Podsłuchane u Arystotelesa

Podsłuchane u Arystotelesa

Panu Michałowi Strąkowi,
autorowi książki „I jak tu Polską rządzić”, poświęcam

Polityka według Arystotelesa, nauczyciela naszych przodków i w pewnym sensie naszego, jest dziedziną względności, kryteria, jakich dostarcza, nie mogą służyć do rozróżniania czystego dobra od czystego zła.

Zasadnicza linia podziału przebiega między ustrojami, w których panuje prawo – z definicji należą do nich: monarchia, arystokracja i politeja – a taką lub inną formą tyranii.

Istnieje tyle rodzajów demokracji, ile rodzajów ludu – powiada Arystoteles. „Najlepszą ludnością jest mianowicie rolnicza, toteż tam, gdzie masy żyją z uprawy roli lub hodowli bydła, daje się zaprowadzić najlepsza demokracja” (cytaty pochodzą z „Polityki”). Na czym polega ta wyższość ludu rolniczego, zawsze i wszędzie lekceważonego przez mieszkańców miast? Czy podlega on mistycznie umoralniającemu wpływowi ziemi, którą uprawia? To prawda, że według niektórych autorów rolników mają cechować lepsze obyczaje, ale nie o ten czynnik chodzi. „Ponieważ nie posiadają wielkiego majątku, nie mają czasu na odbywanie częstych zgromadzeń, a że brak im rzeczy potrzebnych do życia, oddają się gorliwie swym pracom, nie zajmują się obcymi sprawami i więcej mają przyjemności ze swej pracy aniżeli z politykowania i piastowania urzędów, chyba że jakieś urzędy wielkie zyski przynoszą”. Krótko mówiąc, polityczną zaletą rolników jest ich małe zainteresowanie polityką. Mogą być zadowoleni z każdej władzy, nawet z tyranii i oligarchii, o ile pozostawia ich w spokoju, nie przeszkadza w pracy i niczego nie zabiera. Jeśli chodzi o politykę, w zupełności wystarcza im prawo wybierania władz i pociągania urzędników do odpowiedzialności. Najlepszą formę demokracji można wprowadzić tam, gdzie lud nie chce władzy. Znacznie gorsze są perspektywy, gdy masy całą duszą garną się do rządzenia, a okoliczności, na domiar złego, wydatnie im to ułatwiają. W takim położeniu znajdują się niezamożni, rozpolitykowani mieszkańcy miast, którzy niewiele tracą, zaniedbując swoje mało opłacalne zajęcia, a ponieważ kręcą się po ulicach, „z łatwością zjawiają się na zgromadzeniach ludowych”. Trzeba pohamować ich rozpolitykowanie i ważność zgromadzeń ludowych uzależnić od daleko mieszkających i użytecznie zajętych rolników, a ponieważ oni przeważnie się nie zjawią, więc dobro ogólne będzie uchronione przed kolejną uchwałą ludu.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 48/2019, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 48/2019

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy