Nie tylko moja czułość

Nie tylko moja czułość

Debata kandydatów PO, Kidawy-Błońskiej i Jaśkowiaka. Potwierdza się niestety to, co pisałem w poprzednich felietonach – nie ma w nich ognia, średnie umiejętności oratorskie, brak wizji, języka, siły przekonywania. Rządowa telewizja oczywiście tego nie pokazała, nie wiedziała, że tak kiepsko wypadną, bała się, że zdemoralizują elektorat. Czy Kidawę-Błońską można by w trybie ekspresowym jakoś podszkolić, wytrenować, tchnąć w nią energię? Wydaje mi się, że nie. Jest, jaka jest, sympatyczna, kulturalna pani.

W Caffè Nero na placu Unii, spotkanie z Wojtkiem, synem dozorców z mojego rodzinnego domu na Iwickiej. Ma 78 lat, ale zdrowo i krzepko wygląda. Ciekawe, jak z wiekiem nasze twarze zaczynają się upodabniać do twarzy rodziców. Na stałe mieszka w Niemczech. Chemik. Wpadł na pomysł, jak z elektroniki pozyskiwać metale szlachetne, dobrze z tego żyje. Dużo podróżuje, interesuje się historią. A jego rodzice byli bardzo prostymi ludźmi, ojciec ze wsi, z zawodu kowal. Pierwsze książki, jakie Wojtek przeczytał, to Trylogia, pożyczał mu ją mój ojciec. Tak Wojtek odkrył świat książki. Mówi: „Mam świadomość awansu społecznego”. Jego córka już słabo mówi po polsku, jest prawnikiem bankowym, mąż chirurg, świetnie zarabiają, ale pracują od rana do nocy. „Czy tak warto?”, pyta. „Mam takie poglądy polityczne jak ty”, mówi, by nie było wątpliwości, że krążymy na tej samej orbicie. Porusza mnie, jak szybko wspinają się w górę kolejne pokolenia. I jak wielu cennych ludzi zabrała nam emigracja.

Od kilku lat opiekuję się na odległość malarzem Piotrem Krosnym, też emigrant, mieszka w Sztokholmie. Wybitny malarz, kiedyś dostrzegany i nagradzany, zanikł na szwedzkim rynku, nie ma wystaw, nie sprzedaje obrazów, nie radzi sobie, ledwie żyje z zasiłku. Ściągnąłem trochę jego obrazów do Polski, znajomy galernik próbuje je sprzedawać. Ale to wszystko niepewne. Piotr od dawna nie ma czym malować, nie stać go na farby. Czasami cierpi na napady lęku, wpada w czarne dziury, ale pracuje jak szalony. Tylko towarzyszy mu strach, że gdy umrze, setki obrazów, które zalegają w jego mieszkaniu, pójdą do kontenera na śmieci. Nagle dowiaduję się, że ma wystawę w renomowanej sztokholmskiej galerii. Nie do wiary. Stało się to nieoczekiwanie. Pytam, jak było na wernisażu. Nie poszedł. Łapię się za głowę: „Jak mogłeś nie pójść?!”. Mówi, że jakoś nie mógł. Jestem zdruzgotany. Ale czy w tym samobójczym geście nie mieszka też sztuka?

Bliskie mi wszystko, co w swoim noblowskim wykładzie mówiła Olga Tokarczuk, o sztuce, o świecie, ale czuję się trochę „ograbiony”. Ważny rozdział w wykładzie był o czułości, jak istotna jest w życiu i w sztuce. Od kilkunastu lat o tym obsesyjnie piszę, wydałem tomik wierszy „Tylko czułość idzie do nieba”. Uważam, że czułość, a nie miłość, to najważniejsze uczucie. Ale przecież czułość nie jest tylko moją własnością, więc chociaż trochę „ograbiony”, cieszę się, że Olga czuje czułość podobnie. Im więcej ludzi czuje czułość, tym lepiej. A najpiękniejszy wiersz o czułości napisał jednak Norwid, mój ulubiony poeta.

Czułość – bywa jak pełny wojen krzyk,
I jak szemrzących źródeł prąd,
I jako wtór pogrzebny…

I jak plecionka długa z włosów blond,
Na której wdowiec nosić zwykł
Zegarek srebrny

Zapewne gdyby nie wolne media, Tokarczuk i jej Nagroda Nobla w ogóle by nie zaistniały w mediach reżimowych. Po stanie wojennym zakazano mówienia o Wałęsie, gdy dostał pokojowego Nobla. Wtedy cała Norwegia była na indeksie – Norwegowie tego Nobla przyznają. Ukarano ich, zakazując grania w radiu utworów Edvarda Griega, norweskiego kompozytora (to nie żart). A tu, proszę, obecna władza chce jednak kupić od Szwedów stare okręty podwodne – miały iść na złom, a my je bierzemy, bo na nowe nas nie stać. Te wolne media okropnie brużdżą PiS. Gdy coś pokażą, tak pełną gębą, jak galę noblowską, to potem tym reżimowym trudno też tego nie pokazać, bo stracą swoją podłą wiarygodność. Dlatego jeśli Duda wygra wybory prezydenckie, PiS rzuci się tym mediom do gardła. Ale także samorządom. To są dwa jeszcze niezależne od PiS byty.

Myślę o PiS, jak mogło do tego dojść, że jeden człowiek zaraził społeczeństwo swoją psychozą. Ale przecież to wszystko było w ludziach, tylko uśpione, bo w nas śpi wszystko, też co złe i co dobre, śpią anioł i szatan, a głowy mają na jednej poduszce.

Wydanie: 51/2019

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy