest tak długa, że pełne jej przytoczenie wypełniłoby połowę objętości felietonu, posłowie partii emanującej prawem i sprawiedliwością podnieśli dwie kwestie.
Dla pełnego podkreślenia, że sprawiedliwość w ich nazwie nie jest próżnym frazesem, ale determinantą działania, ba, samą istotą ich istnienia i działania, zapragnęli sprawiedliwości dla klubu LiD, a ściślej dla SLD. Przyjmując, że nie jestem już członkiem tego klubu, zaniepokoili się, że teraz LiD nie ma swego reprezentanta w komisji. Trzeba mnie zatem z tej komisji wyrzucić, bym zrobił miejsce dla prawdziwego przedstawiciela LiD.
Ponieważ próba wyrzucenia mnie z komisji jest stałym punktem zgłaszanym przez posłów PiS na każdym posiedzeniu, już do tego przywykłem. Tym razem jednak okazało się, że niechęć PiS do mnie jest większa niż do całego LiD. I jestem z tego dumny.
Nawiasem mówiąc, klub LiD chce, abym nadal zasiadał w komisji, i troską PiS jest zapewne nieco zdziwiony.
Ciekawsza jednak była druga kwestia. Otóż reprezentant PiS złożył wniosek o odwołanie z grona ekspertów komisji płk. S. Powód? Jak doniosła „Rzepa”, dwaj mniej znani działacze opozycji z Krakowa, z których – nawiasem mówiąc – jeden zanim wstąpił do KPN, najpierw wstąpił do PZPR, zgłosili redakcji, że zgłoszony przeze mnie na eksperta płk S. przed 1989 r. był w SB.
Redakcja „Rzepy” bardzo się tym przejęła i postanowiła sprawę wyjaśnić. Poprosiła więc o wypowiedź m.in. posła Wassermanna, znanego znawcę służb i hydrauliki.
Ten błyskotliwie zauważył, że ja lubię sięgać po ekspertów z byłego SB. Nie wiem, na jakiej podstawie doszedł do tego przekonania, ale doszedł. Widać tak twórczo uogólnił ten jeden przypadek, bo jako żywo do tej pory nie miałem okazji sięgać po jakiegokolwiek eksperta, w szczególności zaś z SB.
Aby było ciekawiej, płk S. został w 1989 r. zweryfikowany do służby w UOP, a w komisji, która go zweryfikowała, zasiadał sam… prokurator Wassermann.
Dla posła PiS Arkadiusza Mularczyka bez znaczenia było to, że w 1989 r. płk S. przeszedł weryfikację. Bez znaczenia było, że przez 18 lat służył niepodległej Rzeczypospolitej najpierw w UOP, później w ABW, że przez ten czas awansował, cieszył się zaufaniem nowych przełożonych. Tym bardziej bez znaczenia jest to, że ma on wiedzę potrzebną komisji, że zna procedury śledcze i operacyjne, że zna zasady i praktykę funkcjonowania służb specjalnych, a to właśnie ma badać komisja.
Dla posła Mularczyka płk S. do końca życia pozostanie esbekiem i tylko esbekiem. Ale z tego założenia wynikają, jak się okazuje, daleko idące konsekwencje. Otóż zdaniem posła Mularczyka, skądinąd (z Nowego Sącza) adwokata, jeśli ktoś kiedyś był w SB, to choćby później przeszedł wszystkie weryfikacje, przesłużył jak płk S. kilkanaście lat w organach III RP (a trochę to nawet w IV), fakt ten ex definitione „osłabia zaufanie do jego wiedzy lub bezstronności”. Osoba taka nie może zatem być biegłym sądowym, nie może być też ekspertem komisji sejmowej.
To śmiała, nawet jak na Nowy Sącz (skądinąd sympatyczne miasto), teza.
Swą tezę poseł rozwija. Każdy esbek „jako wspierający kiedyś system totalitarny utracił automatycznie zaufanie społeczne” i co do każdego takiego istnieje „uzasadniona wątpliwość co do jego bezstronności”. A zatem, wywodzi poseł prawnik zgodnie z art. 196 par. 3 kodeksu postępowania karnego, nie może być biegłym w sądzie, ergo, ekspertem w komisji. Pogratulować posłowi prawniczego wywodu, a Nowemu Sączowi prawnika.
Esbek to esbek. Niech już żyje, ale pełnych praw obywatelskich to mieć nie może. I zaufania do niego do końca życia mieć nie można.
Polemizować z czymś takim jest niezwykle trudno.
Można ewentualnie nieśmiało przypomnieć, że gen. Anders zanim wstąpił do Wojska Polskiego, dosłużył się stopnia kapitana w armii rosyjskiej, jak najbardziej zaborczej. Późniejszy gen. Rybak był do 1918 r. oficerem austriackiego (zaborczego!) wywiadu, admirał Unrug szlify oficerskie zdobywał w pruskiej marynarce itd. Gdyby w 1918 r. nie rządził naczelnik Piłsudski, tylko PiS, trzy czwarte późniejszych polskich generałów nie przeszłoby weryfikacji, lustracji, dezaboryzacji etc.
Na szczęście Piłsudski nie miał „prawa i sprawiedliwości” na sztandarach, tylko olej w głowie i instynkt państwowy.
Przypomnijmy rzecz nowszą. W 1990 r., po weryfikacji byłych funkcjonariuszy SB, spośród blisko 26 tys. służbę w Urzędzie Ochrony Państwa podjęło nieco ponad 4 tys. To z nich zbudowano nowy wywiad i kontrwywiad. To oni zdobyli zaufanie, a wkrótce uznanie nowych zachodnich sojuszników. To z nich stworzono dotąd nieistniejący wywiad „na kierunku wschodnim”. Co więcej, zaryzykować można twierdzenie, że największe sukcesy polskich służb specjalnych dokonały się na początku lat 90. Przypomnijmy. Operacja w Iraku, za którą wielu oficerów wywiadu UOP, dawniej funkcjonariuszy służb peerelowskich otrzymało medale CIA, a państwo polskie zwolnienie z części zadłużenia. Ujęcie szpiega niemieckiego i rosyjskiego. Wykrycie afer FOZZ i Art-B.
Potem już było tylko gorzej. Kolejne lustracje, przecieki, kompromitacje, wpadki, mieszanie się do polityki.
Ta filozofia zaprezentowana przez PiS jest nie tylko obłąkańcza, nie tylko krzywdząca dla wielu ludzi, ale jest też szkodliwa dla państwa. To z tej filozofii wypłynęło rozwiązanie WSI i opublikowanie słynnego raportu, który obsesyjnie wydumanego układu nie obnażył, bo nie miał co obnażyć, ale był bodaj największym prezentem, jaki zrobiono obcym służbom na przestrzeni dziejów. Ponad 900 nazwisk oficerów służby czynnej, współpracowników służb, opisy działań i sfer zainteresowań!
Dziś w służbach wojskowych służą pono patriotyczni harcerze, zdolni bawić się w podchody w Puszczy Kampinoskiej albo urządzać patriotyczne capstrzyki na ulicach Warszawy, a nie osłaniać nasze wojsko w Afganistanie i Iraku! Tam jeszcze trzeba coś umieć. Tymczasem setki oficerów służb wojskowych czeka na koniec wlokącej się miesiącami weryfikacji.
Ze skutkami tego obłędu zmaga się prezydent – nie bardzo wie, co ma zrobić z aneksem do wspomnianego raportu, który zgodnie z ustawą (wyjątkowy bubel prawniczy) ma odtajnić i opublikować. Powinien to zrobić bodajże w „Monitorze Polskim”.
Niektórzy twierdzą, że jest właściwsze miejsce publikacji. Kwartalnik „Psychiatria Polska”.

Wydanie: 16/2008

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy