Łukaszenka mon amour

Łukaszenka mon amour

Ustami wiceministra Konrada Szymańskiego MSZ woła, że cofnięcie dotacji do telewizji Biełsat to decyzja finansowa, a nie jakakolwiek inna. I że nie chce Biełsatu likwidować, tylko zreformować.

Do tej pory MSZ dokładało do stacji 17 mln zł rocznie. Teraz chce dokładać 5 mln. Czy ktoś uwierzy, że te 12 mln to pieniądze, których w MSZ nie ma? Że trzeba je zaoszczędzić, bo inaczej budżet się zawali? Nikt w to nie uwierzy. Zmiana jest więc polityczna.

Mówi zresztą o tym otwarcie Witold Waszczykowski. „Ja nie chcę grać z Białorusinami. Ja chcę się z nimi ułożyć. Czy po 10 latach funkcjonowania Biełsat polepszył relacje polsko-białoruskie? Czy Związek Polaków na Białorusi został zarejestrowany, czy skasowany? Skoro tamte instrumenty nie doprowadziły do polepszenia relacji, to może spróbujmy innych” – to są jego słowa z wywiadów prasowych.
Te słowa to jak wisienka na torcie wieńcząca polskie działania wobec Białorusi w roku 2016. Najpierw wizytę wicepremiera Mateusza Morawieckiego, który zapowiadał projekty biznesowe. Następnie wizytę marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego, który po powrocie chwalił Łukaszenkę i mówił, że na Białorusi jest porządek. No i wizytę Witolda Waszczykowskiego, który był zachwycony przyjęciem w Wołkowysku, skąd wywodzi się jego rodzina.

Mamy więc nowy rozdział w stosunkach polsko-białoruskich, który otwiera PiS. Ceną za to otwarcie jest m.in. Biełsat, z którego finansowania wcześniej – co warto zauważyć – wycofały się Norwegia i Szwecja. A którego szefową od zawsze była Agnieszka Romaszewska-Guzy, osoba, której do PiS nigdy nie było daleko. Zresztą, jeśli chodzi o politykę wschodnią, to PiS i PO grały przez lata wspólną muzykę…

Co więc się stało, że PiS porzuca swoich ludzi i swoją dotychczasową politykę wobec Wschodu? Owszem, to, co było do tej pory, okazało się klapą. Ale czy to wystarczający argument?

PiS go podnosi, mówi też, że Polska powinna być otwarta na Wschód, powinna korzystać ze swojego położenia geograficznego. To wszystko jest słuszne – tylko że ważne są również okoliczności danych działań. Polska mocna w Unii mogłaby się otwierać na Wschód, ona sama byłaby wówczas tam atrakcyjna, no i wzmacniałoby to jej pozycję na Zachodzie. Ale gdy skłócona z Unią Polska, oskarżana w Brukseli o łamanie demokracji, otwiera się na Łukaszenkę, wygląda to karykaturalnie. Bo w Mińsku czytają to jako rozpaczliwą próbę szukania nowej równowagi, a w Brukseli jako potwierdzenie słuszności powiedzenia: ciągnie swój do swego.

O tym, że Mińsk wykorzystał słabość Polski, świadczy reakcja Łukaszenki – przyjął deklaracje polskich ministrów, wysłuchał komplementów, ale sam niczego nie obiecał.

O co więc chodzi? A może to jest również, jak tłumaczy była ambasador w Moskwie Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, odejście od polityki Giedroycia, zakładającej funkcjonowanie między Warszawą a Moskwą suwerennych i demokratycznych państw – Litwy, Białorusi i Ukrainy? Odejście od wspierania budowy tam demokracji i społeczeństwa obywatelskiego?

Poczekajmy na wizytę polskich przedstawicieli w Moskwie (pierwszy pojechać ma tam wicepremier Morawiecki), wtedy będziemy wiedzieć więcej.

Wydanie: 2/2017

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy