Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

To nie jest tak, że PiS atakuje rząd Platformy różnymi aferami, mamy wielką awanturę, a w MSZ spokojnie i cicho. O nie – tu też próbowano szarpać. A to tak, że opowiadano, iż minister Sikorski nie skończył – tak jak deklaruje – Oksfordu, tylko co najwyżej jakieś organizowane tam kursy, ewentualnie licencjat. Sikorski dał tym plotkom odpór i przyniósł swój dyplom magisterski posłowi PiS Karolowi Karskiemu. Karski obejrzał i przyznał publicznie, że to go przekonało, i że Sikorski jest po Oksfordzie.
Koniec sprawy?
O nie – PiS tak łatwo nie ustępuje. Jest już podobno grupa, która chciałaby bliżej zbadać dyplom – czy prawdziwy, czego dotyczy itd. Trwają też poszukiwania tych, którzy z Sikorskim studiowali.
Miłych poszukiwań.
Bo dla ludzi w MSZ ważniejsze są kolejne pasje ministra Sikorskiego. Najpierw mieliśmy szaleństwa związane z telefonami blackberry. A teraz mamy szaleństwo związane z luksusowymi fotelami. Tym razem jednak premier zatrzymał przetarg.
Wielce to ciekawe – wygodne fotele uważa się za zbędny luksus (w tym przypadku – słusznie), a telefon naładowany gadżetami – za pożyteczne narzędzie pracy. Czy to nie ułuda?
W każdym razie w MSZ mamy przerost formy nad treścią. Eleganckie meble, elektronika, dostęp do baz danych, prenumerata gazet w trzech postaciach (w postaci elektronicznej e-gazety, w postaci papierowej, no i swoje dostarcza też biuro wycinków, więc dyplomata dostaje trzy razy ten sam artykuł) – to jest ta forma. Elegancka, światowa. A treść – przaśna i strachliwa. Jak te jęki, że tarczy nie będzie.
Dodajmy, ta forma to politura, bo zrezygnowano już z najważniejszego przedsięwzięcia – z ustawy o służbie zagranicznej. Nie będzie jej. Bo oszczędności. Więc w MSZ trochę smutek, bo tej służbie potrzebna jest ustawa, która dawałaby stabilność finansową i zawodową. A – z drugiej strony – trochę ulgi. Jeżeli bowiem ustawa głosiła, że staż pracy w dyplomacji nie jest rzeczą ważną, to może i dobrze, że taki bubel nie ujrzy światła dziennego.
W takim mało energicznym nastroju minister obsadza mniej ważne placówki. Jak już pisaliśmy, do Kiszyniowa wysłał Bogumiła Lufta. Z tej okazji bardzo śmiesznie było na posiedzeniu Komisji Spraw Zagranicznych, gdy posłowie aż piali z zachwytu, że Luft taki sprawny dyplomata. No faktycznie sprawny – zna francuski i rumuński. A rosyjski i angielski – jak poinformował wiceminister Najder – biernie.
Czyli ma odpowiedni warsztat, by zajmować się sprawami konsularnymi, ewentualnie być dyplomatą współpracującym z miejscowymi władzami. I tyle. Bo do korpusu dyplomatycznego trudno go będzie raczej wysłać. Może więc trzeba będzie wzmocnić ambasadę w Mołdowie dodatkowym etatem – tłumacza?
Bo na pewno wypadałoby wzmocnić Kancelarię Prezydenta kimś, kto wytłumaczyłby prezydentowi niuanse światowej dyplomacji. Oto bowiem nie tak dawno ambasador Japonii kończył misję w Polsce. Prezydent z tej okazji miał go odznaczyć. Dobry zamysł, kiepskie wykonanie. Ambasadora przyjął prezydencki minister Handzlik i w imieniu prezydenta go odznaczył. Ciach i do widzenia. Takie wyróżnienie.
Jak państwo myślicie, z jakim nastawieniem do Polski ambasador wróci do swojego kraju?

Attaché

Wydanie: 42/2009

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy