Kto bardziej umęczony

Kto bardziej umęczony

Na początku okupacji Zofia Nałkowska notuje w dzienniku: „Człowiek trzeźwy, czy choćby rozsądny, od razu jest złym Polakiem. (…) Gdy ci, co dotąd rządzili, skompromitowali się bezpowrotnie, wystarczy parę tysięcy zorganizowanych ludzi, by wziąć w ręce władzę, znieść demokrację i zrobić z Polski państwo totalistyczne (…)”. Czy to nie aktualne?

Nałkowska była niezwykle krytyczna wobec sanacji, a na endecję miała uczulenie, jak zresztą niemal cała polska inteligencja. Podobnie dzieje się teraz, przecież PiS to neoendecja. Do wczoraj była to endecja bez Żydów, a teraz proszę, znowu z Żydami. Jakże cenne są zapiski pisarki, jak dobre literacko, jak czułe moralnie. I ważne dzisiaj, gdy szukamy wytłumaczeń, dlaczego jest teraz, jak jest. Dzienniki Nałkowskiej ukazują też, jak po wojnie odkurzacz historii wsysał ludzi, nawet mądrych i szlachetnych, i pchał ich do jednego mrocznego worka. To wszystko działo się na gruzach dawnego świata. I ludzie chcieli żyć, żyć, żyć, za wszelką cenę, skoro cudem ocaleli. Historia zgotowała im pułapkę. Inteligencja, moralność, przenikliwość i wiedza padały pod naporem nieuchronności procesów historycznych i żelaznych praw nowej świeckiej religii. Kłamstwa aplikowano dożylnie. Obecne liczne akty konformizmu i wiary w rozmaite pisowskie absurdy pomagają nam rozumieć stalinizm. I jak działają mechanizmy publicznego kłamstwa.

By nie pisać tylko o polityce: Nałkowska przyjaźniła się z pisarzem, kiedyś bardzo cenionym, Adolfem Rudnickim. Odwiedzał ją w czasie okupacji, potem mieszkali w jednym domu w Łodzi. Przyjaźniłem się z Adolfem w latach 80. Można powiedzieć, że odziedziczyłem go po swoich rodzicach. I w jakimś sensie oszukałem czas. Pamiętałem go przecież z dzieciństwa. Wtedy był dla mnie na innej planecie, potem nagle byliśmy na jednej. Niezwykłe są te międzyplanetarne podróże. Adolf był człowiekiem osobliwym, żył szeptem i mówił szeptem, co nie przeszkodziło mu być z najpiękniejszymi kobietami w Łodzi i w Warszawie. Zofia Nałkowska w dzienniku, pod datą 24 września 1947 r., opisuje wizytę Adolfa: „Należy do tych moich przyjaciół, który wypełnia sobą całe powietrze pokoju, wyczerpuje cały temat rozmowy swoją osobą. Jedynym interesującym zjawiskiem jest dla siebie on sam. Gdy tylko przestaje być tematem, uczuwa wyraźny smutek, ziewa, pokazując wszystkie zęby aż do gardła, przypomina sobie, że czeka na telefon w domu, i odchodzi bardzo zniechęcony”. To genialny i celny opis tego pięknego narcyza. Czy można przyjaźnić się z narcyzem?

Charakterystyczny obrazek – scena bankowa, Polska 2018 r. Przede mną tylko para starszych ludzi, jedna kasa czynna, jakaś jejmość ją okupuje, widać, że przyszła jak do księdza czy do lekarza, żeby pogadać. Otula krzesło siedzeniem, jakby miała na nim zostać na zawsze. Para przede mną traci cierpliwość. On, z wyglądu kulturalny, woła: „Czy długo jeszcze będzie pani blokować kasę?”. Po czym ciszej: „Do głosowania na PiS to na pewno biegła szybko”. Kobieta nareszcie kończy posiedzenie. Wtedy poznaję, że to mama mojej bliskiej i serdecznej sąsiadki. Pierwsza myśl, że skłonność do monologu to cecha rodzinna. Wita się ze mną serdecznie i pyta: „To, panie Tomku, kiedy idziemy na demonstrację?”. Chadza systematycznie na wszystkie antypisowskie wiece. Ostrożnie z ocenianiem ludzi.

W śmietniku internetu znajduję informację, że po dwuletnim dochodzeniu izraelska policja zarekomendowała dziś prokuratorowi generalnemu postawienie zarzutów korupcji premierowi Benjaminowi Netanjahu. Szef rządu nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów. Kilkakrotnie pisałem o pokrewieństwie rządów Netanjahu w Izraelu i Kaczyńskiego w Polsce. Tu i tam psuje się demokrację. Jest jednak różnica – tam nadal są niezależne sądy.

A premier Morawiecki okrutnie przerośnięty funkcją, jaką pełni, to coś chlapnie, to wysnuje z siebie jakąś brednię. Tym razem zdarzyło mu się w Monachium – to ci już słynni w świecie „żydowscy sprawcy”. Biedak, nie miał znowu złych intencji, ale się pogubił. W tej sprawie trzeba mieć odrobinę wiedzy i empatii. A lud nic z tego nie rozumie i gniewa się, że naszych biją i zabierają nam męczeństwo. Lektura dzienników Nałkowskiej przypomina, że od tego polskiego męczeństwa było aż gęsto w tamtym czasie. Co to jednak za durny pomysł rywalizować w tej dziedzinie z Żydami. Szaleństwo. Doszło do tego, że musimy bronić Polski, mówiąc światu, że rządzą nami ludzie niespełna rozumu.

Wydanie: 9/2018

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy