Pocałunek śmierci

Pocałunek śmierci

W Berlinie zmarł rosyjski malarz Dmitrij Wrubel, autor namalowanego na murze berlińskim pocałunku Breżniewa i Honeckera

W okresie pierestrojki moskiewscy znajomi zaprowadzili mnie do jednopokojowego mieszkania młodego artysty, które zarazem było galerią. Prywatna galeria w ZSRR wydawała mi się czymś niezwykłym. W 1974 r. samorzutnie zorganizowaną w Moskwie plenerową wystawę rozjechały spychacze – do dziś jest ona znana jako wystawa spycharkowa. W Leningradzie pracownie malarzy organizujących niezależne wystawy podpalali nieznani sprawcy. W 1976 r. w tym mieście zginął w pożarze uczestnik moskiewskiej wystawy spycharkowej.

Większość obrazów właściciela galerii miała podtekst polityczny. Jeden z nich, zatytułowany „Rada weteranów”, przedstawiał starych działaczy radzieckich z wykrzywionymi twarzami, ich głowy – niczym świętych – otoczone były aureolą. Dobrze pamiętałem rzędy portretów członków Biura Politycznego KC KPZR epoki Leonida Breżniewa wieszane na ulicach radzieckich miast z okazji ważnych rocznic lub wydarzeń. Byli na nich wyłącznie mężczyźni, najstarszy, Arvīds Pelše, współpracownik Lenina, urodził się jeszcze w XIX w. Te zestawy portretów nazywano ironicznie ikonostasami. Aureole na obrazie młodego malarza wydały mi się jak najbardziej na miejscu. Kupiłem „Radę weteranów”, do dziś przechowuję ją w domu. Kilka lat później autor mojego obrazu, Dmitrij Wrubel, zyskał międzynarodową sławę „braterskim pocałunkiem” przywódców ZSRR i NRD – Leonida Breżniewa i Ericha Honeckera. Pozostaje on jedną z ikon Berlina.

Na początku prezydentury Władimira Putina głośny był kalendarz Wrubla „Dwanaście nastrojów prezydenta”, składający się z portretów młodego wówczas rosyjskiego przywódcy, zapewniającego – jak w czasie wystąpienia w Bundestagu we wrześniu 2001 r. – o przywiązaniu do demokracji, wolności i woli budowy wspólnego europejskiego domu aż do Władywostoku. Jednak w Rosji rządzonej przez Putina Wrubel czuł się coraz bardziej skrępowany, m.in. nie mógł wystawiać wielkoformatowych prac na ulicy. W 2010 r. przeniósł się do Berlina.

Następnego dnia po śmierci Dmitrija Wrubla rosyjskojęzyczny portal Deutsche Welle po raz pierwszy opublikował wywiad przeprowadzony z nim w 2017 r. Malarz opowiadał o prześladującym go przez całe życie uczuciu strachu: „Urodziłem się w 1960 r., moja mama urodziła się na zesłaniu. (…) Od dzieciństwa byłem wychowywany w takim duchu, że trzeba się wszystkiego ślepo bać. (…) Kiedy widzę, że stosunkowo nowa władza kroczy tą samą drogą [co władza radziecka], od razu zgaduję, co będzie. Bo to wszystko już było. Ktoś całkowicie słusznie napisał, że Rosja żyje nie w przyszłości, ale w przeszłości, że trzeba stale patrzeć do tyłu”.

Fot. Wikipedia

Wydanie: 35/2022

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy