Pół żywa, pół martwa

Piszę ten felieton w dniu Święta Zmarłych, a więc wyborny to czas, aby pomówić o zjawisku pół martwym, a pół żywym, pół zwiędłym, a pół kwitnącym, takim, co “ciągle zdycha, a zdechnąć nie może” – jak pisał Gombrowicz o naszej Ojczyźnie jako całości.
Tym zjawiskiem jest książka.
Dla statystycznego Polaka książka już zdechła, ponad połowa statystycznych Polaków przez cały rok nie miała książki w ręku, spora jest też część takich, co wprawdzie książkę w ręku mieli, ale odłożyli ją z powrotem na ladę z powodu braku pieniędzy.
Ogromną ich rzeszę widziałem niedawno na IV Targach Książki w Krakowie, a więc ludzi broniących się macaniem książek, których nie mogli kupić, przed zepchnięciem w objęcia wtórnego analfabetyzmu albo stadnej degradacji audiowizualnej.
Bo książka z produktu powszechnego stała się produktem luksusowym. W każdej przyzwoitszej księgarni roi się od wspaniałych, coraz lepiej wydanych książek, zamykających w sobie coraz większy obszar ludzkiego poznania świata. Ale obszar ten ogrodzony jest coraz wyższym drutem kolczastym i zastrzeżony dla ludzi, którym pozwala na to ich sytuacja materialna.
Zbliża się koniec roku i coraz więcej ludzi zastanawia się, jak wyglądać będzie ich zeznanie podatkowe, które trzeba będzie złożyć i zapłacić. Wiadomo, że lewica jest przeciwna zarówno obniżeniu, jak i spłaszczeniu podatków, działających na korzyść ludzi lepiej zarabiających. Ale ma to sens tylko o tyle, jeśli uzyskane w ten sposób dochody służyć będą także rzeczywistej przemianie książki z produktu luksusowego w produkt na powrót powszechny. Inaczej trzeba po prostu strzec raczej własnej kieszeni.
Książka stała się także narodowym produktem prestiżowym, wyciąganym na pokaz. Przekonują o tym liczne ostatnio korespondencje z Międzynarodowych Targów Książki we Frankfurcie. Państwo nasze, na co dzień i na użytek wewnętrzny pomiatające książką i jej wartościami społecznymi, do Frankfurtu przywiozło stosy książek i posadziło za jednym stołem dwóch poetów, z których jeden zebrał wszystkie możliwe nagrody z Noblem włącznie, drugiego zaś z tych nagród zręcznie wyślizgano, a mimo to nie skakali sobie do gardła. Pokaz ten godnie zdobił Potiomkinowską wioskę, jaką udało nam się zbudować we Frankfurcie, stwarzając wrażenie, jakby książka i jej autorzy byli w Polsce produktem otaczanym podobną dbałością jak w państwach cywilizowanych. I pokaz ten przemówił do Niemców, z jednym wszakże wyjątkiem, którym był – pochodzący zresztą z Polski – “papież” obecnej krytyki niemieckiej, Marceli Reich-Ranicki.
Otóż Ranicki popełnił ten błąd, że zamiast tylko oglądać wystawione przez Polaków książki, zabrał się za ich czytanie. I nie wytrzymał. Przed kamerami telewizji powiedział, że mierzi go ta literatura zacofana i wsteczna, niezdolna stawić czoła wyzwaniom dzisiejszym i pogrążona w adoracji tradycyjnej, nie istniejącej już wsi.
Reich-Ranicki, oczywiście, się myli. Pisarstwo polskie wielbi bowiem nie wieś – któż by się bowiem przyznawał do tak niskiego, plebejskiego pochodzenia? – ale dworek. Sądząc po ilości dworków, z których pochodzą rodziny autorów publikowanych u nas powieści i pamiętników, Polska przedwojenna była krajem o obszarze co najmniej trzy razy większym niż faktycznie, gdzie by się bowiem te dworki pomieściły. A wyrastały w nich postacie czyste, światłe i szlachetne, których odczuwalny niedobór w naszym obecnym otoczeniu przypisać należy temu, że zostały one wymordowane w większości przez NKWD, a także w pewnym procencie przez gestapo i SS; proporcje pod tym względem, w wyniku transformacji ustrojowej, uległy wyraźnemu odwróceniu.
Sądzę, że ta właśnie literatura polska tak rozjuszyła Ranickiego. Nie otrzymał on także odpowiedzi, skąd bierze się Polak współczesny – sprytny, cwaniakowaty, nadmiernie zaradny albo też nadmiernie zapity – którego chciał pewnie zobaczyć. Ja sam przeczytałem o nim ostatnio w jednej tylko książce – w “Niskich łąkach” Siemiona. Na portret zaś Polaka myślącego na serio o dniu dzisiejszym, mimo starań, nie natrafiłem.
Targi, nagrody, międzynarodowe pokazy wyznaczają więc drugi biegun zdechło-żywej kondycji książki w Polsce, pozorując jej życie. Ale czy na długo? Oto bowiem, znowu zresztą z okazji Frankfurtu, czytam w “GW” artykuł pana Romana Pawłowskiego, który obciążony nadmiarem przywożonych do kraju książek marzy, aby poumieszczać to wszystko na kasetach, nagrać na dyskietkach i przewieźć całą bibliotekę w kieszeni.
Faceci, którzy noszą się z takimi pomysłami – opowiadając przy okazji o wyższości kultury audiowizualnej itd., co znamy na pamięć – po prostu nie rozumieją, czym jest książka. Że ważne jest w niej nie tylko to, co jest w niej napisane i co może mi przeczytać z kasety aktor lub co mogę przywołać na ekran komputera, ale ważny jest rodzaj kultury i sposób życia promowany przez książkę. Samotne obcowanie z tekstem, wolne od elektronicznych nawet pośredników. Kultura skupienia, namysłu, analizy, a także kultura wyboru, powrotów, zastanowień. Nawyk czytania książek kształtuje zupełnie inną osobowość niż nawyk oglądania przekazów audiowizualnych, bardziej skoncentrowaną i zarazem bardziej wolną, indywidualistyczną, twórczą. Społeczeństwo czytające książki ma szanse być społeczeństwem otwartym i nie zamienić się w stado pasione na jałowych łąkach telewizji i Internetu. Wie o tym Zachód, gdzie ów Internet jest bardziej rozwinięty niż u nas, ale nie ma on zastępować książki. Widać to dość wyraźnie właśnie teraz, gdy staramy się z trudem przymierzać do współczesnej Europy i nie bardzo nam to wychodzi. Nie tylko dlatego, że mamy zapóźnione rolnictwo, ale również dlatego, że myślimy w zacofanych kategoriach kulturalnych, co rzutuje na wszystko inne.
Ostatnio prasa doniosła triumfalnie, że popularna polska pisarka podjęła pisanie powieści w Internecie, dając tym dowód nowoczesności. Przypomina mi to żywo anegdotę o równie popularnym malarzu, Janie Styce, który malując obraz Chrystusa, dla lepszego efektu postanowił malować go, klęcząc na kolanach.
I ukazał mu się Jezus, mówiąc: “Ty mnie nie maluj na klęczkach, ty mnie maluj dobrze”. KTT

Wydanie: 45/2000

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy