Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Pytał nas jeden z czytelników, dlaczego nie zauważyliśmy nowego podsekretarza stanu w MSZ Krzysztofa Stanowskiego. Ha! A kto go zauważył?
Są w MSZ takie stanowiska, że od razu rzucają się w oczy, i są takie, które z trudem się dostrzega. Tej regule podlegają także wiceministrowie. Na przykład za minister Fotygi ściągnięty został do MSZ specjalista od Unii Europejskiej z Krakowa. Był wiceministrem, przez parę miesięcy przemykał korytarzami, a i tak nikt na niego nie reagował. A dowodem na to niech będzie fakt, że pięciu rutyniarzy, pijąc kawę obok teatru Syrena, próbowało przypomnieć sobie jego nazwisko – i sobie nie przypomniało.
Mamy więc konkurs – na umiejętność zapamiętania mało istotnych szczegółów.
Innym przykładem człowieka na takim stanowisku był Paweł Wojciechowski, który przez długie miesiące był wiceministrem nadzorującym sprawy polityki ekonomicznej.
Mało kto zwrócił na niego uwagę. A przecież to były minister finansów! Tak, tak, co prawda parodniowy, w rządzie PiS, mijający się z Zytą Gilowską, ale minister. Ostatecznie Wojciechowski skończył, tak jak się większość spodziewała – po cichu wyjechał na fajną placówkę, jest ambasadorem przy OECD w Paryżu.
I właśnie jego, jeśli wierzyć oficjalnym informacjom, zastąpił Krzysztof Stanowski.
To jest historyk po KUL, a także były pierwszy szef Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej. A w życiu prywatnym szczęśliwy ojciec czwórki dzieci.
On przyszedł do MSZ nie z MON, tylko z MEN, czyli z Ministerstwa Edukacji Narodowej. Tam też był wiceministrem, zajmował się m.in. sprawami nauki polskiego Polaków mieszkających na Wschodzie.
I cóż – przyszedł do MSZ i nie objął – jak można by się domyślać – nadzoru nad sprawami Polonii. Tylko odpowiada za sprawy współpracy rozwojowej, nadzoruje wykorzystanie środków pochodzących z programu PHARE oraz „nadzoruje realizację projektów w ramach priorytetów 2.4 i 2.10 Mechanizmu Finansowego EOG i Norweskiego Mechanizmu Finansowego”, a także Departament Dyplomacji Ekonomicznej. Oraz zajmuje się wspieraniem promocji polskiej gospodarki. Czyli wszedł w buty finansisty Wojciechowskiego.
Patrząc logicznie, mądrości w tym nie ma żadnej. Bo gdzie historykowi do spraw finansowych i gospodarczych? W wymiarze międzynarodowym? Przecież nie ma ku temu ani kwalifikacji, ani doświadczenia, nigdy się tym nie zajmował. Więc równie dobrze na to stanowisko minister Sikorski mógłby kogoś z centrali MSZ wylosować. Na pewno byłoby lepiej.
Ale nie ma co się natrząsać, bo ta nominacja całkiem nieźle tłumaczy się na gruncie logiki MSZ-etowskiej. Wszystko bowiem wskazuje na to, że Stanowski trafił do MSZ na chwilę, po to, by mieć fajniejsze CV. Bo za tę chwilę wyjedzie na ambasadora, i to do kraju na Wschodzie (bo Wschodem się zajmował), do którego gdy się wyjeżdżą, trzeba mieć dobre CV. Albo też – my chcemy w ten sposób wzmocnić jego pozycję jako ambasadora.
A że wzmacnia się go w ten sposób, że powierza mu się oficjalnie obowiązki, których nie jest w stanie wypełniać? Niestety, świadczy to tylko o tym, że minister Sikorski do spraw polityki ekonomiczniej nie przywiązuje wagi i jest mu obojętne, kto ten sektor nadzoruje.
A szkoda.
Attaché

Wydanie: 46/2010

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy