Osioł ofiarny

Osioł ofiarny

Wyrzucanie z MSZ wiceministra Aleksandra Stępkowskiego zaczęło w pewnym momencie przypominać operę mydlaną, bo trwało parę tygodni. Ostatecznie Witold Waszczykowski wręczył mu dymisję. Wręczył i odetchnął. Bo pewnie wiedział, że Stępkowski wylatuje zamiast niego.
Stępkowski był w rządzie ciałem obcym, spoza PiS. Zanim został wiceministrem, był prezesem Instytutu na rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris” – tego, który domaga się odwołania Adama Bodnara z funkcji rzecznika praw obywatelskich, a przede wszystkim pilotuje projekt ustawy całkowicie zakazującej aborcji. Tym się zajmują prawnicy z Ordo Iuris. Wystarczy zresztą wejść na stronę instytutu, by się o tym przekonać.
W samym MSZ Stępkowskiemu przypadło nadzorowanie spraw prawnych i traktatowych, co było rzeczą naturalną, gdyż jest doktorem habilitowanym pracującym na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego.
I z tych dwóch powodów Stępkowski poległ.
Po pierwsze, to on namówił ministra Waszczykowskiego, by rząd zwrócił się do Komisji Weneckiej o opinię w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. A Waszczykowski przekonał do tego Jarosława Kaczyńskiego. Miał to być genialny ruch, tymczasem sprawa potoczyła się nie tak, jak prezes oczekiwał, w wyniku czego na włosku zawisła polityczna przyszłość szefa MSZ. Czego Kaczyński nie ukrywał. Waszczykowski więc drżał, ale udało mu się przekonać Antoniego Macierewicza, że z tą całą Wenecją zawinił wiceminister, który nie zna się na Europie, a potem jakoś udobruchano prezesa.
Po drugie, biorąc Stępkowskiego do rządu, liczono w PiS, że wpłynie na swój instytut, który nie zgłosi projektu całkowicie zakazującego aborcji. Tymczasem tak się nie stało.
I to przelało czarę goryczy. PiS było w stanie wybaczyć  błędy w wojnie o Trybunał, bo los sędziów czy złe relacje z Brukselą mało Polaków ruszają. Na tym politycznie się nie traci. Ale sprawa aborcji… Tu niebezpieczeństwo dla PiS jest podwójne. Taka batalia, z jednej strony, buduje silną formację na prawo od PiS, a z drugiej –  rozbija tę partię, stawia wobec piekielnego wyboru: czy iść z Kościołem, narażając się większości społeczeństwa, czy odwrotnie…
Ale wyrzucenie takiego wiceministra z rządu też może być politycznie kosztowne. I dlatego tak długo to wszystko trwało.
Jednak już jest pozamiatane. I to w sensie dosłownym. Bo jeszcze zanim komunikat o odwołaniu Stępkowskiego trafił do mediów, jego nazwisko zniknęło ze strony internetowej MSZ. To się nazywa timing!
Minister, ocalony dymisją swojego zastępcy, już wie, że aby żyć, musi ścinać głowy innych. Dlatego zapowiada „dobrą zmianę” w polityce kadrowej MSZ. Do tej pory była ona dość powściągliwa – tłumaczy – bo był szczyt NATO i Światowe Dni Młodzieży, więc ambasadorów nie można było wymieniać. Ale teraz…
„Kolejne odwołania nastąpią do końca roku – obwieszcza minister. – Proces zmian obejmie także konsulaty generalne oraz instytuty polskie”. I tak bez końca…

Wydanie: 2016 36/2016

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy