Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Pisaliśmy już parokrotnie o nowej gwieździe MSZ, czyli o płk. Arturze Szczepańcu.
Tego dżentelmena ściągnął do MSZ minister Sikorski i powierzył mu kierowanie Zarządem Obsługi, czyli kierowcami, sprzątaczkami, strażnikami. Po dwóch miesiącach pracy ambitnego kierownika pół MSZ zastanawiało się, skąd takie cudo Sikorski wytrzasnął. No i ludzie się dogrzebali. W dawnych czasach, kiedy Sikorski został wiceministrem obrony (miał wtedy 29 lat, premierem był Jan Olszewski, a ministrem obrony Jan Parys, były takie czasy…), nie miał gdzie mieszkać, więc udostępniono mu pokoje w ośrodku MON w podwarszawskim Helenowie. A trzeba trafu, że komendantem tego ośrodka był Artur Szczepaniec. I z tamtych czasów wzięła się znajomość obu panów. I teraz, gdy Sikorski został szefem MSZ, ściągnął go do ministerstwa. W ten sposób absolwent oficerskiej szkoły kwatermistrzowskiej trafił do dyplomacji.
O tym, jak działał w pierwszych miesiącach, już pisaliśmy, było z czego się pośmiać. A teraz mamy rok 2009 i jest mniej wesoło. Bo przełom roku to dla pułkownika był okres wzmożonej pracy – gdyż zwalniał ludzi. W sumie zwolnił dwadzieścia parę osób, w tym 18 sprzątaczek.
Można rozumieć, że w ten sposób wdrażał polecenie ministra, że ma być taniej i że trzeba oszczędzać. Ale trzeba trafu, że wśród zwolnionych znalazł się też kierownik ochrony, czyli szef strażników. Szczepaniec wręczył mu pismo z wymówieniem i z czterema punktami uzasadniającymi zwolnienie. Oto pierwszy – całkowity brak zaufania wymaganego w relacji dyrektor-kierownik. Oto drugi – uczestnictwo w szkoleniach w innej jednostce organizacyjnej w godzinach pracy. Trzeci punkt to brak jakiegokolwiek zaangażowania i inicjatywy w rozwiązywaniu problemów działu ochrony. A czwarty to niewykonywanie podstawowych zadań związanych z prowadzeniem ochrony obiektu.
Gdzie tu rozum? Zarzuty opisane w punkcie trzecim i czwartym trzeba udowodnić, mieć na to dokumenty, świadków – a zdaje się, że płk Szczepaniec tego nie ma. Strzela więc na wiwat. A punkty numer 1 i numer 2?
Po pierwsze, w instytucjach w rodzaju MSZ takie pojęcie jak wzajemne zaufanie nie istnieje, tu relacje regulują przepisy. Po prostu to jest instytucja państwowa, a nie bar u pana Kazia. Więc po cóż takie rzeczy wypisywać? Kuriozalny jest też drugi punkt – bo czym jest owo uczestnictwo w szkoleniach w innej jednostce organizacyjnej? Otóż szef ochrony został zakwalifikowany do wyjazdu, ma być konsulem w Łucku. Widać ktoś uznał, że się do tego nadaje, i nie kierował się kategorią zaufania lub jego braku. Dodajmy – był to ktoś stojący w MSZ-etowskiej hierarchii znacznie wyżej niż płk Szczepaniec. Ale przed wyjazdem trzeba przejść cykl szkoleń i na te szkolenia, organizowane przez Departament Konsularny i Biuro Kadr, szef ochrony uczęszczał. Wyboru zresztą nie miał.
Po cóż zatem wysuwać takie zarzuty? Po co zresztą zwalniać człowieka, który i tak niedługo wyjedzie?
Dodajmy jeszcze jedno – otóż szef ochrony należy również do kierownictwa związku zawodowego działającego w MSZ. I jest prawnie chroniony. Zaraz więc po otrzymaniu wypowiedzenia udał się do związkowych prawników i wiadomo, że w sądzie swoje wygra.
Po co to wszystko piszemy? Ta historia pokazuje, ile szkody i bałaganu wyrządzić może ktoś niekompetentny, za to pewnie się czujący. I pokazuje też, że takie osoby problemów nie rozwiązują, tylko powodują nowe.
To by było tyle tytułem komentarza do polityki kadrowej ministra Sikorskiego.

Wydanie: 3/2009

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy