Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

MSZ zatrudniło psychiatrę i teraz każdy wyjeżdżający na placówkę urzędnik, zanim wyjedzie, musi mieć od niego pieczątkę, że jest psychicznie OK.
Wielką to budzi wesołość w MSZ. Bo ludzie pytają, czy już doszło do takiego natężenia chorób alkoholowych i psychicznych w grupie tych, którzy na placówki wyjechali, że trzeba wprowadzić oficjalną barierę.
Faktem bowiem jest, że wielu ludzi pobytu na placówce nie wytrzymuje. Że stres, czasami warunki w pracy, brak kontaktu z krajem, syndrom łodzi podwodnej, wszystko to sprzyja chorobom… Sami o paru przypadkach pisaliśmy, jak chociażby o dyplomacie z ambasady w Kijowie (sprawa sprzed paru lat, już go nie ma w MSZ), który zamknął się w domu, grożąc rodzinie bronią.
Te i podobne niebezpieczeństwa znalazły się w polu zainteresowań twórców ustawy o służbie zagranicznej, przyjętej jeszcze w roku 2002, za czasów Włodzimierza Cimoszewicza. Można w niej wyczytać, że stopień dyplomatyczny otrzymać może tylko osoba, która wykazuje się odpowiednim stanem zdrowia fizycznego i psychicznego.
No i w związku z tym wyjeżdżający na placówki musieli mieć także opinię lekarza o odpowiednim zdrowiu psychicznym. Ale wystawiał je w MSZ-etowskiej przychodni lekarz internista i to wystarczało. Teraz te sprawy powierzono specjaliście.
Oto pokazucha. Bo w jednej sprawie MSZ stało się rygorystyczne, a na drugie, ważniejsze – patrzy się przez palce.
Otóż ustawa z 2002 r. stanowiła również, że stopień dyplomatyczny mogą otrzymać tylko osoby, które mają potwierdzoną znajomość przynajmniej dwóch języków obcych. W tym rygoryzmie ustawa dopuszczała czasową ulgę – otóż pozwalała przyznawać stopnie dyplomatyczne warunkowo, na okres pięciu lat, tym, którzy znają tylko jeden język obcy. Te pięć lat to był okres na uzupełnienie wykształcenia.
Do tego jeszcze minister Cimoszewicz zadecydował, że każdy dyplomata, wyjeżdżając na placówkę, musiał zdać egzamin resortowy ze znajomości języka obcego. Jak się okazało, byli tacy, z dokumentami, którzy te egzaminy oblewali…
Po odejściu Cimoszewicza nastąpiło kruszenie rygorów. Najpierw zrezygnowano z egzaminów dla wyjeżdżających. Potem, po pięciu latach, kiedy okazało się, że niewielu z tych jednojęzykowców uzupełniło braki, najpierw przestano na to zwracać uwagę. A potem wprowadzono zasadę, że dyrektorzy departamentów niemerytorycznych, pomocniczych, takich jak zajmujący się administracją czy inwestycjami, nie muszą znać języków obcych. Co samo w sobie było kuriozalne, bo przecież ci dyrektorzy także wyjeżdżali za granicę, np. negocjować sprawę remontów ambasad. Jak to wyglądało, parę razy pisaliśmy…
No a teraz, przy okazji połączenia MSZ i UKIE, wprowadzono znów zapis, przesuwający konieczność znajomości dwóch języków obcych o trzy lata. I ciekawe, co lobby niejęzykowe wymyśli po tym czasie.
Bo, na razie, przy Sikorskim ono kwitnie.
Attaché
PS
Umarł Tomasz Lis. Był dobrym kolegą, choć miał swoje wady, które osoby uważające się za jego przyjaciół pogłębiały. Trzeba wierzyć, że nieświadomie.
Natomiast trudno pogodzić się z tym, że MSZ po jego śmierci nie złożyło oficjalnych kondolencji. To żenujące. Wszak był dyrektorem, ambasadorem i konsulem.

Wydanie: 14/2011

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy