Mit powstania, kłamstwa Dudy

Mit powstania, kłamstwa Dudy

Słowa prezydenta o powstaniu warszawskim to manipulacja historią i mijanie się z prawdą

Powstanie warszawskie zostało po 1989 r. wkomponowane w prawicową politykę historyczną, stając się jednym z jej mitów. Obok mitu powojennego „powstania antykomunistycznego” i „rewolucji Solidarności” mit powstania warszawskiego ma odgrywać ważną rolę w kształtowaniu nowej świadomości historycznej i narodowej Polaków. Niestety, związek polityki historycznej z prawdą historyczną często jest luźny albo nie ma go wcale. Widać to znakomicie chociażby w Muzeum Powstania Warszawskiego, gdzie powstanie zostało przedstawione jako czyn heroiczny i piękna młodzieńcza przygoda, a za jedynych winnych klęski uznano PKWN i Związek Radziecki. Zobaczymy tu, jak działały harcerska poczta powstańcza i teatrzyk powstańczy, ale o rzezi Woli dowiemy się niewiele.

Nie inaczej wyglądają uroczystości rocznicowe. Z towarzyszących obchodom przemówień polityków prawicy nie sposób się dowiedzieć, że powstanie warszawskie było jedną z największych klęsk w historii narodu polskiego. I to klęską wielowymiarową – polityczną, wojskową, humanitarną. Że było katastrofą narodową, która pogrzebała kilkusetletnie dziedzictwo kulturalne i historyczne stolicy. Wręcz przeciwnie – lansowana jest teza, że powstanie warszawskie było zwycięstwem. I nie tylko „moralnym”, ale jakoby również politycznym. Taka narracja przewijała się też przy okazji tegorocznych obchodów 75. rocznicy powstania. Jej przykładem było m.in. wystąpienie prezydenta Andrzeja Dudy pod pomnikiem Powstania Warszawskiego 31 lipca.

Powstańczy szantaż

Prezydent Duda powiedział m.in.: „Dziś tutaj, na tym placu, cztery pokolenia Polaków śpiewają »Ojczyznę wolną pobłogosław, Panie«. To dzięki temu pierwszemu, temu właśnie, które wtedy na ulicach Warszawy się krwawiło, walczyło z bronią w ręku o wolną Polskę – pokoleniu, które czasem nazywamy pokoleniem Kolumbów (…) – to dzięki niemu, jego odwadze, bohaterstwu i determinacji Polska jest. To dzięki następnemu pokoleniu – bumu końca lat 40. i początku lat 50., ich dzieci – mimo że Polska nie była w pełni wolna, suwerenna, niepodległa, mit powstania warszawskiego trwał i przetrwał. To dzięki niemu moje pokolenie – lat 70., a potem 80., czyli znów: dzieci, a wnuki powstańców – mogły w tym micie żyć, kultywować go, czasem w podziemiu, czasem nielegalnie w harcerstwie, ale cały czas pamiętając o nim i jego istocie”.

Prezydentowi Dudzie należy się uznanie za to, że użył określenia mit i tym samym przyznał, że polityka historyczna, jakiej patronuje, kreuje mit historyczny. Jednakże mity i legendy nie służą zrozumieniu historii, lecz ją wypaczają. W słowach prezydenta słychać echa zeszłorocznego wystąpienia senatora, prof. Jana Żaryna – jednego z czołowych animatorów polityki historycznej PiS. Sens jego wypowiedzi był mniej więcej taki, że powstanie co prawda upadło, ale uniemożliwiło „skomunizowanie polskiej duszy”, dzięki czemu były możliwe przemiany polityczne w 1980 i 1989 r.

To nic innego jak manipulacja pamięcią historyczną i mijanie się z prawdą. Powstanie warszawskie nie doprowadziło do zmian ustrojowych w 1989 r., chociaż w pewnym sensie wpłynęło na sytuację polityczną w Polsce po 1980 r. Dla Solidarności było bowiem lekcją, z której wyciągnięto wniosek, że trzeba odrzucić beznadziejny zryw zbrojny jako metodę walki. Zmiany polityczne w 1989 r. były rezultatem nie czynu zbrojnego, ale porozumienia politycznego. Porozumienia, które było możliwe dzięki odrzuceniu przez część ówczesnej opozycji tzw. ideologii powstańczej, która wyrosła z polskiego romantyzmu politycznego XIX w. Opowieść o tym, że powstanie warszawskie było zwycięstwem, którego owoce zebraliśmy w 1989 r., jest stawianiem świata na głowie.

Kup książki o prawdziwej historii powstania

Szerzej na ten temat pisał Lech Mażewski w eseju „Powstańczy szantaż. Od konfederacji barskiej do stanu wojennego” (Warszawa 2004). Przeprowadzając analizę wszystkich polskich klęsk powstańczych, począwszy od konfederacji barskiej, wykazał, że w latach 1980-1981 nie udała się powtórka powstańczego szantażu. Dzięki temu była możliwa pokojowa zmiana ustroju w 1989 r. To najwidoczniej bardzo boli rządzącą prawicę, która z podważania i deprecjonowania porozumienia Okrągłego Stołu uczyniła jeden z fundamentów swojej tożsamości politycznej.

W obecnym micie powstania warszawskiego przejawia się także chęć delegalizacji PRL jako formy państwowości polskiej. Świadczy o tym kolejny fragment wystąpienia prezydenta Dudy: „Ten słynny spór z komunistami, którzy byli skłonni – bo przecież nie mogli inaczej, tego się nie dało – zgodzić się na cześć wobec powstańców warszawskich, ale za nic nie chcieli się zgodzić na cześć i oddanie chwały powstaniu warszawskiemu. Dlaczego? Bo była w nim idea. To nie był po prostu zbrojny zryw – on miał swój cel, był po coś, po coś była ta determinacja”.

Jest to po prostu nieprawda. Pamiętam rok 1979 i państwowe – jak najbardziej – obchody 35. rocznicy powstania warszawskiego. Akademie w szkołach i piękny film dokumentalny pokazany 1 sierpnia o godz. 20 w Programie 1 komunistycznej – bo innej nie było – telewizji. Pamiętam rok 1984 i państwowe obchody 40. rocznicy powstania. Masę publikacji książkowych i prasowych – nieraz o wiele mądrzejszych niż obecne – jakie wtedy się ukazały, a także audycje telewizyjne i radiowe z udziałem weteranów powstania. Pamiętam wreszcie rok 1989 i państwowe obchody 45. rocznicy powstania, podczas których odsłonięto pomnik Powstania Warszawskiego na placu Krasińskich w Warszawie. Odsłaniali go wtedy prezydent PRL gen. Wojciech Jaruzelski i prymas Polski kard. Józef Glemp.

Emigracja oskarża

Pamięć o powstaniu była co najwyżej marginalizowana w latach 1948-1956. Po przełomie październikowym, już w 1957 r., odbyły się pierwsze państwowe obchody rocznicy powstania z udziałem jego weteranów. Do ZBoWiD masowo przyjmowano wtedy byłych akowców. Członkiem zarządu głównego i rady naczelnej tej organizacji został płk Jan Rzepecki (1899-1983) – członek Komendy Głównej AK, uczestnik powstania i więzień stalinizmu. Po 1956 r. ukazało się też oficjalnie wiele publikacji na temat powstania – różnego typu, różnych autorów i prezentujących różne punkty widzenia.

Podejrzewam, że mówiąc o rządzących w PRL, którzy „za nic nie chcieli się zgodzić na cześć i oddanie chwały powstaniu warszawskiemu”, prezydent miał na myśli to, że nie podzielano wtedy tez obecnej polityki historycznej. Tez stojących w sprzeczności ze źródłami i faktami przywołanymi przez takich chociażby historyków jak Jan M. Ciechanowski czy Andrzej L. Sowa. Czy to przypadek, że o wiele krytyczniej niż „propaganda komunistyczna” wyrażał się o sprawcach wybuchu powstania warszawskiego jego uczestnik i emigracyjny historyk Jan M. Ciechanowski (1930-2016)? Najostrzejsza ocena dowódców AK, którzy doprowadzili do wybuchu powstania, pochodziła nie od propagandy PRL, ale od gen. Władysława Andersa, który 31 sierpnia 1944 r. w liście do ppłk. Mariana Dorotycza-Malewicza „Hańczy” pisał: „Byłem całkowicie zaskoczony wybuchem powstania w Warszawie. (…) Powstanie w ogóle nie tylko nie miało żadnego sensu, ale było nawet zbrodnią”.

Jeśli natomiast chodzi o cześć dla powstańców warszawskich, trudno nie zauważyć, że dzieleni wedle kryteriów politycznych są oni obecnie. Do tych „gorszych” uczestników powstania należą żołnierze Wojska Polskiego na Wschodzie, którzy we wrześniu 1944 r. poszli na pomoc walczącej Warszawie, oraz żołnierze Armii Ludowej, która została uznana przez gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego za część Polskich Sił Zbrojnych walczących w stolicy, ale nie jest za taką uznawana przez animatorów obecnej polityki historycznej. Wbrew intencjom politycznym dowództwa AK powstanie warszawskie stało się powstaniem ogólnonarodowym, w którym wzięły udział także siły reprezentujące szeroko rozumianą stronę komunistyczną. Kreowanie mitu powstania jako mitu antykomunistycznego wypacza również tę prawdę historyczną.

Do jakich absurdów prowadzi stosowanie wobec powstania warszawskiego wyłącznie optyki antykomunistycznej i antyradzieckiej (antyrosyjskiej), pokazuje ten fragment wystąpienia prezydenta: „Można powiedzieć, że jeżeli Hitler był śmiertelnym wrogiem Stalina, to całkowicie brakło mu wtedy przezorności i wizjonerstwa politycznego. Bo gdyby chciał chociaż odrobinę popatrzeć na realia, czym prędzej wycofałby niemieckie wojska z Warszawy i nie walczyłby z powstańcami. Zatrzymałby się 10 km od miasta i spokojnie czekał na Rosjan. Ale tego nie zrobił i wykrwawił powstanie. Ale Stalin dzięki temu zobaczył jedno: Polacy są niezłomni, Polaków nie da się łatwo ujarzmić, Polacy nie dadzą się tak bezkarnie zadeptać, Polacy są dumni i groźni, Polakom nieobce są bohaterstwo i odwaga aż do śmierci”.

Czy to znaczy, że powstańcy walczyliby lepiej z Rosjanami niż wojska hitlerowskie? W obronie III Rzeszy?

Kamień… u szyi

Liczba elementów w tym fragmencie, z którymi należałoby podjąć polemikę, wymagałaby obszernego eseju, z przywołaniem podstawowych źródeł historycznych, które prezydent RP najwyraźniej ignoruje. Opowiadanie takich rzeczy służy usprawiedliwieniu wydania przez dowództwo AK rozkazu pójścia do walki bez liczenia się z faktami. Ma przykryć to, że do wybuchu powstania 1 sierpnia 1944 r. doszło na skutek powstańczego szantażu. W dniach 25 lipca-5 sierpnia 1944 r. radziecka 2. Armia Pancerna została pobita pod Warszawą przez dywizje Waffen SS „Wiking” i „Totenkopf” oraz dywizję pancerno-spadochronową „Hermann Göring”. Ofensywa 1. Frontu Białoruskiego, która rozpoczęła się 22 czerwca 1944 r. pod Witebskiem i Mohylewem na wschodniej Białorusi (operacja Bagration), została zatrzymana przez Niemców na przełomie lipca i sierpnia 1944 r. na linii Wisły. Gen. Bór-Komorowski został poinformowany 31 lipca 1944 r. około godz. 18 przez płk. Kazimierza Iranka-Osmeckiego (szefa wywiadu AK) o odrzuceniu przez Niemców wojsk radzieckich spod Warszawy. Mimo to nie odwołał wydanego godzinę wcześniej – pod naciskiem gen. Leopolda Okulickiego i płk. Antoniego Chruściela – rozkazu wybuchu powstania 1 sierpnia o godz. 17.

Podczas wystąpienia 30 lipca w Parku Wolności przy Muzeum Powstania Warszawskiego prezydent Duda stwierdził z kolei, że powstanie warszawskie to był „jeden z tych wielkich kamieni rzuconych na szaniec budowania wolnej, niepodległej Rzeczypospolitej”. Jakże łatwo prezydent Duda przechodzi do porządku dziennego nad tym, że ów „kamień” kosztował życie 200 tys. ludzi przy stratach niemieckich wynoszących – według meldunku końcowego SS-Obergruppenführera Ericha von dem Bacha-Zelewskiego z 5 października 1944 r. – 1526 zabitych, w tym 44 „obcokrajowców”, czyli członków formacji kolaboracyjnych.

Krzewienie mitu powstania warszawskiego jako zaczynu polskiego zwycięstwa jest o tyle zdumiewające, że nawet niektórzy publicyści związani z obozem władzy (Rafał A. Ziemkiewicz, Piotr Zychowicz) dają wyraz przekonaniu, że była to wielowymiarowa i niepotrzebna katastrofa narodowa.

Józef Szujski (1835-1883) – jeden z twórców krakowskiej szkoły historycznej – mawiał, że fałszywa historia jest mistrzynią fałszywej polityki. Takie też można odnieść wrażenie, obserwując np. współczesną politykę zagraniczną krzewicieli mitu powstania warszawskiego.

Fot. Tomasz Jastrzębowski/REPORTER

Wydanie: 32/2019

Kategorie: Publicystyka

Komentarze

  1. ireneusz50
    ireneusz50 7 sierpnia, 2019, 19:19

    Mit powstania, kłamstwa Dudy – NASZYM DRAMATEM JEST WŁADZA BEZROZUMNYCH MENELI POCHODZĄCA Z RYNSZTOKU!
    Od roku 1989 do nadal, władze w III RP sprawuje na przemian rynsztok społeczny. Jedynymi kwalifikacjami zostania „politykiem” w III RP, jest proweniencja menela. Nie ma żadnego znaczenia opcja z jakiej jest menel, rożni ich od siebie wyłącznie ksywa.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. ireneusz50
    ireneusz50 7 sierpnia, 2019, 21:49

    Kilka dni temu, jeden ssyn z do Rzeczy publicznie powiedział, że NSZ są czymś lepszym niż zbrodnicze LWP. Ten w serce jebany cwel. obraził mnie osobiście, ja służyłem w LWP jak miliony Polaków przede mną i za mną. W ciągu 45 lat żołnierze LWP, nie byli mordercami żadnego narodu , nie brali udziału w ani jednej wojnie. Ludobójcy z III RP uczestniczą w permanentnym ludobójstwie od roku 1993 do nadal . Mordują mieszkańców Iraku- 1993 rok, Jugosławii, znowu Iraku 2003 rok do nadal, Afganistanu, Libii, Syrii, Sudanu , Wschodniej Ukrainy. Zbrodnicze władze III RP różni od III Rzeszy mniejsza liczba ofiar, zamordowanych, zabitych, zakatowanych w katowniach Polski, etc, etc, etc. trzeba byś w serce jebanym cwelem by mieć czelność powiedzieć bodaj marne słowo na LWP. W dzisiejszych wiadomościach TVP o godz 19, 30 , jakiś bękart mordercy z NSZ zapewniał prezydenta Dudę, który ma objąć w niedzielę patronat nad mordercami naszych rodaków z brygady świętokrzyskiej że NSZ nigdy nie kolaborowało z Niemcami. Identycznie jak ten bękart mordercy z NSZ, Stalin zaprzeczał by to NKWD zabiło naszych w Katyniu, Patroszenko zaprzeczał by Ukraińcy zabijali Polaków. NSZ mordowali Polaków, rabowali nasze mienie , palili wsie , podszywali się pod AK , Mordowanym ofiarom tłumaczyli, że oni to AK! Przez całą wojnę podobnie jak kler katolicki wysługiwali się Niemcom byli na usługach Gestapo, donosili Gestapo o miejscach lokalizacji AK., AL, GW, BCH. Mordowali wszystkich Żydów, żaden Żyd nie ocalał z ich rąk, Jeżeli prezydent Duda kocha naszych morderców kocha morderców Żydów to niech obejmie patronat nad tymi mordercami. Kler chętnie odprawi msze w intencji poległych wspólników. Razem służyli Niemcom razem mordowali Żydów. Prezydencie Duda nie jedź do naszych morderców z NSZ . Nie pluj na trupy Polaków i Żydów które NSZ zamordował. 7.08.2019

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Radosław
      Radosław 9 sierpnia, 2019, 21:23

      A ja słyszałem, jak jeden “profesor od histor(yjek)” z IPN rodem stwierdził, że skoro prezydent objął patronatem uroczystości ku czci NSZ, to równie dobrze mógłby patronować rocznicy bitwy pod Lenino. Dla “pana profesora” zbrodniarze, którzy wspierali hitlerowców, byli tym samym, czym polscy żołnierze wspierający Armię Czerwoną w wypędzeniu hitlerowców z Polski. “Pan profesor” nie wie (albo udaje, że nie wie), że NSZ stało po stronie tych, którzy dążyli do unicestwienia narodu polskiego, natomiast kościuszkowcy przyczynili się do uratowania Polaków od tego losu?
      Przecież gdyby nie Armia Czerwona i towarzyszące jej Wojsko Polskie, to najprawdopodobniej “pana profesora” nie byłoby na świecie, a w wersji optymistycznej byłby tylko prymitywnym niewolnikiem do najprostszych prac, a nie żadnym “profesorem”. Jak trzeba się zeszmacić, żeby w imię prymitywnej nienawiści do urojonej komuny, wygadywać takie brednie, pozbawione elementarnej logiki. Ciekawe, co by powiedział taki “mędrzec”, gdyby go zapytać: “Kto, jeśli nie Armia Czerwona i towarzyszące jej polskie oddziały, uratowałby Polaków od zagłady”? Amerykanie? Ha, ha, ha! A może AK? Przy całym szacunku dla oddania i patriotyzmu żołnierzy AK – wartość bojowa tej formacji w skali frontu wschodniego była znikoma. W Powstaniu Warszawskim poniosła straty 10-krotnie większe od niemieckich i to walcząc na własnym terytorium, przy poparciu ludności cywilnej. Po czym praktycznie przestała istnieć.

      Odpowiedz na ten komentarz
  3. Anonim
    Anonim 16 października, 2019, 21:57

    jaki był faktyczny wkład powstania w rezultat, czyli w zwycięstwo nad faszyzmem?

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy