Największy front w dziejach świata

Największy front w dziejach świata

II wojna światowa została rozstrzygnięta na froncie wschodnim

„Z czteroletnich zmagań z III Rzeszą Związek Sowiecki wyszedł zwycięsko. Złożyło się na to, rzecz jasna, wiele przyczyn. Niewątpliwie dużą rolę odegrała ogromna przestrzeń i zasoby ludzkie, potężny przemysł, co najmniej 15 lat nieprzerwanych zbrojeń, zdeterminowany i bezwzględny reżim. Należy też podkreślić wytrwałość żołnierza rosyjskiego i jego znikome potrzeby. Poza tym Rosji dopomagali prawie wszyscy, jak kto mógł. (…) Tak więc błędy Hitlera i dostawy amerykańsko-brytyjskie były głównymi przyczynami klęski niemieckiej na Wschodzie”, napisał gen. Władysław Anders w zakończeniu książki „Klęska Hitlera w Rosji”, wydanej po raz pierwszy w 1952 r. w Londynie1. Myślą przewodnią tego dzieła – opublikowanego w szczytowej fazie pierwszego okresu zimnej wojny – jest teza, że ZSRR pokonał Niemcy hitlerowskie tylko dzięki amerykańskim i brytyjskim dostawom wojennym oraz bombardowaniu III Rzeszy przez aliantów zachodnich. W podtekście autor – znany z antykomunizmu i antysowietyzmu – sugeruje, że ZSRR można pokonać, jeśli będzie on izolowany politycznie. Nie jest bez znaczenia, że Anders pisał to w okresie wojny koreańskiej (1950-1953) – pierwszego znaczącego konfliktu zimnej wojny.

Ta zimnowojenna optyka – umniejszająca rolę ZSRR w pokonaniu Niemiec hitlerowskich i w ogóle znaczenie frontu wschodniego II wojny światowej – stała się dominującą w polskiej prawicowej publicystyce historycznej po 1989 r. Wspomniana książka Andersa może jeszcze uchodzić za poważne źródło, na którym bazuje przekaz tej publicystyki. Gorzej, że środowiska skrajnie prawicowe budują narrację na temat frontu wschodniego i całej II wojny na podstawie takich autorytetów jak przywódca walońskich faszystów i kolaborant hitlerowski Léon Degrelle. Jego książki – „Front wschodni 1941-1945. Wspomnienia”, „Płonące dusze” czy „Wiek Hitlera” – zajmują poczesne miejsce w polityce wydawniczej tych środowisk. Studiując te publikacje, można odnieść wrażenie, że cofnęliśmy się do okresu zimnej wojny, by walczyć propagandowo z nieistniejącym ZSRR.

Współczesna polska polityka historyczna ignoruje znaczenie frontu wschodniego dla pokonania Niemiec hitlerowskich, a więc także dla biologicznego istnienia narodu polskiego. Przejawem tego jest chociażby likwidacja po 2015 r. pod hasłem „dekomunizacji” tych pomników żołnierzy radzieckich, których nie usunięto od 1989 r. Ci żołnierze byli żołnierzami koalicji antyhitlerowskiej, w której walczyła także Polska. Wypada zatem zadać pytanie, po której ze stron walczących w II wojnie światowej staje obecna polska polityka historyczna.

Poważni historycy i autorzy nie mają wątpliwości co do tego, jakie znaczenie miał front wschodni. Na przykład Norman Davies już we wstępie do książki „Europa walczy” stwierdził: „Krótko mówiąc, o wynikach wojny w znacznej mierze przesądziły wydarzenia na froncie wschodnim i takie bitwy jak Stalingrad czy Kursk”2.

Plan Barbarossa

Front wschodni był nie tylko największym frontem II wojny światowej, ale i największym frontem wojennym w dziejach, zarówno pod względem wielkości teatru działań, jak i zaangażowanych na nim sił. Obejmował obszary ZSRR od Morza Barentsa na północy po Morze Czarne i Kaukaz na południu. W dalszej części zmagań front wschodni objął tereny Polski, Słowacji, Rumunii, Węgier, Czech, wschodniej Austrii i Niemiec po Łabę. W inwazji państw Osi pod przewodnictwem III Rzeszy na ZSRR 22 czerwca 1941 r., będącej realizacją hitlerowskiego planu Barbarossa, wzięło udział 3,8 mln żołnierzy, w tym 3 mln niemieckich. Strona radziecka przeciwstawiła im wtedy na pierwszej linii 2,68 mln żołnierzy. Najwyższe stany liczebne siły walczące na froncie wschodnim osiągnęły w 1943 r. Po stronie Niemiec i państw satelickich walczyło wtedy 3,9 mln żołnierzy, a po radzieckiej – 6,8 mln. W 1945 r. siły niemieckie na froncie wschodnim stopniały do ok. 2 mln żołnierzy, z kolei siły walczące po stronie radzieckiej dysponowały 6,4 mln żołnierzy. W tym 334 tys. żołnierzy polskich i 60 tys. czechosłowackich, a po zmianie frontu przez Rumunię i Bułgarię w 1944 r. także 538 tys. rumuńskich i 290 tys. bułgarskich. Była to największa konfrontacja militarna w historii.

Inwazja państw Osi doprowadziła do zajęcia znacznych obszarów europejskiej części ZSRR i ogromnych strat po stronie radzieckiej. Początkowe klęski Armii Czerwonej (czerwiec-październik 1941 r.) wynikały z zastosowanej przez agresorów strategii wojny błyskawicznej (Blitzkrieg), braku doświadczenia nowej kadry dowódczej, która zastąpiła 70% dowódców wojskowych wymordowanych na polecenie Stalina w latach 1937-1938, braku planów obrony kraju oraz z tego, że Stalin nie wierzył w możliwość agresji hitlerowskiej. Blitzkrieg został zniweczony podczas bitwy o Moskwę (od 2 października 1941 r. do 7 stycznia 1942 r.). Odtąd Niemcy i ich sojusznicy nie byli już w stanie prowadzić ofensywy na całej długości frontu. Latem 1942 r. ruszyli tylko w kierunku Kaukazu i Stalingradu, co zakończyło się druzgocącą klęską pod Stalingradem w lutym 1943 r., uważaną za punkt zwrotny w II wojnie światowej. Faktycznym punktem zwrotnym była jednak dopiero bitwa na Łuku Kurskim (5 lipca-23 sierpnia 1943 r.) – największa bitwa lądowa w historii.

Po jej zwycięskim rozstrzygnięciu Armia Czerwona przejęła inicjatywę na froncie wschodnim i utrzymała ją do końca wojny. Olbrzymie sukcesy stronie radzieckiej przyniósł rok 1944. Armia Czerwona odblokowała wtedy Leningrad i wyparła Niemców z państw bałtyckich, Białorusi, zachodniej Ukrainy, wschodniej Polski, wschodnich Węgier, Rumunii, Bułgarii i wschodniej Jugosławii. W 1945 r. kontynuowała zwycięski pochód, zajmując Prusy Wschodnie, wyzwalając zachodnią Polskę, Czechosłowację, zachodnie Węgry, wschodnią Austrię, zdobywając Berlin i dochodząc do Łaby. Podczas wielkich operacji strategicznych na froncie wschodnim ujawnił się talent takich dowódców radzieckich jak Gieorgij Żukow, Iwan Koniew, Konstanty Rokossowski, Nikołaj Watutin, Aleksander Wasilewski, Kiriłł Mierieckow, Wasilij Czujkow, Pawieł Rotmistrow i inni.

Skoncentrowanie głównych zmagań II wojny światowej na froncie wschodnim odciążyło aliantów zachodnich, którzy w tym czasie prowadzili działania na nieporównywalnie mniejszą skalę w Afryce Północnej (1941-1943) i we Włoszech (1943-1945), a drugi front we Francji otworzyli 6 czerwca 1944 r.

Uderzenie Niemiec hitlerowskich i ich satelitów na ZSRR okazało się z późniejszej perspektywy decydującym momentem II wojny światowej. Blitzkrieg na Wschodzie zamienił się w pułapkę, z której Hitler już się nie wydostał. Znaczenie tego, co się stało 22 czerwca 1941 r., natychmiast zrozumiano w Londynie i Waszyngtonie. Atak Hitlera na ZSRR spowodował przewrót geopolityczny, w wyniku którego Józef Stalin i zdecydowany antykomunista Winston Churchill znaleźli się po jednej stronie.

Wielka Koalicja

Już 22 czerwca 1941 r. o godz. 21 Churchill na antenie BBC wyraził solidarność z zaatakowanym Związkiem Radzieckim. 12 lipca 1941 r. Wielka Brytania i ZSRR podpisały akt o wzajemnej współpracy, zastąpiony 26 maja 1942 r. dwustronną umową o pomocy. 31 sierpnia 1941 r. dotarł do ZSRR pierwszy konwój brytyjski z zaopatrzeniem. 14 sierpnia 1941 r. przywódcy Wielkiej Brytanii i USA podpisali Kartę atlantycką, a 7 października 1941 r. zostało zawarte porozumienie amerykańsko-radzieckie o dopuszczeniu ZSRR do dostaw wojennych w ramach Lend-Lease Act. 24 września 1941 r. Kartę atlantycką podpisały ZSRR, dziewięć rządów emigracyjnych krajów okupowanych przez III Rzeszę, Australia i dominia brytyjskie (Indie, Kanada, Związek Południowej Afryki). Tak narodziła się Wielka Koalicja antyhitlerowska. Ostatnim aktem jej powstania było przystąpienie USA do wojny po ataku Japonii na Pearl Harbor 7 grudnia 1941 r. i wypowiedzeniu wojny Ameryce przez Niemcy i Włochy cztery dni później. Utworzenie Wielkiej Koalicji stało się początkiem końca Niemiec hitlerowskich.

II wojna światowa została rozstrzygnięta na froncie wschodnim. Pomoc aliantów zachodnich była ważnym czynnikiem wzmacniającym potencjał ZSRR. Jednakże otrzymał on tylko jedną piątą dostaw w ramach Lend-Lease Act, podczas gdy Wielka Brytania trzy piąte. Według szacunków historyków rosyjskich alianci zachodni wysłali do ZSRR 427 tys. samochodów, 13 tys. czołgów, 22 tys. samolotów, 9 tys. traktorów, 2 tys. lokomotyw, 11 tys. wagonów, 3 mln ton benzyny lotniczej, 350 tys. ton materiałów wybuchowych, 15 mln par butów, 70 mln m kw. tkanin ubraniowych, 4 mln opon oraz 200 tys. km drutu telefonicznego. Dla porównania: w latach 1941-1945 produkcja radziecka wyniosła ok. 265,6 tys. samochodów, 1087 wagonów towarowych i ok. 800 parowozów.

O klęsce Niemiec w II wojnie światowej zadecydowały jednak nie dostawy dla ZSRR w ramach Lend-Lease Act, ale ofiary poniesione przez narody tego państwa. Te zaś liczby są porażające. Związek Radziecki stracił w wojnie z Niemcami hitlerowskimi 26,6 mln swoich obywateli, co stanowiło 13,7% populacji. Z tego 10,6 mln poległo w walkach na froncie, 10 mln zginęło w wyniku działań wojennych i niemieckich zbrodni przeciw ludzkości, a 6 mln zmarło w wyniku chorób i głodu spowodowanych wojną.

Największe straty poniosły: Rosyjska FSRR – 14 mln (7 mln poległych na froncie, 4 mln zabitych w wyniku działań wojennych i zbrodni niemieckich, 3 mln zmarłych z głodu i chorób), Ukraińska SRR – prawie 6,9 mln (1,7 mln poległych, 3,7 mln zabitych w wyniku działań wojennych i zbrodni niemieckich, 1,5 mln zmarłych z głodu i chorób), Białoruska SRR – 2,2 mln (620 tys. poległych, 1,3 zabitych w wyniku działań wojennych i zbrodni niemieckich, 310 tys. zmarłych z głodu i chorób) i Kazachska SRR – 660 tys. (310 tys. poległych i 350 tys. zmarłych z głodu i chorób). Sama blokada Leningradu (od 8 września 1941 r. do 27 stycznia 1944 r.) pochłonęła życie 877 tys. żołnierzy Armii Czerwonej i 1 mln cywilów, w tym 632 tys. zmarłych z głodu. Straty aliantów zachodnich podczas II wojny światowej były nieporównywalne z radzieckimi. W wypadku amerykańskich sił zbrojnych wyniosły 407 tys. poległych, natomiast brytyjskich – 384 tys. (wliczając straty wojsk dominiów i kolonii brytyjskich – 580 tys.).

Ogromne straty po stronie radzieckiej spowodowane były terrorem hitlerowskim i ludobójczą polityką niemiecką na okupowanych terenach ZSRR. Tylko na zajętych ziemiach Polski i ZSRR niemiecka polityka okupacyjna miała charakter ludobójczy i zmierzała do stworzenia na Wschodzie „przestrzeni życiowej” (Lebensraum) dla Niemców. Za wojskami niemieckimi i satelickimi, które 22 czerwca 1941 r. zaatakowały ZSRR, podążały grupy operacyjne niemieckiej Policji Bezpieczeństwa (Einsatzgruppen), które mordowały Żydów i funkcjonariuszy aparatu partyjno-państwowego ZSRR. Do największej masakry na Żydach doszło w Babim Jarze koło Kijowa (29 września-3 października 1941 r., 33,7 tys. ofiar). Inne duże masakry dokonane przez Einsatzgruppen na Żydach w pierwszych miesiącach wojny niemiecko-radzieckiej miały miejsce w Odessie (35 tys. ofiar), w lesie Rumbula pod Rygą (25 tys.), w Równem (15 tys.), w Charkowie (14 tys.) i w Kownie (9,2 tys.). Łącznie Einsatzgruppen zamordowały ok. 2 mln obywateli ZSRR, w tym 900 tys. Żydów. Ich eksterminacja była kontynuowana w gettach i obozach zagłady. Także w obozach zagłady istniejących na okupowanych terenach ZSRR, takich jak Mały Trościeniec koło Mińska i Vaivara w Estonii.

Masowe zbrodnie

Ludobójcza polityka hitlerowska najbardziej dotknęła Białoruś i Ukrainę, a pretekstem do popełnionych tam masowych zbrodni stało się dla okupanta niemieckiego zwalczanie radzieckiej partyzantki. Opracowany w Głównym Urzędzie Bezpieczeństwa Rzeszy tzw. Generalny Plan Wschodni przewidywał wyniszczenie w drodze wysiedlenia lub eksterminacji bezpośredniej 51 mln Słowian, w tym 80-85% Polaków, 50-75% Czechów, 75% Rosjan i po 65% Białorusinów i Ukraińców. Oskar Dirlewanger – zanim został katem Woli, Starego Miasta i Powiśla podczas powstania warszawskiego – przekształcał ze swoją brygadą SS obszar okupowanej Białorusi w Wüstezone (teren pustynny). Podczas ekspedycji karnych Niemcy zniszczyli 5295 białoruskich wsi, w tym 628 wraz z całą ludnością lub jej częścią. Na Ukrainie taki los spotkał 671 wsi.

Osobny rozdział stanowiły niemieckie zbrodnie na jeńcach radzieckich. Na podstawie tzw. Kommissarbefehl (rozkaz o komisarzach) – wydanego 6 czerwca 1941 r. w imieniu Hitlera przez feldmarszałka Wilhelma Keitla – natychmiast po wzięciu do niewoli rozstrzeliwano oficerów politycznych Armii Czerwonej. Szacunkowe liczby czerwonoarmistów, którzy dostali się do niewoli niemieckiej, wahają się od 4,6 mln do 5,7 mln. Spośród nich zginęło w egzekucjach oraz w obozach koncentracyjnych i jenieckich – według ustaleń historyka Grigorija F. Kriwoszejewa – ok. 3,4 mln, czyli 64,5%. Jeńcy radzieccy stanowili zatem największy procent zarówno wziętych do niewoli, jak i ofiar ze wszystkich państw walczących w II wojnie światowej. Wojna, której celem było zdobycie „przestrzeni życiowej” dla Niemców na Wschodzie, miała być w zamyśle Hitlera wojną totalną, prowadzoną z największą bezwzględnością i bez jakiegokolwiek poszanowania prawa wojennego. I taką była.

Straty niemieckie na froncie wschodnim wyniosły 4,1 mln zabitych na ogólną liczbę 5,3 mln poległych. W liczbie tej zawierają się też straty jednostek kolaboracyjnych, głównie Waffen SS, złożonych z obywateli państw Europy Zachodniej, faszystów chorwackich i nacjonalistów ukraińskich. Czterech na pięciu żołnierzy niemieckich sił zbrojnych zginęło na froncie wschodnim. Do niewoli radzieckiej dostało się od 2,7 do 3 mln żołnierzy niemieckich, z których zginęło ok. 500 tys. Straty wojsk węgierskich wyniosły 300 tys. zabitych, rumuńskich 281 tys., włoskich 82 tys., słowackich 2,5 tys., a fińskich 63 tys. Zginęło też 215 tys. obywateli ZSRR, którzy walczyli po stronie Niemiec w różnych formacjach kolaboracyjnych oraz 5 tys. żołnierzy hiszpańskiej Błękitnej Dywizji. Ogółem straty wojsk Osi na froncie wschodnim wyniosły ok. 5,1 mln poległych.

Mówiąc o froncie wschodnim, nie można pominąć polskiego udziału w zmaganiach wojennych. Obecna polityka historyczna nie chce dostrzegać tego, że najliczniejsze polskie formacje wojskowe, które walczyły w II wojnie światowej poza kampanią wrześniową, powstały na froncie wschodnim. Było to Wojsko Polskie sformowane w ZSRR w latach 1943–1944, a później walczące na terenie kraju. Najpierw dywizja kościuszkowska, potem 1. Korpus Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR, następnie 1. i 2. Armia Wojska Polskiego. 1 maja 1945 r. w szeregach tego wojska służyło 334,8 tys. żołnierzy, w tym: w 1. Armii WP – 74,5 tys., w 2. Armii WP – 70 tys., w siłach powietrznych – 14,3 tys., a w pozostałych jednostkach i instytucjach MON – 176 tys. Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie liczyły wtedy ok. 200 tys. żołnierzy.

Faktem jest, że z Armii Czerwonej pochodziło 72% oficerów dywizji kościuszkowskiej i 19 tys. oficerów służących w Wojsku Polskim w 1945 r. Jednak ponad połowa z nich deklarowała narodowość polską. Historycy Henryk Stańczyk i Stefan Zwoliński scharakteryzowali polskie siły zbrojne utworzone w ZSRR następująco: „Życie wewnętrzne w 1. Dywizji Piechoty, a później w 1. Korpusie i 1. Armii Polskiej oparte zostało na wzorach wojska II Rzeczypospolitej. Dowódcą dywizji został zasłużony żołnierz Legionów Piłsudskiego, uczestnik wojny polsko-bolszewickiej 1920 r. – Zygmunt Berling. Polskie umundurowanie, piastowski orzeł, obecność kapelanów, polski ceremoniał wojskowy, a także śpiewane pieśni wojskowe »My, Pierwsza Brygada« i »Rota« nadawały obozowi, w którym powstawała jako pierwsza 1. DP, narodowy charakter. (…) Żołnierze tego wojska wywodzili się w większości z obszarów wschodnich II Rzeczypospolitej i mieli świadomość, że po wojnie ich ojcowizna pozostanie poza granicami odrodzonego państwa, mimo to bili się mężnie o niepodległy byt narodu. Byli symbolem polskiej obecności na froncie wschodnim; otworzyli drogę do rodzinnego kraju swoim rodakom z posiołków Kazachstanu, syberyjskiej tajgi, lodowatej północy, Dalekiego Wschodu”3.

W tym wojsku służyli nie tylko ci, którzy „nie zdążyli do Andersa”. Po wejściu frontu na ziemie polskie nie zabrakło w szeregach 1. i 2. Armii żołnierzy z Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich i Armii Ludowej. Dlatego bardzo uproszczone i nieuczciwe jest nazywanie dzisiaj tego wojska przez niektórych przedstawicieli prawicy komunistycznym albo polskojęzycznym i wykreślanie go z tradycji polskiego oręża, co oficjalnie zrobił Sławomir Cenckiewicz.

Polski wkład w zwycięstwo

Najważniejszymi walkami 1. Armii WP były forsowanie Wisły pod Dęblinem i Puławami oraz walki na przyczółku warecko-magnuszewskim (sierpień-wrzesień 1944 r.), udział w bitwie o Pragę (wrzesień 1944 r.) i pomoc dla powstania warszawskiego, która kosztowała utratę 3,8 tys. żołnierzy (w tym 2,3 tys. poległych), udział w bitwie o Warszawę w styczniu 1945 r., następnie walki o przełamanie Wału Pomorskiego, udział w bitwie o Kołobrzeg i w operacji berlińskiej (16 kwietnia-8 maja 1945 r.). 2. Armia WP – składająca się w większości z byłych żołnierzy AK – zapisała się tragicznym udziałem w operacji łużyckiej (16 kwietnia-4 maja 1945 r.), w której straciła 22% stanu, a następnie w operacji praskiej (5-11 maja 1945 r.).

Na szlaku bojowym od Lenino do Berlina i Łaby dywizja kościuszkowska, 1. Korpus PSZ i 1. Armia WP straciły 66,9 tys. żołnierzy: ponad 17,5 tys. poległych, 9770 zaginionych, 39 tys. rannych i 260 wziętych do niewoli niemieckiej. Natomiast 2. Armia WP straciła 18,2 tys. żołnierzy, która to liczba obejmowała ok. 5 tys. poległych, 2,8 tys. zaginionych i 10,5 tys. rannych. Natomiast Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie straciły podczas wojny 43,5 tys. żołnierzy, w tym 7,6 tys. poległych. Olbrzymi wysiłek organizacyjny i bojowy oraz ofiary poniesione przez Wojsko Polskie na froncie wschodnim stanowiły zatem znaczną część polskiego wkładu w zwycięstwo koalicji antyhitlerowskiej nad Niemcami. To spowodowało, że Polska znalazła się w czołówce państw tej koalicji. Bez tego nie byłyby możliwe powrót Polski nad Odrę, Nysę Łużycką i Bałtyk ani zachowanie przez powojenną Polskę odrębności państwowej (chociaż nie ustrojowej) od ZSRR. Niech więc polityka historyczna III RP nie wypisuje Polski z koalicji antyhitlerowskiej w imię antykomunizmu i antysowietyzmu.

Polski wysiłek militarny na froncie wschodnim to nie tylko Wojsko Polskie sformowane w ZSRR i w wyzwalanym kraju, ale także Polacy walczący w Armii Czerwonej. Trafili do niej z poboru na Kresach Wschodnich w latach 1939-1941 i 1944-1945 oraz z poboru w miejscach zesłania na terenie ZSRR. Nie jest znana ich dokładna liczba. Mogło ich być ok. 250 tys. Nie ulega natomiast wątpliwości, że Polacy byli największą walczącą w szeregach Armii Czerwonej grupą narodowościową, która przed 1939 r. posiadała własne państwo poza granicami Związku Radzieckiego4.

Przemilczanie, niedocenianie lub znieważanie polskiego wysiłku na froncie wschodnim podczas II wojny światowej – co z zaciekłością robi od 30 lat prawicowa polityka historyczna – jest nie tylko krzywdzące i niesprawiedliwe. Jest również działaniem antypolskim, ponieważ obniża, wręcz neguje, rzeczywisty wkład narodu polskiego w zwycięstwo nad niemieckim nazizmem. Żadne inne państwo nie prowadzi w tej mierze tak samobójczej polityki historycznej jak obecne państwo polskie.

Jakże inaczej patrzy na historię sekretarz obrony USA, który 25 kwietnia 2020 r. – w 75. rocznicę spotkania wojsk radzieckich i amerykańskich w Torgau nad Łabą – zamieścił na FB następujący wpis: „Dziś mija 75. rocznica spotkania amerykańskich i radzieckich armii nad rzeką Łabą, wydarzenia, które zakończyło nazistowską agresję w Europie. Musimy na zawsze być czujni, aby bronić praw człowieka, wolności i praworządności”. Dedykuję ten wpis Marka Espera tym wszystkim, którzy ignorują znaczenie frontu wschodniego II wojny światowej i rolę ZSRR w pokonaniu niemieckiego nazizmu.

1 Cyt. za pierwszym wydaniem polskim, W. Anders, Klęska Hitlera w Rosji 1941-1945, Bellona, Warszawa 2014, s. 234.
2 N. Davies, Europa walczy 1939-1945. Nie takie proste zwycięstwo, Znak, Kraków 2008, s. 7.
3 H. Stańczyk, S. Zwoliński, Wojsko Berlinga i Żymierskiego 1943-1945, Warszawa 2015, s. 349, 352.
4 M. Więckowski, Narody nierosyjskie w Armii Czerwonej podczas II wojny światowej, „Poliarchia” 2016, nr 1 (6), s. 100.

Fot. East News

Wydanie: 19/2020

Kategorie: Historia

Komentarze

  1. Jacek Nadzin
    Jacek Nadzin 4 maja, 2020, 09:39

    Generał Anders był nie tylko antykomunistą. Był też nastawiony antyrosyjsko i wycofał dobrze uzbrojone i wyszkolone polskie jednostki do… Iranu. Nie bardzo jest jasne z kim tam miały one walczyć ale faktem bezspornym jest że Anders nie chciał walczyć wspólnie z Armią Czerwoną.
    Nie umniejsza to oczywiście bohaterstwa Polaków walczących później w walkach o Tobruk,pod Monte Cassino …. Ale postać Andersa jest na pewno kontrowersyjna i jego kult w Polsce dziś a także jednoczesna negacja I i II Armii WP i opisywaniu ich jako „janczarów Berlinga” to po prostu podłość.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Radoslaw
    Radoslaw 6 maja, 2020, 23:35

    Warto też pamiętać, że o ostatecznym zwycięstwie nad Japonią zadecydowało nie zrzucenie amerykańskich bomb atomowych, ale radziecka ofensywa w Mandżurii, która pozbawiła Japonię kluczowego zaplecza przemysłowego dla dalszego prowadzenia wojny. Rola bombardowań atomowych to wielki mit, nie mówiąc o tym, że można byłoby również uznać je za zwykłą zbrodnię wojenną (nie mniejszą niż zbrodnie popełniane przez japońskie armie w Chinach). 
    Zbombardowanie Hiroszimy i Nagasaki było obliczone głównie jako demonstracja siły przed Stalinem… i milionami amerykańskich podatników, którzy ponieśli ogromne koszty projektu Manhattan.

    Odpowiedz na ten komentarz
  3. Jacek Nadzin
    Jacek Nadzin 8 maja, 2020, 16:11

    Dlaczego w Polsce już od paru lat nie obchodzimy rocznicy zwycięstwa nad faszystowskimi Niemcami w maju 1945 roku? Pytanie retoryczne.

    Odpowiedz na ten komentarz
  4. Tanaka
    Tanaka 8 maja, 2020, 18:55

    Zdeprawowani oszuści produkujący kłamstwa na temat historii w istocie dowodzą, że Polska w ogóle nie wygrała wojny i niegodne jest obchodzenie przez nią „dnia zwycięstwa”. Żadne polskie „prawdziwe wojsko” nie wyzwoliło ani kawałka Polski, natomiast „nieprawdziwi Polacy”, czyli „polskojęzyczne oddziały zbrojne” co to „przyniosły Polsce komunizm na bagnetach” mieli realny i poważny wkład w wyzwolenie Polski i jeszcze większy w ustanowieniu jej państwowości i granic.

    Poza jednym miejscem i jednym krótkim odcinkiem czasu, polscy żołnierze walczący na zachodzie, nie mieli żadnego znaczącego wpływu na przebieg wojny. Ten krótki odcinek czasu i miejsce to było lato 1940 i bitwa o Anglię. Polscy lotnicy wykonali wtedy bardzo ważną pracę i w rzeczywisty sposób przyczynili się do wytrzymania naporu Luftwaffe na Anglię.

    Generał Anders, który powiedział o szaleńczej decyzji wywołania Powstania Warszawskiego, że to więcej niż głupota, bo zbrodnia, niedługo potem się zhańbił: przyjął, poniekąd sam sobie wręczył, order Virtuti Militari od tych, co Powstanie wywoływali i autoryzowali. Stanął wśród tych, ktorych nazwał zbrodniarzami.

    Polscy oficerowie nie mieli pojęcia o tym czym jest nowoczesna wojna, byli leniwi i gnuśni, nie chcieli się uczyć. Raporty o takiej treści słali do Londynu brytyjscy oficerowie dokonujący inspekcji polskich odziałów na zachodzie.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Radoslaw
      Radoslaw 9 maja, 2020, 18:47

      W moim rodzinnym mieście Łodzi obchodzony był Narodowy (jakze by inaczej !) Dzień Zwycięstwa. W ramach obchodów złożono kwiaty pod pomnikiem Armii Krajowej no i cała relacja z obchodów była poświęcona zasługom tej formacji. Nie było  słowa o tym, że Łódź została wyzwolona przez Armię Czerwoną, zapewne nikt też nie złożył kwiatów na grobach radzieckich żołnierzy! Za parę lat młody Polak będzie przekonany, że spod okupacji wyzwoliła Polskę AK, a potem przyszedł najazd Sowietów, którzy w drodze na Berlin Polskę tylko splądrowali. 
      Fakty są takie – do wypędzenia hitlerowców z Polski potrzeba było ponad 2.5 mln żołnierzy Armii Czerwonej i ze 200 tys. towarzyszących jej żołnierzy polskich (liczby orientacyjne). W sumie, z grubsza blisko 3 mln. zorganizowanego, regularnego wojska, zaprawionego w bojach, wyposażonego w artylerię, lotnictwo, broń pancerną. Z drugiej strony AK to ze 100-200 tys. partyzantów, marnie uzbrojonych, bez żadnej broni ciężkiej czy lotnictwa. Wartość bojowa AK to może z 50 tys. żołnierzy armii regularnej – wobec prawie 3 mln. którzy byli potrzebni do pokonania Niemców! Wkład AK w wzywolenie Polski był symboliczny, a w obecnej propagandzie urósł do rangi decydującej. Natomiast żołnierzy, którzy NAPRAWDĘ Polaków uratowali przed zagładą usuwa się z kart historii. Za taką podłość niewdzięczny naród polski nie ma moralnego prawa istnieć. I wcześniej czy później, historia go tego prawa pozbawi.

      Odpowiedz na ten komentarz
  5. Jacek Nadzin
    Jacek Nadzin 10 maja, 2020, 09:23

    9 maja Putin, samotny, złożył wieniec pod grobem Nieznanego Zołnierza. Potem krótkie przemówienie i obetnica że defilada będzie później. Ale wiadomo Putin nie jest „demokratycznie” wybrany i może to nie jest dobry przykład do naśladowania.

    Odpowiedz na ten komentarz
  6. Anonim
    Anonim 11 maja, 2020, 12:58

    Wszedłem tutaj i zaraz uciekam… co za kacapska strona… czy Wy jesteście Polakami?????

    Odpowiedz na ten komentarz
  7. GZN
    GZN 12 maja, 2020, 11:29

    Brat mojego ojca.
    Na cmentarzu Bródnowskim w Warszawie obok moich dziadków i ojca widnieje imię mojego stryja…..
    „Zginął 13 lutego 1945 na Wale Pomorskim.
    Żołnierz
    Miał 18 lat.
    Symbol.”

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Jacek Nadzin
      Jacek Nadzin 12 maja, 2020, 12:33

      Mało tego że o tych ludziach „zapomniano” dziś w Polsce to jeszcze neguje się i bezcześci pamięć po nich. Gdy już nas nie będzie kto ich wspomni? Przecież po 1989 roku władze kreują nowych bohaterów.

      Odpowiedz na ten komentarz
      • Radoslaw
        Radoslaw 12 maja, 2020, 16:38

        No jak się tu troche powyżej wypowiedział pewien „Anonim” – każdy, kto bedzie chciał stanąć po stronie tych, którzy przyszli ze wschodu i ocalili naród polski od zagłady, zostanie nazwany kacapem, a jego polskość zostanie zakwestionowana. Co należy odczytać – odmówi mu sie jej. W państwie, gdzie każdy powód jest dobry, aby pozbawić człowieka pracy, nikt nie odważy sie wygłosić poglądów uznanych za ogólnie obowiązujące. Nawet gdyby przypadkiem takie poglady mial.
        Cała nienawiść do ZSRR, Rosji, PRL jest stymulowana przez Amerykanów i realizowana przez ich polskich pachołków. Celem jest wykreować w Polsce naród mudżahedinów, który w odpowiednim momencie rzuci sie na wschodniego sąsiada. Oczywiście Polska zostanie zmieciona z powierzchni ziemi – ale kto sie tym przejmie? Dla Amerykanów to bedzie tylko kolejna gra wojenna, której celem bedzie osłabić Rosje na światowej arenie. Śmierć milionów Polaków nic ich nie obejdzie – tak, jak nic ich nie obeszła śmierć milionów Koreańczyków, Wietnamczyków czy Afgańczyków.
        Polacy, ze swoją zaszczepioną od pokoleń frajerską wiarą w Ameryke, są najlepszym na świecie kandydatem do roli masowych samobójców. Bedą walczyć w imie amerykańskich interesów, amerykańską bronią, za którą jeszcze z własnej kieszeni zapłacą. Takiej okazji Amerykanie nie zmarnują. Jeszcze tylko troche poczekają, aż odejdą ci Polacy, w których tlą sie resztki zdrowego rozsądku. Kwestia może z 10 lat, a potem bedzie Polaków „bój ostatni”. Żeby do tego nie doszło, musieliby Polacy zmieść z politycznej sceny cały układ post-solidarnościowy. Ale to sie nigdy nie stanie, bo post-Solidarność ma w Polsce status nie polityczny, ale religijno-mistyczny. To jest dogmat, prawda niekwestionowalna. Demokracja, demokracją ale władze w Polsce ma prawo sprawować tylko ktoś z solidarnościowym błogosławieństwem. Kto sie z tym nie zgadza, nie ma prawa nazwać sie Polakiem.

        Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy