Lewica antysystemowej zmiany

Lewica antysystemowej zmiany

Te dwie wizje – antykomunistyczno-narodowo-religijnej wspólnoty i neoliberalnego egoizmu – nie wykluczają się. Głównymi bohaterami fanów Pawła Kukiza są – podobnie jak dla PiS – żołnierze wyklęci. Na płaszczyźnie budowy owej wspólnoty i walki z tzw. układem antysystemowcy mogą się okazać cennym sojusznikiem Jarosława Kaczyńskiego.

Na początku obecnego stulecia PiS zdołało odebrać zdemoralizowanemu rządzeniem i zauroczonemu ideami tzw. trzeciej drogi oraz nowej lewicy Sojuszowi Lewicy Demokratycznej elektorat socjalny. SLD przestał się jawić jako partia dobrej zmiany społecznej, łagodzącej ból reform Balcerowicza, prywatyzacji i bezrobocia. Sojusz przeszedł z pozycji wprawdzie życzliwego, ale krytyka istniejącego porządku na pozycje jego apologety. Pozostał nim także po klęsce wyborczej w 2005 r.

Gdy w 2008 r. kierownictwo w SLD przejął Grzegorz Napieralski, obiecał spragnionemu powrotu do władzy aparatowi, że po następnych wyborach Sojusz będzie współrządził. Nie dotrzymał słowa i musiał odejść. Leszek Miller poszedł śladami Napieralskiego – skoncentrował się nie na konsekwentnie lewicowym zwrocie programowym, lecz na powtarzaniu zaklęć o nadchodzącym współrządzeniu. Robił to także po kompromitującym wyniku Magdaleny Ogórek w wyborach prezydenckich. Jeśli cementem partii nazywającej się lewicą pozostanie perspektywa stanowisk w administracji rządowej, spółkach skarbu państwa i mediach publicznych, nietrudno odgadnąć jej wynik w październikowych wyborach.
Nadchodzi czas lewicy

To lewica powinna być twarzą zmiany. Zmiany prawdziwie antysystemowej, bo negującej i wspólnotę opartą na XIX-wiecznych kryteriach narodowo-religijnych, i neoliberalny egoizm. Jedynie lewica jest wiarygodną siłą zmiany, w której egalitaryzm znaczy więcej niż elitaryzm, to, co powszechne i publiczne, ceni się wyżej niż prywatne, równość kroczy przed nierównościami, praca przed kapitałem, a sprawiedliwość przed wyzyskiem. Jedynie lewica może stworzyć wielką wizję wspólnoty – nie narodowo-wyznaniowej, lecz społecznej, w której nie ma mechanizmów wykluczenia ani prześladowania.

O tym, że inny świat jest możliwy, świadczy niedawna historia. Polska Ludowa – przy całej jej ułomności – pozostaje nieocenionym punktem odniesienia, choć wciąż przez lewicę niewykorzystanym. Nie chodzi tylko o Ziemie Odzyskane, odbudowę Warszawy, tysiące fabryk, miliony miejsc pracy i mieszkań, lecz także o wartości. Do dziś powszechny sentyment wywołuje fenomen PRL-owskich podwórek. Na jednym podwórku bawiły się dzieci z domów, w których sąsiadami byli sprzątaczka i lekarz, robotnik i dyrektor, osoba z wieczorową podstawówką i profesor. Status ich rodziców odgrywał rolę drugorzędną, te dzieci tworzyły unikatową w polskich dziejach wspólnotę równych osób. Dziś podwórka świecą pustkami, nie tylko dlatego że dzieci grają na komputerze. Wielu rodziców nie chce narażać pociech na „niepożądane” kontakty. Jeśli mieszkają w domach jednorodzinnych, fundują im na posesji prywatny plac zabaw, wychowując kolejne pokolenie egoistów.

Media Agory – „Gazeta Wyborcza” i radio TOK FM – z radością powitały powstanie Partii Razem tworzonej przez 20- i 30-latków. Szczególnie ucieszyła je deklaracja jednej z aktywistek, że w Razem jest „zero złogów postkomunistycznych”. Środowiska postsolidarnościowe wciąż walczą z PRL („Gazeta Wyborcza” uczestniczy tradycyjnie w akcji „Wyłącz system”, która wobec aktualnej mody na antysystemowość wygląda jak wzięta z Gombrowicza) i tęsknią do lewicy o nieskalanym PRL rodowodzie. Apriorycznie uznaje się jej wyższość. Nic bardziej błędnego. Choć nie ma powrotu do autorytarnego modelu ustrojowego, partia zmiany społecznej musi się odwoływać do dorobku Polski Ludowej, podobnie jak do polskiego i międzynarodowego ruchu robotniczego. To legitymacja jej wiarygodności.

Największe od przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku oczekiwania na zmianę na naszym kontynencie zwiastują koniec neoliberalnej historii. Odpowiedzią na nie nie jest ani darwinizm społeczny, ani zamykanie się w narodowo-wyznaniowych gettach. Nadchodzi czas tworzenia wielkiej lewicowej wizji nowego społeczeństwa.

Foto: Jacek Wajszczak/REPORTER

Strony: 1 2 3

Wydanie: 24/2015

Kategorie: Publicystyka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy