Manewry Blinkena

Manewry Blinkena

L-R: U.S. Secretary of State Anthony Blinken and Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu shake hands after their meeting at the Prime Minister's Office in Jerusalem, on Monday, Jan. 30, 2023. (Debbie Hill/Pool Photo via AP)

Amerykańska administracja ma dla Izraelczyków i Palestyńczyków tylko wytarte slogany Wizyta sekretarza stanu USA Antony’ego Blinkena w Izraelu przypadła na bardzo trudny moment dla koalicji Beniamina Netanjahu. W kraju trwają protesty przeciwko zaproponowanej przez ministra sprawiedliwości Jariwa Lewina reformie sądownictwa, która ma zmienić sposób wyboru sędziów Sądu Najwyższego i umożliwić rządowi odrzucanie ich wyroków. W piątek, 27 stycznia, w Newe Jaakow doszło do zamachu terrorystycznego, w którym zginęło siedem osób udających się do synagogi. Następnego dnia w Jerozolimie z ręki palestyńskiego 13-latka zginęły kolejne dwie osoby. Izraelska policja i wojsko prowadzą w ostatnich tygodniach akcję przeciw palestyńskim organizacjom na Zachodnim Brzegu, w której od początku roku do wizyty Blinkena zginęło 35 Palestyńczyków, przede wszystkim bojowników, ale także cywilów. 26 stycznia wojsko przeprowadziło operację w Dżaninie. Niektórzy dziennikarze, np. Oliver Holmes z brytyjskiego „Guardiana”, określili ją jako wyjątkowo zaciekłą. W odwecie Hamas ostrzelał południe Izraela, Autonomia Palestyńska zaś ogłosiła zawieszenie współpracy dotyczącej bezpieczeństwa z rządem Netanjahu. Spokoju nie zapewnia również sytuacja w Iranie, gdzie 28 stycznia w fabryce amunicji w Isfahanie doszło do eksplozji po ataku trzech dronów. Dwa z nich miały zostać zestrzelone, trzeci eksplodował. Tej samej nocy wybuchł pożar w rafinerii naftowej w Tebrizie i w fabryce oleju silnikowego w mieście Azarszahr. Obecnie trudno jednoznacznie określić, czy te wypadki były ze sobą powiązane. „Wall Street Journal” i Agencja Reutera, powołując się na anonimowych amerykańskich urzędników, przekazały, że za atakami miały stać izraelskie służby. Netanjahu, udzielając 31 stycznia wywiadu Jake’owi Tapperowi z CNN, przyznał, że jego kraj działa, by „zapobiec rozwojowi pewnych irańskich broni”, choć nie potwierdził, by to on – lub podlegli mu wojskowi czy ministrowie – wydał rozkaz przeprowadzenia operacji w Isfahanie. Po kilku dniach irańskie media rządowe winą za ataki obarczyły kurdyjskich separatystów, co jest wersją o tyle wygodną, że wcale nie wyklucza udziału Izraela, ale nie zmusza do akcji odwetowej. Interes Waszyngtonu W Izraelu Blinken musiał balansować między tym, czego oczekuje od niego rząd Netanjahu, a tradycyjnymi amerykańskimi deklaracjami o wyznawanych przez Waszyngton wartościach. Dla administracji USA kluczowe wydają się dzisiaj dwie sprawy: powstrzymywanie ekspansji Iranu, który zacieśnia współpracę z Moskwą, i niedopuszczenie do aneksji Zachodniego Brzegu Jordanu przez Izrael, która obaliłaby promowaną przez Stany Zjednoczone ideę rozwiązania dwupaństwowego. W tę mało kto już dzisiaj wierzy. A czy wierzy sam Waszyngton? Na to pytanie trudno jednoznacznie odpowiedzieć, lecz fakt, że żaden z ostatnich prezydentów USA nie naciskał na Izrael w tej kwestii, ograniczając się do retorycznego wspierania pokoju na Bliskim Wschodzie, każe przypuszczać, że Amerykanie mogą przede wszystkim chcieć utrzymać status quo. Blinken spotkał się też z palestyńskim prezydentem Mahmudem Abbasem, po czym na Twitterze zapewnił, że „Izraelczycy i Palestyńczycy równo zasługują na wolność, bezpieczeństwo i dobrobyt”, i ponownie przypomniał o przywiązaniu Waszyngtonu do idei rozwiązania dwupaństwowego oraz wsparciu dla narodu palestyńskiego. Na koniec swojej podróży dodał jeszcze, że była ona produktywna, a Stany Zjednoczone będą wspierać obie strony konfliktu i ich starania o deeskalację napięć. Próżno jednak szukać proponowanych rozwiązań, choćby miały być tak kontrowersyjne jak odrzucony przez Palestyńczyków plan Donalda Trumpa ze stycznia 2020 r., nazwany „Pokój dla dobrobytu”, który zakładał utworzenie palestyńskich enklaw połączonych siecią mostów i tuneli, otoczonych przez Izrael. Przedstawiciele administracji Bidena podczas kolejnych spotkań z izraelskimi i palestyńskimi politykami wygłaszają jedynie te same wytarte slogany, za którymi nie idą realne działania. O tym, że koncepcja dwupaństwowa ma dzisiaj na Bliskim Wschodzie umiarkowane znaczenie, mogą świadczyć słowa samego Netanjahu, który nie tylko mówił w kampanii wyborczej, że porozumienia z Oslo zostały zneutralizowane, ale też podkreślił w rozmowie z Tapperem, że priorytetem dla jego rządu jest normalizacja relacji z innymi państwami arabskimi. Dopiero w dalszej kolejności, gdy „rozwiązany zostanie konflikt izraelsko-arabski”, zwróci się do Palestyńczyków i wypracuje pokój. Wprost powiedział jednak, że nie jest zainteresowany oddaniem Palestyńczykom pełnej suwerenności, zachowując dla Izraela monopol na bezpieczeństwo. Wizja pokoju proponowana przez Netanjahu zakłada więc, że Ramallah miałoby się zgodzić na kapitulację. Miliardy dla Izraela, miliony dla Palestyńczyków Z drugiej strony trzeba przyznać, że Netanjahu nie zdecydował się urzeczywistnić swoich

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 06/2023, 2023

Kategorie: Świat