Nieuctwo i naiwność Rydza-Śmigłego

Nieuctwo i naiwność Rydza-Śmigłego

Kto odpowiada za klęskę wrześniową? Dokumenty komisji badających działania rządów sanacji w okresie przedwojennym i w czasie wojny

Kiedy w 1935 r. na zjeździe legionistów Edward Rydz-Śmigły, wówczas jeszcze generał, wypowiedział znamienne słowa „Nie oddamy ani guzika”, chyba nikt nie sądził, że niebawem staną się one sarkastycznym podsumowaniem rządów naczelnego wodza i sanacji.

„Pierwszy Obrońca Ojczyzny”, jak mówili o nim zausznicy, obok prezydenta Ignacego Mościckiego i ministra spraw zagranicznych Józefa Becka jest jedną z osób, które w największym stopniu odpowiadają za klęskę wrześniową. Do tej listy trzeba jeszcze dodać premiera Felicjana Sławoja Składkowskiego i jego rząd, który gen. Władysław Sikorski nazwał „rządem klęski narodowej”.

Dla niezorientowanych w prawdziwym układzie sił i potędze Niemiec, wzmocnionych potencjałem zagarniętego czeskiego przemysłu, klęska wrześniowa była katastrofą. Nie dziwi więc, że gdy po wybuchu wojny premierem rządu na uchodźstwie został gen. Sikorski, powołał on komisję do zbadania przyczyn klęski. Szukano ich też w kraju, gromadząc odpowiednią dokumentację. Już na przełomie 1939 i 1940 r. komórka historyczna późniejszej Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej – Armii Krajowej zaczęła gromadzić materiały o polityce rządów po 1926 r. i wojnie 1939 r.

Poniżej prezentujemy notatkę „Błędy Naczelnego Wodza” napisaną w okupowanej Polsce przez płk. Jana Rzepeckiego (1899-1983), doktora nauk historycznych, uczestnika wojny 1920 r. Przed 1939 r. wykładał on taktykę w Wyższej Szkole Wojennej. W czasach II wojny światowej był szefem VI Oddziału – Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej ZWZ-AK (1940-1945) oraz Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj (maj-sierpień 1945 r.). Był założycielem i pierwszym prezesem konspiracyjnego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość (od września 1945 r.). W czasach stalinowskich dwukrotnie aresztowany i więziony. 24 grudnia 1954 r. został zwolniony z więzienia z powodu braku podstaw do wszczęcia postępowania przeciw niemu. Zrehabilitowany w listopadzie 1955 r., pracował w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk. W grudniu 1956 r. został członkiem Zarządu Głównego ZBOWiD, a także Klubu Krzywego Koła.

Pisana w formie krótkich tez notatka Rzepeckiego jest zrozumiała nawet dla osób, które nie zetknęły się z wojskową terminologią. Choć płk Rzepecki przedstawia niezwykle krytycznie koncepcje wojenne jedynie naczelnego wodza oraz jego działania we wrześniu 1939 r., punktując kardynalne błędy, notatka jest w zasadzie oskarżeniem całej ekipy rządzącej w latach 30. oraz wojskowych.

Poniżej drukujemy także notatkę sporządzoną w Londynie na potrzeby Komisji powołanej przez gen. Sikorskiego, ukazującą konflikt Rydza-Śmigłego z ministrem Józefem Beckiem (a także ich współpracowników i zaufanych), który musiał wpłynąć na osłabienie polskiej armii w dniach „klęski narodowej”.

Bez planu obrony

Notatka płk. Jana Rzepeckiego nt. błędów Naczelnego Wodza, które wpłynęły na oblicze wojny 1939 r., 15 maja [1940?]

Neuman[?], Przesyłam Ci moją notatkę na opracowywany przez Ciebie temat – może Ci się przyda

Prezes [konspiracyjny pseudonim Jana Rzepeckiego – przyp. red.]

15/V [1940?]

Błędy Naczelnego Wodza

A. Do kwietnia 1939 r. zupełny brak planu wojny z Niemcami.
1) Naczelny Wódz przejawił zupełny brak zrozumienia, że przygotowanie planu wymaga długotrwałej i planowej pracy.

2) W aktach Generalnego Inspektoratu Sił Zbrojnych najświeższe opracowania operacyjne przeciwniemieckie pochodziły z r. 1932 (?) i miały charakter jakby „wojny kolonialnej” (w Niemczech tylko 100.000 Reichswehra).

3) Ewidentne tłumaczenie [Rydza-Śmigłego], że wojna z Niemcami miała być rozegrana zaczepnie, przy ubezpieczeniu od wschodu – trzeba odrzucić, gdyż:
– nie było żadnych przygotowań zaczepnych,
– nawet zaczepne wystąpienie wymaga przygotowań o charakterze obronnym,

4) tak samo odrzucić trzeba ew. tłumaczenie, że mieliśmy występować na wschodzie, zabezpieczeni od zachodu paktem o nieagresji:
a) wiara w taką wartość paktów jest naiwnością polityczno-strategiczną,
b) taka wojna na wschodzie wymaga solidnego zabezpieczenia na zachodzie.

B. Zacofanie organizacyjne i uzbrojenie wojska.
1) Nawet przy zachowaniu postawy czysto obronnej konieczne były:
a) znacznie silniejsze lotnictwo (przede wszystkiem rozpoznawcze i myśliwskie),
b) znacznie liczniejsze jednostki i sprzęt przeciwlotniczy,
c) znacznie liczniejsze lotniska,
d) znacznie liczniejsza broń przeciwpancerna i przeciwpancerne związki obronne (studia i meldunki w Wyższej Szkole Wojskowej od dawna wskazywały na ich konieczność),
e) znacznie liczniejsi saperzy zaporowi,
f) lepszy sprzęt łączności (głównie radio),
g) daleko posunięta motoryzacja (choćby tylko odwodów operacyjnych),
h) liczniejsze związki pancerne (choćby tylko jako odwody obrony przeciwpancernej – a nie nasze śmieszne „brygady pancerno-motorowe”,
i) wcześniejsze stworzenie sztabów operacyjnych, które były słabo przygotowane do zadań,
j) gruntowniejsze wykształcenie wyższych dowódców, którzy w olbrzymiej większości byli zupełnie nieprzygotowani do swych funkcji,
k) radykalne zredukowanie licznej, a kosztownej kawalerii,
l) znacznie obfitsze zaopatrzenie w amunicję.

2) Gdyby zaś planowało się zaczepne rozegranie wojny, to ponadto było niezbędne stworzenie:
a) wielokrotnie silniejszej artylerii ciężkiej z odpowiednią ilością amunicji,
b) wielokrotnie silniejszego lotnictwa bombowego,
c) oddziałów spadochronowych,
d) silniejszych związków pancerno-motorowych,
e) pomnożenie saperów i obfite wyposażenie wojsk w środki przeprawowe do budowy komunikacji,
f) saperskich jednostek szturmowych.

Nic nie wskazuje na to, by Naczelny Wódz i jego szef sztabu rozumieli tę konieczność.

C. Fałszywa ocena wartości zawieranych sojuszów i umów z Francją i Anglią.
Naczelny Wódz powinien był znać prawdziwie zdolności sojuszników do udzielania pomocy lądowej i powietrznej. Ewidentne błędy oceny sojuszników przez naszych attachés nie uwalniają go od winy. Jeśli błędna ocena spowodowała nieszczerość i nieufność sojuszników do nas – to trzeba stwierdzić, że wynikała ona z nieszczerej i niezrozumiałej dla zachodu naszej gry politycznej.

D. Brak wyciągnięcia konsekwencji z niemieckiej ofensywy politycznej na Czechy w r. 1938. Jeszcze po rozegraniu sprawy Sudetów i Zaolzia Naczelny Wódz i szef sztabu zarządzili takie pociągnięcia organizacyjne, mobilizacyjne i dyslokacyjne, z których wynikało, że według nich wydarzenia czeskie są bez wpływu na bezpieczeństwo Polski, że bardziej nawet wzrosło ono. Nie zarządzono wówczas nic dla zwiększenia gotowości obronnej państwa.

E. Plan 1939 r. (ustalony w końcu marca 1939)
1) Plan uwzględnia kompromitująco naiwną hipotezę wojny ograniczonej ([Wacław?] Lipiński) i zawiera kompromitująco nierealne pomysły zaczepne, co w konsekwencji osłabiło i tak już słabe możliwości obrony.

2) Błędna ogólna koncepcja obrony i błędne początkowe ugrupowania ogólne: – kordon o stosunkowo silnym i wysuniętym daleko naprzód środku, – skrzydła słabe i oskrzydlone już przed wybuchem wojny.

Musiało to prowadzić do dwustronnego wyjścia na tyły już w pierwszych dniach działań i groziło wielkimi „Kannami”.

3) Poważne błędy organizacyjno-mobilizacyjne:
a. Opóźniano mobilizację sztabów armii, które już miały zawiązki, nie mobilizowano sztabów grup operacyjnych, które miały powstać (nie rozumiano potrzeby ich), choć można to było zrobić bez zwrócenia uwagi nieprzyjaciela i protestów sprzymierzeńców,
b. Uporczywie opóźniano mobilizowanie organów tyłowych (etapy, komunikacja, magazyny) – także z powodu braku zrozumienia ich znaczenia,
c. Natomiast puszczono się na beznadziejną i fatalną w skutkach improwizację przez gwałtowne forsowanie rozbudowy Obrony Narodowej.

4) Ślamazarne tempo fortyfikowania frontu obronnego i tłumienie słusznej inicjatywy podwładnych, prących do przyśpieszenia prac. Rozkazy hamujące prace znajdowały uzasadnienia wprost niepoważne (np. oszczędzanie zbiorów).

5) Ślamazarne tempo dozbrajania wojska (niewyzyskanie zdolności produkcyjnej fabryk) i sprzedawanie za granicą sprzętu potrzebnego w kraju jeszcze w ostatnich miesiącach przed wojną.

6) Operowanie przy rozdziale sił nieistniejącymi wielkościami, np. dywizjami, które powstać miały w 12. dniu normalnej mobilizacji, tj. na pewno po pewnych rozstrzygających bitwach. To w dużym stopniu przyczyniało się do osłabienia obrony.

7) Stawianie nierealnych zadań, których cechą była także niedopuszczalna w operacjach sztywność: np. ograniczenie zadań armii, która ma walczyć przeciw przewadze na 230 km frontu (ok. 30 km na W[ojskową]J[ednostkę]), do sztywnej kordonowej obrony tuż przy granicy, bez prawa myśli o odwrocie.

8) Zatwierdzenie obłędnych z gruntu ugrupowań armii i wzięcie przez to na siebie odpowiedzialności za te błędy. Już w początkowym ugrupowaniu niektóre W[ojskowe] J[ednostki] były skazane na śmierć bez pożytku dla całości (np. izolowane 7. i 20. Dywizje Piechoty). Temu niedostrzeganiu błędów operacyjnych towarzyszyło skandaliczne wtrącanie się w szczegóły taktyczne.

9) Potraktowanie dowodów armii jak kaprali i trzymanie ich w zupełnej nieświadomości co do myśli przewodniej i planu Naczelnego Wodza, użycia jego odwodów, a nawet co do ugrupowań i zadań sąsiadów.

W ogóle analiza planu 1939 r. pozwala postawić Naczelnemu Wodzowi i jego szefowi sztabu zarzut nieuctwa operacyjnego.

F. Dowodzenie w toku operacji.
1) Wtrącanie się w szczegóły ugrupowania armii, krępowanie ich w dowodzeniu i wywalanie poprzednio zatwierdzonego planu – wynik błędów Naczelnego Wodza w jeszcze przedwojennej ocenie możliwości nieprzyjaciela (przykład: zatrzymanie 6. Dywizji Piechoty pod Krakowem, mimo że miała wyznaczony odcinek obrony pod Pszczyną – wynik przełamania pozycji pszczyńskiej w drugim dniu walki).

2) Zbyt późny rozkaz wycofania armii poznańskiej i pomorskiej, co pogorszyło ich położenie w bitwie pod Kutnem (?).

3) Brak zrozumienia dla warunków dowodzenia operacyjnego (niedocenianie czasu potrzebnego na przekazanie rozkazów dowódcy armii do oddziałów) powoduje opóźnienie się z decyzją, żądanie rzeczy niemożliwych i w skutku – wykonywanie przez oddziały w dzień tego, co powinno być wykonane w nocy. Wynik: nadmierne straty przy wycofywaniu się z trudnego położenia (przykład: wycofanie się ze Śląska).

4) Chwiejność, niezdecydowanie przy pobieraniu decyzji zasadniczych (znany incydent ze zwrotem zaczepnym armii poznańskiej na południe).

5) Improwizowanie w toku odwrotu fantastycznych planów, niemających cienia szans realizacji pod każdym względem (brak zrozumienia dla możliwości rozkazodawczych i mechaniki operacyjnej).

Gra ministra Becka

Informacja Władysława [Guzka?] o relacjach min. Becka z marsz. Rydzem-Śmigłym z 9 listopada 1940 r., która znajduje się wśród dokumentów komisji rządu Sikorskiego

I.
W czerwcu 1936 r. – wezwany do Warszawy na rozkaz gen. Śmigłego-Rydza – stwierdziłem, że minister spraw zagranicznych Józef Beck stara się – wszelkimi sposobami – odwieść generała Śmigłego-Rydza od zamiaru wyjazdu do Francji. – I tak, najpierw płk dypl. Leon STRZELECKI, a później rtm. Edward MANKOWSKI starają się przeze mnie wpłynąć na generała, aby nie wyjeżdżał do Paryża – uważając, że będzie o wiele lepiej, kiedy przyjedzie do Warszawy marszałek PETAIN … celem udekorowania generała Śmigłego-Rydza Wielką Wstęgą Legii Honorowej.

Grę przejrzałem i stwierdziłem, że obaj wymienieni byli inspirowani przez płk. Janusza ALBRECHTA, zaufanego na terenie Generalnego Inspektoratu Sił Zbrojnych ministra BECKA, i płk. ŚCIEŻYŃSKIEGO, jednak zameldowałem o tym fakcie generałowi Śmigłemu-Rydzowi, którego bardzo oburzyła gra ministra Becka.

Po powrocie do Paryża z Warszawy stwierdziłem jeszcze w pierwszej połowie lipca 1936 r., że Ambasada R.P. w Paryżu – w tym wypadku ambasador ŁUKASIEWICZ i sekretarz LIBRACH oraz attaché wojskowy płk Wojciech Fyda – posiadają polecenie od ministra BECKA uniemożliwienia wyjazdu generała GAMELIN do Warszawy. Stwierdziłem również, że zupełnie tendencyjnie twierdzono w kołach inspirowanych przez ministra Becka i jego przyjaciół, że Francja nie ma zamiaru udzielenia pożyczki Polsce oraz kredytów wojskowych.

A kiedy po powrocie gen. Gamelin z Warszawy sprawa udzielenia Polsce pożyczki i kredytów została pozytywnie załatwiona przez Rząd Francji, wówczas ambasador Łukasiewicz na terenie Quai d’Orsay i radca finansowy Ambasady Wacław MOHL postanowili pożyczkę i kredyty storpedować, żądając w Ministerstwie Spraw Zagranicznych i w Ministerstwie Finansów – podwyższenia pożyczki o 700.000.000 franków francuskich. Działo się to na trzy dni przed przyjazdem gen. Śmigłego-Rydza do Paryża. I jedynie dzięki stanowisku gen. Gamelin i p. Gaboriaud akcja ministra Becka nie została uwieńczona powodzeniem, co pozwoliło generałowi Śmigłemu-Rydzowi na podpisanie pożyczki i kredytów w dniu 6 września 1936 r.

Po wyjeździe gen. Śmigłego-Rydza z Francji, celem załatwienia strony technicznej pożyczki i kredytów, pozostał w Paryżu dyrektor Departamentu Obrotu Pieniężnego M[inisterstwa] Skarbu – BACZYŃSKI – który z jednej strony starał się przewlekać załatwienie spraw, z drugiej oddzielił sprawę pożyczki od kredytów – co znów pozwalało na gmatwanie spraw, a z trzeciej dążył do zniechęcenia Francuzów – przez niewypłacanie obiecanej prowizji – by tym sposobem utracić zaufanie Francuzów do gen. Śmigłego-Rydza, tym samym, by zanulować wyniki podróży gen. Gamelin do Warszawy i gen. Śmigłego-Rydza do Paryża.

Kiedy mimo wszystko strona techniczna pożyczki została pozytywnie załatwiona 7 grudnia 1936 r., to sprawa kredytów wojskowych poczęła wchodzić na tory realne … dopiero w pierwszej połowie kwietnia 1938 r. – I faktem jest, że płk LOJKO-RADZIEJEWSKI skarżył się wielokrotnie u mnie na wysoce szkodliwą działalność płk. FYDY na odcinku załatwiania kredytów wojskowych.

II.
W wyniku zaistniałej sytuacji międzynarodowej, zdając sobie sprawę z nieprzewidującej polityki ministra Becka i z tendencji Hitlera względem Polski, w czasie mojego pobytu w Warszawie w lutym 1937 r. inspiruję marszałkowi Śmigłemu-Rydzowi konieczność nawiązania ścisłej współpracy z Anglią na terenie politycznym, wojskowym i ekonomicznym – właśnie przez marszałka Śmigłego-Rydza.

Marszałek polecił mi wybadać teren i odpowiednio przygotować w ramach moich możliwości, nie wyjawiając przeprowadzanej roboty.

Przy pomocy moich przyjaciół francuskich, a specjalnie przy pomocy p. Alberta DURIEZA, przemysłowca i finansisty, nawiązuję potrzebne kontakty. I już w sierpniu 1937 r. zaistniała możliwość uzyskania dla POLSKI pożyczki na terenie banków angielskich. Ale Ministerstwo Spraw Zagranicznych Anglii w pierwszych dniach października 1937 r. kategorycznie sprzeciwiło się udzieleniu Polsce pożyczki… ze względu na niejasność polityki zagranicznej ministra Becka. Przed wyjazdem do Rumunii i po przyjeździe z Bukaresztu melduję o tej sprawie marszałkowi Śmigłemu-Rydzowi w czasie mojego pobytu w Warszawie, podkreślając, że marszałek sam musi wystąpić na terenie Anglii oraz musi w krótkim czasie odsunąć ministra Becka. Niestety, spotkałem się z silną kontrakcją zakulisową prowadzoną przez płk. Adama KOCA i ppłk. Bogusława MIEDZIŃSKEGO, będących doradcami marszałka i przyjaciółmi ministra BECKA.

Stanowisko Polski w momencie anektowania Austrii przez Hitlera, stanowisko Polski względem Litwy i później Czechosłowacji wytwarza coraz bardziej nieprzychylną sytuację dla Polski na terenie Francji i Anglii. Mimo wszystko w styczniu 1939 r. wchodzę w ścisły kontakt z ludźmi posiadającymi wpływy i znaczenie na terenie Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Wojskowych w Anglii, w wyniku czego już 13 marca 1939 r. mam konferencję w Hotelu „Deux Monds” w Paryżu przy avenue de l’Opera z dwoma Anglikami półoficjalnymi, którzy oświadczają, że Anglia jest gotową udzielić Polsce pożyczkę w wysokości 27.500.000 funtów, z czego 17.500.000 na budowę kanału łączącego Bałtyk z Morzem Czarnym. Nadto organizuje się towarzystwo w Londynie „Maurice Augsbourg & Comp. London”, mające zakupić w Polsce broń za kwotę 6.000.000 funtów celem umożliwienia Polsce podniesienia produkcji w P.W.U. o jakieś 200%. – Anglia prosi o: 1/ jasność polskiej polityki zagranicznej, 2/ poprawienie stosunków z Francją, 3/ przysyłanie do Londynu dla prowadzenia pertraktacyj Polaków rdzennego pochodzenia polskiego. Rząd angielski z chęcią wielką i radością przyjąłby marszałka Śmigłego-Rydza w Londynie, a przyjazdowi jego nadałby odpowiedni rozgłos. Prosi o odsunięcie od pertraktacyj ambasadora Raczyńskiego (dobrze ułożony i dobrze wychowany, ale…) i konsula generalnego w Londynie – Karola Poznańskiego. Minister Beck posiada opinię jednego z najsprytniejszych polskich ministrów, ale Anglia nie posiada do niego zaufania.

Anektowanie Czechosłowacji stwarza sytuację bardziej przychylną dla Polski, następuje deklaracja premiera angielskiego i wyjazd ministra Becka do Londynu. W czasie swojego pobytu w Anglii minister Beck poprawia swoją opinię, jednak Anglicy chcieliby widzieć marszałka Śmigłego-Rydza u siebie. I już w czasie dalszego sondowania uzyskuję zapewnienia, że Anglia – w czasie pobytu marszałka Śmigłego-Rydza w Londynie – będzie gotową mówić o wielkiej pożyczce dla Polski, wielkich kredytach, budowie dwóch fabryk samochodów w Polsce, zawarciu bardzo korzystnego dla Polski traktatu handlowego.

Melduję o całości marszałkowi Śmigłemu-Rydzowi – listownie – a w kilka dni później ukazuje się w prasie międzynarodowej wiadomość, „że marszałek Śmigły-Rydz – razem z marszałkiem WOROSZYŁOWEM – ma być zaproszony przez Rząd Anglii na manewry jesienne”. W kilka dni później następuje sprostowanie i wyjazd marszałka Śmigłego-Rydza do Anglii zostaje storpedowany. Jak stwierdziłem, wiadomość tę – drogą okrężną – puściło Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, tj. minister BECK, celem storpedowania ewentualnego wyjazdu marszałka Śmigłego-Rydza do Londynu.

W czerwcu 1939 r. do Londynu wyjeżdża w towarzystwie falangi kombinatorów żydowskich – Adam KOC – pożyczki Polska nie uzyskuje, w Polsce – celem uspokojenia opinii publicznej – puszcza się fałszywe wieści, polityka ministra Józefa BECKA i jego przyjaciół jeszcze raz „święci tryumfy”, a w wyniku czego POLSKA w przededniu wojny z Hitlerem jest prawie nieprzygotowana.

Londyn, dnia 9 listopada 1940 r.


Przytoczone dokumenty, w których jedynie rozwinięto skróty, pochodzą z książki „Kto odpowiada za klęskę wrześniową”, którą będzie można kupić w sklepie PRZEGLĄDU już wkrótce.


Niech trybunały osądzą wodzów

Protokół z przesłuchania Karola Iwanickiego [emisariusza z Polski], 17-23 listopada 1941 r. przed komisją rządu Sikorskiego (fragment)

Nastrój w Kraju do byłego rządu i byłego wodza naczelnego jest krytyczny. Istnieje pewna mniejszość, rekrutująca się przeważnie z części urzędników i niektórych wojskowych, która chciałaby usprawiedliwić ich zachowanie się. Dość często spotyka się zdanie, że w Kraju nie ma się w tej chwili wszystkich elementów, że nie zna się kulis sprawy, szczególnie jeśli chodzi o ucieczkę Rydza-Śmigłego, i dlatego należy powstrzymać się z sądem w tej sprawie. Wszyscy jednak stoją na stanowisku, że w przyszłości powstaną trybunały, które zajmą się tymi sprawami. Nie jest to tuszowanie sprawy, lecz jej odłożenie na później. (…)

Stosunek społeczeństwa w Kraju do b. prezydenta Ignacego Mościckiego jest zdecydowanie ujemny. Kraj uważa, że były prezydent, wyposażony w dyktatorskie niemal uprawnienia, nie przygotował wojny. Bardzo złe wrażenie zrobiło w Kraju to, że prezydent wyjechał do Szwajcarii jako obywatel szwajcarski. Rewelacje w „NOWYM KURIERZE WARSZAWSKIM”, które Niemcy poczęli ogłaszać, przyczyniły się wybitnie do tego ujemnego ustosunkowania się do prezydenta Mościckiego. W serii artykułów, trwającej przez dwa miesiące (w pierwszej połowie 1940 r.), wytknięto byłemu prezydentowi przegraną w karty jego syna w Tokio, za którą musiało zapłacić MSZ, miała to być duża suma. Następnie opisano sprzedaż przez byłego prezydenta państwu swego wynalazku. Wreszcie czyniono aluzje do osobistych i prywatnych spraw jego żony, łącząc to z adiutantami. Jeżeli, jak już powiedziałem, najbardziej znienawidzonym człowiekiem w Kraju jest były minister wojny Kasprzycki, to byłego prezydenta w tej skali należałoby umieścić na drugim miejscu.

Jeśli chodzi jeszcze o byłego ministra Kasprzyckiego, to stopień rozgoryczenia społeczeństwa w stosunku do niego jest tak wielki, że gdyby zjawił się w Kraju, to chybaby go zlinczowano. Fakt ucieczki z Kraju naczelnego wodza, ministra wojny i szefa sztabu jest przedmiotem ciągłego oburzenia. Oburzenie to szczególnie kieruje się przeciwko Kasprzyckiemu. Może dzieje się to dlatego, że defilady 3 maja 1939 r. i 15 sierpnia 1939 r. odbierał Kasprzycki i przez to pozostał w pamięci świeżej społeczeństwa.


Fot. AP Photo/Julien Bryan

Wydanie: 35/2019

Kategorie: Historia

Komentarze

  1. Roman
    Roman 31 sierpnia, 2019, 16:02

    Wojny z Niemcami nie dałoby się wygrać. Nie udało się to nawet Francji. Można było jej uniknąć w 1939, może też w 1940. Potem musielibyśmy uczestniczyć z Niemcami w wojnie z ZSRR, która w konsekwencji byłaby przegrana. W rezultacie mielibyśmy o połowę mniej terytoriów, ustrój komunistyczny i tyle samo ofiar.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Dark Ronin
    Dark Ronin 9 września, 2019, 16:41

    Po zaledwie tygodniu działań – zdecydowanie nie o charakterze zaczepnym – osławiony Generalny Inspektor Sil Zbrojnych miał już tylko sporadyczny kontakt z dowódcami poszczególnych związków taktycznych. Kutrzeba skończył Akademię Sztabu Generalnego w Wiedniu, Thommée studiował na Akademii Sztabu Generalnego w St. Petersburgu, paru generałów uczyło się w Saint-Cyr. Natomiast jednak zdecydowana większość sanacyjnych generałów nie miało formalnego przygotowania pozwalającego im na prawidłowe dowodzenie jednostkami większymi niż brygada. Poza kolosalną dysproporcją w sile ogniowej obu armii, ten właśnie czynnik zadecydował o katastrofalnym rozmiarze klęski.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Anonim
      Anonim 21 września, 2019, 17:47

      O Śmigłym już zawczasu marszałek mówił, by go trzymać z dala od armii, bo zajęty rautami i politykowaniem jeno, nie uczy się nowinek wojskowych. Przykład maniacki upór do kawalerii ułańskiej, przez to za późno zaczęto mechanizować kawalerię (wozy zamiast koni)

      Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy