Kuriozalni rzecznicy

Kuriozalni rzecznicy

W ramach usprawniania przekazu informacji o działaniach Straży Granicznej zniknęła na jakiś czas z konferencji prasowych oraz materiałów radiowych i telewizyjnych ppor. Anna Michalska. Przypuszczamy, że nie ze względu na wadę wymowy, szczególnie bolesną dla słuchających jej wypowiedzi w radiu. Pani podporucznik była również w swoich działaniach bardzo nieprofesjonalna: polemizowała z dziennikarzami, zamiast odpowiadać na pytania, komentowała je w nieodpowiedzialny sposób. Jej wypowiedź o dzieciach z Michałowa będzie cytowana na wszystkich szkoleniach dla rzeczników wszystkich instytucji jako przestroga przed kompromitacją. Zamiast ppor. Michalskiej częściej pojawiała się mjr Krystyna Zdanowicz, rzeczniczka Podlaskiego Oddziału SG.

Kanały komunikacji w sprawach międzynarodowych są szczególnie ważne w trakcie kryzysów. Kilkanaście lat temu w sprawach wschodnich miał swoje kanały prezydent Aleksander Kwaśniewski, miały też je służby wojskowe (do czasu ich likwidacji przez Macierewicza) i cywilne. Istniał wreszcie kanał podstawowy, czyli dyplomatyczny, resortu spraw zagranicznych. Przedstawiciele władz państwowych na Wschodzie wiedzieli, że informacje ze wszystkich kanałów trafią do decydentów w Polsce.

A jak jest dziś? Rządy Białorusi i Rosji wiedzą, że ośrodek władzy w Polsce znajduje się w Warszawie przy ulicy Nowogrodzkiej. Wiedzą też, że jeśli chcą tam dotrzeć z informacją, nie warto korzystać z kanału MSZ. Bo to ministerstwo nie ma żadnego znaczenia w naszym systemie władzy. Minister i wiceministrowie są przez KC przy Nowogrodzkiej traktowani znacznie gorzej niż wiceministrowie w czasach PRL przez KC przy Nowym Świecie (i są znacznie mniej kompetentni). Bolesny przykład powyższej tezy to wezwanie kilkanaście dni temu attaché obrony przy ambasadzie RP w Mińsku do tamtejszego Ministerstwa Obrony. Dzień po wezwaniu odezwał się rzecznik MSZ Łukasz Jasina. Jego oświadczenie było kuriozalne. Według niego wezwanie to było… skutkiem działalności MSZ RP. Szanowny rzeczniku! Gdyby taka działalność miała miejsce, to do MSZ Białorusi powinien zostać zaproszony chargé d’affaires Polski na Białorusi. Widocznie jednak Białorusini uznali, że sprawy przekazane kanałem wojskowym szybciej przebiją się do władz RP i może nawet będą brane pod uwagę. Tak pozycja naszego MSZ jest oceniana w Mińsku.

Łukasz Jasina popełnił jeszcze jeden błąd w sztuce. Otóż zakomunikował, że nasze naciski na Turcję odniosły skutek i w Turcji nie będą już sprzedawane bilety obywatelom Iraku, Syrii i Jemenu na loty Turkish Airlines i Belavia do Mińska. W ten sposób nasza władza zraziła do siebie Turków, do których umizguje się od dłuższego czasu! Miejmy świadomość, że Turcja to regionalne mocarstwo. Erdogan może więc ugiąć się przed Rosją, USA, Chinami, NATO czy Unią Europejską. I tyle… Turkish Airlines latają do Polski raz dziennie. Lotów do państw Unii jest kilkaset dziennie i to naciski Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych spowodowały reakcję władz Turcji, chroniących swojego przewoźnika.

Nerwowe ruchy alei Szucha, by podstawiać nogę, gdziekolwiek kują, świadczą o tym, że minister spraw zagranicznych i jego zastępcy uświadomili sobie, że na scenie politycznej odgrywają jedynie rolę halabardników.

Wydanie: 48/2021

Kategorie: Aktualne, Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy