Jak nie pisać o Mrożku

Jak nie pisać o Mrożku

Małgorzata Niemczyńska z „Gazety Wyborczej” odpiera krytykę – Andrzej Kurz odpowiada

W numerze 35. PRZEGLĄDU opublikowaliśmy tekst Andrzeja Kurza „Ufryzowana historia, czyli jak nie pisać o Mrożku”, w którym wieloletni wydawca utworów Sławomira Mrożka krytycznie odnosi się do książki Małgorzaty Niemczyńskiej. Reakcję Autorki na ten tekst na jej prośbę drukujemy „bez żadnych skrótów czy innych zmian redakcyjnych”.

Szanowna i Droga Redakcjo!
Trudno opisać uczucia, jakie targają mą mizerną piersią po lekturze tekstu pomieszczonego w numerze „Przeglądu” z dnia 25 sierpnia 2014 roku, a zawierającego atak na mą książkę „Mrożek. Striptiz neurotyka”. Nie ukrywam, że ustosunkować się do sformułowanych w nim zarzutów byłoby mi nieco łatwiej, gdyby Szanowny i Drogi Autor (SDA) atakowaną przez siebie książkę przeczytał. Nie od dziś wiadomo jednak, że czytanie książek, które się atakuje, to w zasadzie szczyt małostkowości, zatem pozostaje mi tylko radość, że bez błędu w nazwisku, że aż cztery kolumny, że sam Andrzej Kurz osobiście. Skoro jednak wytknięto mi czarno na białym „nieprzyzwoitość”, pozwolę sobie także na upublicznienie pewnej swojej fantazji.
Pisze oto SDA, co powinnam zrobić, jeśli „w następnym wydaniu książki o Mrożku uzupełnię ją opisem jego ostatniej drogi przez Kraków”. Gdyby SDA – zapewne w przypływie szaleństwa – wspomnianą książkę przeczytał, wiedziałby, że owa „ostatnia droga przez Kraków” opisana w niej została. Oznacza to, że SDA myli się również w tym miejscu, w którym stwierdza, że w chwili śmierci Sławomira Mrożka (SM) rzecz była ukończona. Nie była. To na razie jednak tylko drobiazgi.
Puśćmy dalej wodze fantazji. Gdyby SDA przypływu szaleństwa jednak nie doznał i już nawet (a co tam!) książki mojej nie czytał, ale gdyby choć raz spojrzał okiem roztargnionym na jej spis treści, wiedziałby, że w zamyśle podstawowym książka ta nie jest pełną biografią SM, ale zbiorem powiązanych ze sobą miniatur na kilka wybranych tematów z życiorysu tegoż. Do tematów owych lata szkolne akurat się nie zaliczają i właśnie dlatego – a nie z powodu lenistwa czy też jakiegoś paskudnego uprzedzenia – podczas pracy nad książką nie prosiłam o rozmowę ani SDA, ani też innych szkolnych kolegów SM. Nie oznacza to bynajmniej, że ich opowieści mnie nie interesują. Tak się składa, że rzekomo zlekceważony przeze mnie Stefan Szlachtycz przyjął zaproszenie na mój wieczór autorski w Warszawie, gdzie razem z Januszem Majewskim pojawił się w charakterze specjalnego gościa i o latach szkolnych ze swadą rozprawiał (jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam!).
Fantazjujmy dalej. Gdyby SDA z jakiegoś kompletnie niezrozumiałego powodu zawiesił swe roztargnione oko na spisie treści nieco dłużej, dostrzegłby też zapewne, że obszernie komentowane przez niego wyimki z tzw. teczki SM nie są integralną częścią książki, tylko stanowią – uwaga – aneks. I jako aneks zostały po prostu przedrukowane, i tyle. Po lekturze całości czytelnik doskonale wie (o ile nie wie tego w ogóle), że majaków bezpieki nie należy utożsamiać z prawdą – w wielu miejscach są one w sposób jaskrawy sprzeczne z tym, co zostało opisane na wcześniejszych stronicach. Tylko, no właśnie, trzeba te stronice znać.
Gdyby wreszcie SDA – który tak bardzo czuje się pokrzywdzony, bo w roli wydawcy SM nie został jakoby w mej książce należycie doceniony – upuścił ją po tych wszystkich odkryciach ze swych drżących rąk, być może zobaczyłby, jak zupełnie przypadkiem otwiera się ona na stronie z podziękowaniami. A na niej mógłby wówczas przeczytać, że właśnie jako wydawcy SM składam mu hołd. Czarno na białym. Ta-dam!
Mimo wszystko doceniam, że SDA nie zamierza mnie straszyć po nocach. Niniejszym zapraszam go do udzielenia mi wywiadu, którym postaram się ukoić jego rozgoryczenie osoby pominiętej. Pogadamy o latach szkolnych, pogadamy o przygodach wydawniczych. Tylko żeby już może nie nazywał mnie więcej „panienką”.
Z poważaniem
Małgorzata I. Niemczyńska,
dziennikarka „Gazety Wyborczej”, autorka książki „Mrożek. Striptiz neurotyka”


Odpowiedź Autora
Cieszę się, że zdolna dziennikarka „Gazety Wyborczej” zauważyła istnienie „Przeglądu”.
Gdyby jeszcze jej inni koledzy (i koleżanki)…
Zrozumiałem też moją lekkomyślność: potraktowałem książkę poważnie jako ambitną próbę analizy osobowości Mrożka. Zostałem zaś poinformowany, że to tylko zebrane miniatury dziennikarskiego szczebiotu, a ogromny fragment zapowiadający dzieło w „Gazecie Wyborczej” to nieważny aneks, w dodatku cudzego pióra.
Przepraszam za „panienkę z dobrego domu” i dziękuję za zaproszenie do wywiadu. Czy mógłbym jednak prosić o zamianę propozycji na nekrolog w stosownym czasie?
Andrzej Kurz SDA

Wydanie: 37/2014

Kategorie: Polemika

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy