Młodzi w depresji

Młodzi w depresji

Silhouette of Very sad young man sitting alone on white background, Depressed young man sitting

W ciągu pięciu lat podwoiła się liczba dzieci i nastolatków leczonych z powodu zaburzeń depresyjnych i zaburzeń nastroju Piotrek ma 15 lat. Mieszka w Gdańsku. Uczy się w liceum, w klasie o profilu biologiczno-chemicznym. Uwielbia biologię, chce zostać lekarzem, najlepiej psychiatrą albo chirurgiem. Dążenie do wykonywania tak trudnego, a zarazem szanowanego społecznie zawodu podszyte jest chęcią podniesienia – dotychczas niskiej – samooceny i zaimponowania rodzinie. Ambitne plany studiowania medycyny nakręcają jego perfekcjonizm. Mnóstwo czasu poświęca nauce. Gdy pytam, czy przychodzi mu to z łatwością, słyszę: – To zależy. Są chwile, kiedy sprawia mi to przyjemność, ale często narzucam sobie zbyt dużą presję. U mnie w szkole nie ma ocen, zamiast tego są procenty, a ja mam przekonanie, że muszę wszystko robić na 100%. Na razie mi się to udaje. I nie chodzi o to, że rodzice mnie cisną. Sam ustawiam sobie taką poprzeczkę. Nastolatek od ponad roku zmaga się z depresją. – Kiedy moja przyjaciółka opowiedziała mi, czym jest depresja, zauważyłem u siebie wiele jej objawów. Spędzałem całe dnie w łóżku. Nie miałem siły, strasznie trudno mi było wstawać, by cokolwiek zrobić, nawet się umyć. To był czas, kiedy miałem lekcje zdalne, więc w zasadzie nie musiałem opuszczać łóżka. Wchodziłem w świat wirtualny, grając w gry. Dzisiaj wiem, że uciekałem w ten sposób od realnych problemów, ale wtedy to bagatelizowałem. Aż w końcu zaczęły się pojawiać destrukcyjne myśli, nawet samobójcze. Idąc ulicą, myślałem o tym, żeby wskoczyć pod samochód. Wtedy zapaliła mi się lampka. Po rozmowie z przyjaciółką postanowiłem, że powiem o tym rodzicom. Długo się do tego zbierałem, bo nie chciałem dokładać im kolejnego problemu – opowiada. Przez pewien czas w domu Piotrka uwaga była skierowana na jego 17-letniego brata, który jest transpłciowy. Chłopak, m.in. przez stygmatyzację otoczenia, wpadł w zaburzenia odżywiania, czego konsekwencją był pobyt w szpitalu psychiatrycznym. Piotrek wspomina ten okres: – Kiedy brat był w szpitalu, ja nie do końca wiedziałem, co tak naprawdę się dzieje, bo rodzice nie chcieli mnie obciążać problemami. Próbowałem dowiadywać się, jaka jest jego sytuacja, na własną rękę. Bardzo się o niego wtedy martwiłem. Było mi przykro, że był z tym wszystkim sam. Mimo że dla mnie i dla mojej rodziny jego transpłciowość nie jest żadnym problemem, to jemu było z tym ciężko. Z drugiej strony czułem, że rodzice skupili się na bracie i w ich życiu nie ma już miejsca na moje problemy. Zastanawiałem się, czy powinienem im o nich mówić. Byłem wtedy okropnie zagubiony. Dziś mam żal do rodziców, że sami nie zauważyli mojego stanu. Jak wreszcie powiedziałem im, że myślę, że mam depresję, usłyszałem: „Nic nie wiedzieliśmy, jeszcze przed chwilą cię chwaliliśmy, że jesteś taki zaradny”. Odprawiony z kwitkiem Piotrek, osamotniony między 11-letnią siostrą a 17-letnim bratem z poważnymi problemami, w domu nie miał nikogo, z kim mógłby szczerze porozmawiać o swoich emocjach. Odnosił wrażenie, że cała uwaga rodziców skierowana jest na jego rodzeństwo. Czuł się nieważny. Choć wcześniej miał bardzo dobry kontakt z mamą, która jest nauczycielką: – Zawsze potrafiłem znaleźć wspólny język z mamą. Ona jest bardzo empatyczna, okazuje emocje. Częściej jest w domu, więcej rozmawiamy. Z tatą trudniej się dogaduję. Sporo się kłócimy. Tata jest uparty, trudno go do czegoś przekonać. Poza tym dużo pracuje w korporacji zajmującej się finansami. W pewnym momencie mieszkaliśmy w Szczecinie, a tata pracował w Gdańsku i widywaliśmy się tylko w weekendy. Jeździł też służbowo za granicę. Te wyjazdy nie były nawet tak częste i trwały maksymalnie dwa tygodnie, ale mocno je pamiętam, bo bardzo nie chciałem, żeby wyjeżdżał, tęskniłem wtedy za nim. Dominujące uczucie nastolatka to samotność: – Nie mam dużej grupy znajomych, z którymi mógłbym spędzać czas. Raczej to pojedyncze osoby, z którymi kontakt nie zawsze jest najlepszy. W poprzedniej szkole miałem przyjaciółkę, ale to się skończyło. Grupka znajomych też się rozpadła. Poczułem, że zostałem sam. Kiedy dopytuję go o najgorszy czas w chorobie, odpowiada: – Bardzo mocno pamiętam dzień, kiedy byłem na skraju. Miałem wtedy wizytę u psychiatry i powiedziałem szczerze, jak się czuję. Dostałem skierowanie do szpitala, ale powiedzieli, że mnie nie przyjmą, jeśli nie jest to stan zagrożenia życia. Poczułem, że moje problemy są nieważne.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2022, 44/2022

Kategorie: Psychologia