Mała reprywatyzacja – wielka hucpa!

Mała reprywatyzacja – wielka hucpa!

Prawnicy z naruszeniem fundamentalnych zasad prawa wyręczyli opieszałego skądinąd ustawodawcę w uregulowaniu spraw związanych z nieruchomościami wywłaszczonymi na mocy Dekretu Bieruta. Rozstrzygali sprawy dekretowe, pomimo że nie sposób było odwrócić skutków wywłaszczeń ze względu na upływ czasu, a także istotne zmiany prawa i stanu prawnego nieruchomości. Działo się to wprawdzie w słusznej sprawie, ale zrodzony z tego potworek prawny zwany „małą reprywatyzacją”, to wyjątkowa szkarada, stanowiąca karykaturę idei praworządności. Zwracane nieruchomości rzadko kiedy pozostają w rękach spadkobierców dawnych właścicieli, a obrót nimi to wyjątkowo intratny interes.

Wprowadzenie

Każdemu, kto po raz pierwszy spotyka się z zagadnieniem reprywatyzacji, intuicyjnie wydawać się musi trudnym do zaakceptowania, że w Rzeczpospolitej Polskiej pod rządami Konstytucji z 1997 r. możliwe jest odwracanie skutków prawnych decyzji nacjonalizacyjnych wydawanych w latach czterdziestych czy pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Co do zasady potrzeba zadośćuczynienia osobom pokrzywdzonym wywłaszczeniami w czasach PRL realizowanymi często wbrew obowiązującemu wówczas prawu, nie powinna budzić niczyich wątpliwości. Jednak zwracanie w naturze mienia nieruchomego od dekad zajmowanego przez gminę czy państwo już na pierwszy rzut oka budzi intuicyjny sprzeciw. Gdy uzmysłowimy sobie, że pod pozorem słusznego naprawienia szkód wyrządzonych powojennymi wywłaszczeniami, poprzez nadużycie instytucji stwierdzenia nieważności decyzji administracyjnej okreslonej przepisami Kodeksu postępowania administracyjnego (dalej Kodeks lub k.p.a.), pozwolono na wypaczanie istoty fundamentalnych instytucji prawnych, to zasadnicze wątpliwości co do zasadności takiego obrotu sprawy nie dają się rozsądnie wytłumaczyć. Kluczem do „małej reprywatyzacji” jest bowiem art. 156 k.p.a., który umożliwia stwierdzanie nieważności decyzji administracyjnych. Wprawdzie instytucja stwierdzenia nieważności z samej swojej natury winna być stosowana retrospektywnie, to jednak stosowanie jej z mocą wsteczną napotyka na fundamentalne konstytucyjne ograniczenia. Wyniki pogłębionych rozważań na temat retrospektywnego stosowania art. 156 k.p.a. stawiają pod znakiem zapytania legalność całego dorobku prawnego tworzącego pseudo-instytucję prawną tzw. małej reprywatyzacji. Opinia publiczna powinna dowiedzieć się o tym, gdyż bez jej wiedzy i zgody wyrażonej w ustawie przez ponad dwadzieścia lat w trybie administracyjnym decydowano o wspólnym mieniu państwowym i komunalnym, którego łączna wartość jest astronomiczna.

Co to jest „mała reprywatyzacja”?

Polska jako jedyny kraj Unii Europejskiej wywodzący się z dawnego bloku państw Układu Warszawskiego po dziś dzień nie przyjęła rozwiązań ustawowych, zmierzających do kompleksowego uregulowania rekompensaty za wywłaszczenia przeprowadzone w okresie komunizmu. Inne kraje, na terenie których problem ten występował, przyjęły stosowne akty prawne, regulując tę problematykę jeszcze w latach 1991-1993. Zakres reprywatyzacji w państwach, które na drodze legislacyjnej rozpatrzyły to skomplikowane prawnie zagadnienie był bardzo różny – począwszy od restytucji mienia w naturze, skończywszy na wypłacie rekompensat przez różne kombinacje tych i innych rozwiązań prawnych. Uchwalana właśnie przez parlament ustawa o zmianie ustawy o gospodarce nieruchomościami i ustawy Kodeks rodzinny i opiekuńczy odnosząca się do niektórych problemów związanych ze stołeczną reprywatyzacją jest tylko prowizoryczną namiastką pełnej regulacji i realizuje doraźne cele.

Niezależnie od tego, że ustawy reprywatyzacyjnej, jak nie było, tak nie ma, proces reprywatyzacji w Polsce trwa od początku lat 90. XX stulecia w formie tzw. małej reprywatyzacji. Polega ona na unieważnianiu indywidualnych aktów wywłaszczeniowych na podstawie orzeczeń organów administracji wydawanych na wniosek dawnych właścicieli nieruchomości lub ich następców prawnych. Decyzje reprywatyzacyjne są kontrolowane przez sądy administracyjne, jednak zakres tej kontroli jest ograniczony przepisami procedury. Sądy nie kontrolują spójności prawnej całej koncepcji „małej reprywatyzacji”, a jedynie badają legalność konkretnych decyzji administracyjnych, będących podstawą powojennych wywłaszczeń. Zakres kontroli sądowej decyzji administracyjnych ogranicza się wyłącznie do treści skargi oraz badania z urzędu ważności zaskarżonego postępowania. Warto zwrócić uwagę, że kontrola sądowa jest uruchomiana tylko i wyłącznie wtedy, gdy znajdzie się podmiot uprawniony do zaskarżenia decyzji zwrotowej. Jak to zostanie wykazane poniżej, dziwnym trafem krąg tych podmiotów został istotnie ograniczony.

„Mała reprywatyzacja” na terenie miasta stołecznego Warszawy odbywa się na podstawie przepisów Dekretu z dnia 26 października 1945 r. o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze m.st. Warszawy (dalej Dekret). Proces ten w praktyce budzi wiele kontrowersji społecznych, gdyż w jego efekcie lokatorzy zwracanych budynków komunalnych często w przykrych dla nich okolicznościach muszą opuścić swoje dotychczasowe miejsce zamieszkania. Reprywatyzacja skutkuje również zawłaszczaniem obszarów publicznych takich jak parki, place i szkoły (sic!), co do których przez długi czas zapewniano, że nie zostaną zwrócone. Z drugiej strony spadkobiercy dawnych właścicieli słusznie domagają się zadośćuczynienia za znacjonalizowane mienie. Znaczna część postępowań w sprawach dekretowych trwa latami, a inne kończone są szczęśliwym zwrotem nieruchomości już po kilku miesiącach. Nie da się ukryć natomiast, że samo podejmowanie po 1989 r. decyzji reprywatyzacyjnych na podstawie Dekretu Bieruta zakrawa na najbardziej cyniczny żart w polskiej historii państwa i prawa.

Informacje dostępne w źródłach prasowych na temat zjawiska reprywatyzacji w Warszawie pozwalają szacunkowo przyjąć, że dotyczy ona przynajmniej kilku tysięcy nieruchomości zlokalizowanych w centralnych dzielnicach miasta w granicach administracyjnych Warszawy z dnia 21 listopada 1945 r. Ceny rynkowe nieruchomości gruntowych objętych postępowaniami o zwrot w trybie Dekretu można szacować w tysiącach złotych za m2. Szacunkowa wartość przeciętnej nieruchomości zabudowanej wielorodzinnym budynkiem mieszkalnym położonej w centralnych dzielnicach Warszawy kształtuje się w przedziale od kilku do kilkudziesięciu milionów złotych. Całe zagadnienie zatem dotyczy mienia nieruchomego o łącznej wartości liczonej w miliardach złotych.

Strony: 1 2 3 4 5

Wydanie:

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy